fot. UCI

Sezon 2025 był ostatnim w kategorii juniora dla Jana Jackowiaka. Jeden z najlepszych zawodników do lat 19 na świecie, m.in. zwycięzca Wyścigu Pokoju czy brązowy medalista światowego czempionatu, rozpoczyna teraz swoją zawodową przygodę z kolarstwem. To zatem doskonały moment by podsumować to co za 17-latkiem oraz zapytać o jego odczucia przed wejściem do nowej kategorii.

Podczas gali podsumowującej sezon 2025 w wykonaniu UKS Copernicus Toruń CCC – Akademii Michała Kwiatkowskiego, miałem okazję porozmawiać z kilkoma naprawdę ciekawymi osobami, w tym samym tytularnym patronem toruńskiego klubu. Rzecz jasna nie mogło także zabraknąć wywiadu z Janem Jackowiakiem, czyli zawodnikiem, który barw tej drużyny bronił od żaka aż po juniora, przechodząc pełny proces szkolenia pod okiem trenerów z tego klubu. Na początek zapytałem naszego utalentowanego kolarza jak się czuje kończąc w takim miejscu swoją juniorską przygodę.

Cieszę się bardzo, że mogę kończyć przygodę juniorską tutaj, w tym gronie, z tymi ludźmi dookoła, spośród których wielu znam od 8 lat. Z drugiej strony widzę tu, w Toruniu, wiele nowych twarzy, zawodników, którzy są w miejscu, gdzie ja byłem jakiś czas temu. To pokazuje, że klub robi naprawdę fajną robotę znajdując chętnych do ścigania i pomagając im na tej drodze, którą i ja przeszedłem. Kolarstwo, jak i zresztą wiele innych sportów, musi walczyć o uwagę z wieloma innymi, nazwijmy je rozpraszaczami, które odciągają młodzież – sam wiem jak to było gdy sam zaczynałem jeździć, jak wiele rzeczy mnie kusiło, jak chciałem spędzać czas i że ten reżim treningowy nie zawsze jawił się jako coś fajnego. Także mogę cieszyć się, że przeszedłem tę drogę właśnie z tym klubem, że są tu teraz ci wszyscy młodzi zawodnicy, ale i sponsorzy, działacze oraz osoby, które nas wspierają – zwłaszcza, że od lat ich przybywa. Naprawdę doceniam ludzi, którzy byli ze mną podczas tej mojej podróży przez nastoletni wiek i z uśmiechem mogę patrzeć na te wszystkie lata, które spędziłem w Copernicusie. Z perspektywy czasu wiem, że nic bym nie zmieniał – nauczyłem się tu naprawdę bardzo, bardzo wiele, poznałem mnóstwo fajnych osób i myślę, że to pozostanie ze mną na zawsze – nawet odbiegając od kwestii sportowych, choć oczywiście sportowo też się spełniałem. To była niezwykle ważna część mojego życia, za którą jestem bardzo wdzięczny

— powiedział Jan Jackowiak.

Podczas swojego przemówienia Michał Kwiatkowski wprost nazwał zarówno Jana Jackowiaka, jak i Marię Okrucińską, swoistą inspiracją dla młodych kolarzy, którzy teraz rozwijają się w barwach Copernicusa. 35-latek z INEOS Grenadiers nie szczędził ciepłych słów w kierunku dużo młodszego duetu, a na jego twarzy było widać wielki uśmiech związany z tym, że udało się w Toruniu wychować naprawdę świetne pokolenie zawodników. Jak z takimi słowami Michała Kwiatkowskiego czuł się 17-letni Jan Jackowiak?

Na pewno jest to jakieś zaskoczenie, bardzo miłe zaskoczenie, że tak to odbiera Michał Kwiatkowski. Cieszę się, że Michał miał możliwość tutaj przyjechać, że mogłem go zobaczyć i wyjechać z nim na trening. Każdy kto śledzi gdzieś karierę Michała wie, że to profesor kolarstwa, więc każda minuta, godzina czy dzień spędzony z nim, nawet podpatrywanie jak się wypowiada, zachowuje czy działa – tak na rowerze, jak i poza nim, to jest coś fajnego, z czego warto czerpać i wyciągać wnioski

— podkreślał wychowanek UKS Copernicus Toruń CCC.

Teraz Jan Jackowiak przechodzi do starszej kategorii wiekowej, a pierwsze kroki w niej będzie stawiał w barwach Bahrain Victorious Development Team. Jednocześnie nasza rozmowa po medalu Mistrzostw Świata, który wywalczył polski junior podczas wyścigu ze startu wspólnego w Kigali, zawierała jasną deklarację, że przyszłość niespełna 18-letniego zawodnika jest zabezpieczona na kolejne lata. Jakie są zatem ambicje na początek drogi w peletonie orlików, a także w rywalizacji z elitą? Te dotyczą bardziej robienia wyników już teraz, czy jednak spokojnego wdrażania się i nauki?

Myślę, że moje ambicje są niezależne od tego, czy mówimy o wynikach, czy nauce – mam ambicję by się rozwijać, a wyniki są pochodną nauki. Jak szybki to będzie rozwój? Wydaje mi się, że nie do końca mam nad tym kontrolę ani ja, ani drużyna, jest to jakaś niewiadoma. Na pewno liczę na szybkie postępy, chciałbym pozytywnie zaskoczyć zarówno siebie, jak i drużynę. Chciałbym osiągnąć więcej w przyszłym sezonie niż by można było obstawiać w tym momencie – nie chcę tu podawać konkretnych wyścigów, miejsc czy takich „checkpointów”, że tak to nazwę, ale po prostu chcę pozytywnie zaskakiwać i zrobię wszystko, by tak było. Trzeba też pamiętać, że mam jeszcze szkołę i trochę innych, bieżących spraw, więc też z tyłu głowy mam to, że mam czas by się rozwijać, że nie wszystko musi następować od razu – pewne rzeczy wymagają czasu, a mi nie towarzyszy w tym momencie żadna negatywna bądź za duża presja

— odpowiedział Jan Jackowiak, który niejako wybił mi z głowy następne pytanie – miałem bowiem zagadać o to, czy istnieje jakakolwiek presja. Sam zawodnik jednak słysząc takie słowa od razu uściślił:

Nie, nie – nie mówię, że nie czuję żadnej presji. Takie podekscytowanie czy presja to są naturalne i w gruncie rzeczy pozytywne emocje, które nas ciągną w stronę stawania się lepszymi. Ostatnio potrzebowałem już nieco odpocząć po bardzo intensywnych dwóch miesiącach, które były pełne emocji – od sierpnia do października działo się mnóstwo wyścigowo, treningowo, była masa presji i natłok spraw organizacyjnych. Cieszę się, że teraz to ze mnie zeszło i teraz mogę zacząć przygotowania do nowego sezonu na czysto, wyłącznie z takim właśnie pozytywnym podekscytowaniem tym, co przyniesie przyszłość

— rozwinął Jan Jackowiak.

Już jako junior wychowanek toruńskiego Copernicusa miał okazję być w stałych rozjazdach, spędzać długie miesiące poza domem – czy to na wyścigach, czy też obozach bądź po prostu w podróży. Teraz, po awansie do seniorskiego peletonu, takich dni spędzanych gdzieś w świecie będzie jeszcze więcej. Czy to budzi pewien niepokój u młodego zawodnika?

Myślę, że nie szedłbym w tę stronę, gdyby mnie to przerażało. Na pewno to jest część każdej dyscypliny sportu na najwyższym poziomie i jeśli komuś to nie odpowiada, to ciężko by zostawał sportowcem. Oczywiście jest to obciążające – liczba i długość podróży, czas spędzany w rozjazdach gdzieś męczy, ale w gruncie rzeczy to tworzy pozytywne chwile i wspomnienia. Potrzeba znaleźć dobry balans, nie przesadzić, a wówczas da się z tego czerpać masę pozytywnej energii, a łapanie oddechu zostawić sobie na październik czy listopad

— konkretnie odpowiedział Jan Jackowiak.

Tegoroczny dorobek 17-latka obejmował nie tylko brązowy medal Mistrzostw Świata, ale także triumf w klasyfikacji generalnej Wyścigu Pokoju, 3. lokatę w Ronde van Vlaanderen, 5. miejsce w Paryż-Roubaix, 2. pozycję w zaliczanym do Pucharu Narodów włoskim G.P. F.W.R. BARON, podwójne mistrzostwo Polski na szosie, 7. lokatę w Ain Bugey Valromey Tour, 5. miejsce w Giro della Lunigiana czy wreszcie 4. miejsce w czasówce podczas Mistrzostw Europy oraz 7. pozycje w czasówce w ramach Mistrzostw Świata oraz w wyścigu ze startu wspólnego w ramach Mistrzostw Europy. Czego po tak świetnym roku możemy życzyć naszemu najlepszemu juniorowi, który teraz rozpoczyna kolejny etap swojej kariery?

Ja bym chciał, żeby generalnie – nie tylko w moim kierunku, a ogólnie sportowców, w mediach społecznościowych zmniejszyć ilość negatywnych wpisów, informacji i opinii. Myślę, że każdy sportowiec, który gdzieś jest opisywany w sieci, to w gruncie rzeczy człowiek, który poświęca mnóstwo czasu, żeby spełnić nie tylko swoje oczekiwania, ale i kibiców oraz pasjonatów. Gdzieś jako sportowcy już wystarczająco przeżywamy nieudane występy, czy nawet te poniżej oczekiwań, więc te negatywne komentarze po nich bywają niepotrzebne. Odbiegam tu rzecz jasna od komentowania postawy czy wypowiedzi – tu wiadomo, że każdy tworzy własną wizytówkę i musi ponosić jej konsekwencje, ale chciałbym, żeby w przyszłym roku pozytywne komentarze pod postami czy artykułami związanymi z naszym sportem przeważały nad tymi negatywnymi, bo wiem jak wiele to dla mnie znaczy i odwrotnie – jak wiele potrafią napsuć złe wiadomości, a jest ich więcej niż być powinno, niż zawodnicy na to zasłużyli. Czasem lepiej nie powiedzieć nic niż powiedzieć coś za dużo

— zaapelował na koniec Jan Jackowiak.

Myślę, że każdy z nas może wziąć sobie słowa młodego sportowca do serca i jeszcze bardziej zastanowić się nim napisze się coś, co ma na celu wyłącznie wzbudzanie negatywnych emocji. Wiadomo, że kolarstwo, jak zresztą każdy sport, generuje emocje, a w tych padają czasem za mocne słowa, ale warto mieć w pamięci, że sami zawodnicy i zawodniczki wkładają całe swoje serce w treningi oraz starty i przeżywają porażki często po stokroć mocniej niż widz przy trasie czy przed telewizorem. Zwycięzca jest bowiem tylko jeden, a o triumfie zawsze marzy cała grupa osób zgromadzonych na starcie.

Poprzedni artykułINEOS Grenadiers otwiera swój development
Następny artykułNaszosowa zapowiedź sezonu 2026: Cofidis
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Marek Piekny
Marek Piekny

Braawo kolarz

No ja!
No ja!

Brawo Janek 👍

Kibic
Kibic

Trzymamy kciuki!
Zapowiada nam się nowy filar Polskiego kolarstwa na najwyższym poziomie