Przy okazji podsumowania sezonu 2025 w wykonaniu UKS Copernicus Toruń CCC – Akademii Michała Kwiatkowskiego miałem okazję porozmawiać z patronem tego zespołu. Popularnego Kwiato zapytałem głównie o jego odczucia związane z obecnym peletonem, znajdowaniem motywacji czy tym jak rozwój Akademii wpływa na niego samego.
UKS Copernicus Toruń CCC – Akademia Michała Kwiatkowskiego niedawno podsumowała swój sezon 2025 podczas uroczystej gali w toruńskim Hotelu Filmar. Państwo mogli już przeczytać pod tym linkiem to, co mówił do zgromadzonych tam gości podczas swojego przemówienia Michał Kwiatkowski, ale później udało mi się złapać jeszcze 35-latka z INEOS Grenadiers na indywidualną rozmowę. Tą musiałem zacząć tym, co chyba najbardziej interesuje polskich kibiców – czy mistrz świata z Ponferrady pozostanie na następne lata w peletonie?
Moja przyszłość jest zabezpieczona, tylko czekamy na oficjalny komunikat. Zostaję w kolarstwie na kolejne lata. Wciąż mam jeszcze wiele do zrobienia i cieszę się, że mam perspektywy by się realizować. Dodatkowo motywuje mnie to, że tak jak tu jesteśmy na podsumowaniu sezonu Copernicusa, to może gdzieś kiedyś będzie mi dane ścigać się w zawodowym peletonie z zawodnikiem, który się wywodzi z Copernicusa. To było moje marzenie, więc żeby to się stało nie mogłem składać broni za szybko
— jasno zadeklarował Michał Kwiatkowski.
35-latek bezpośrednio nie potwierdził ani nie zaprzeczył żadnym plotkom, spośród których tą najgłośniejszą była ta łącząca go z Q36.5 Pro Cycling Team. Obecnie najczęściej w przestrzeni medialnej mówi się jednak, że Polak pozostanie w INEOS Grenadiers, aczkolwiek tak jak powiedział sam zainteresowany – musimy jeszcze poczekać na to, co przygotują marketingowcy i kiedy zdecydują się na oficjalne ogłoszenie przyszłości biało-czerwonego. Ja tymczasem zapytałem o to jak Michał Kwiatkowski radzi sobie ze znajdowaniem motywacji pomimo nieco cięższych sezonów, podczas których przytrafiły mu się dość poważne kontuzje.
To jest część sportu, życia, żeby walczyć z przeciwnościami. To się zdarza, a z drugiej strony zdarza się to często dlatego, że po prostu wyciskamy z siebie 100%, że chcemy być najlepsi i nikt nie naciska hamulców. Czasem może to jest głupie, ale jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz, a jak nie będziesz próbował dać z siebie 100%, co nieraz się kończy kontuzjami, to nie będziesz wygrywał, nie będziesz miał satysfakcji z tego co robisz. Ja od początku podchodziłem do tego tak, by dawać z siebie wszystko. Może kiedy byłem młodszy miałem mniej pechowych sytuacji, a przez to rzuca się w oczy, że na przestrzeni ostatnich dwóch lat przytrafiły się dwie poważne kontuzje, ale wyszedłem z tego, mam to za sobą
— kontynuował współzałożyciel Copernicusa, na którego to gali mieliśmy przyjemność porozmawiać. Kolejne pytanie zresztą wynikało bezpośrednio z odpowiedzi – poprosiłem o uściślenie, czy część wypadków, a co za tym idzie także i kontuzji, nie wynika z tego jak zmienia się peleton, jego sposób jazdy czy wiek znajdujących się w nim kolarzy.
Z jednej strony dużo młodsi zawodnicy zostają teraz zawodowcami, można walczyć o wygranie Tour de France w wieku 20 lat, z drugiej jednak jako 40-latek nadal m.in. dzięki postępowi w temacie dietetyki, fizjoterapii itd. można być na najwyższym poziomie, niemniej zawsze jest jakieś „ale”. Pewnych rzeczy się nie oszuka, organizm człowieka, mięśnie czy stawy nie będą tak elastyczne jak wcześniej, więc jeśli wszystko śrubujemy, to w wieku 35 lat jesteśmy bardziej podatni na kontuzje. Liczę się z tym, że muszę bardziej dbać o siebie, żeby je omijać
— rozwinął Michał Kwiatkowski.
Reprezentujący od 2016 roku ekipę INEOS Grenadiers, działającą wcześniej pod nazwą m.in. Team Sky, zawodnik jest dziś w zupełnie innym miejscu kariery i życia niż dekadę temu. Ma w swoim dorobku dużo więcej sukcesów, ale i jednocześnie w domu czeka na niego dzisiaj żona oraz dzieci. Czy ta myśl, że jest do kogo wracać wpływa jakoś na styl jazdy zawodnika, tj. mniejszą skłonność do wikłania się w ewentualne zdarzenia wyścigowe?
Myślę, że pewna ostrożność nie wynika z tego kto na mnie czeka w domu, ale z tego, że mając staż w kolarstwie widziałeś więcej sytuacji, które skończyły się źle, które mogą zakończyć się źle… Efektem jest brak tej brawury, która cechuje młodszych. Różne takie sytuacje, czy to w peletonie, czy ogólnie w sporcie, a nawet na drodze prowadząc auto, sprawiają, że gdzieś zaczynasz myśleć i przewidywać jeszcze więcej. To nie jest tak, że zwalniasz, bo się robisz stary czy coś takiego, a bardziej jest się mądrzejszym, widzi się więcej. Nikt nie chce mówić po wszystkim „a nie mówiłem”, więc to doświadczenie gdzieś zwalnia w niektórych sytuacjach, choć mamy tendencje jako ludzie do nie zauważania pewnych zagrożeń. Szczególnie widać to w sporcie, gdzie przecież trafiają osoby, które kochają prędkość i adrenalinę. Przy czym ta ostrożność jest szczególnie obecna w miejscach, gdzie nie wygrywa się wyścigu – jak np. kiedy następowała tegoroczna kraksa Baronciniego z Tour de Pologne. Czasem lepiej odpuścić, a potem zadać cios w innym, właściwszym miejscu
— kontynuował Michał Kwiatkowski.
Dziś gdzie nie pojawi się 35-latek, tam wita się go z wielką radością. To w końcu pierwszy polski zawodowy mistrz świata, pierwszy biało-czerwony z wygraną w monumencie i długo można by tak wymieniać. Zapytałem zatem co jest dla Michała Kwiatkowskiego większym życiowo sukcesem – same wyniki sportowe czy fakt, że dziś może być bohaterem i inspiracją dla młodszego pokolenia?
Bycie bohaterem bez wyników jest trudne, więc przede wszystkim zawsze myślę o tym, by samemu coś osiągać. Jeżeli wyjeżdżam na trening, mam plan, myślę o startach, to robię to przede wszystkim z myślą o sobie. Potem dochodzi to jak się zachowujesz na tym treningu, w jaki sposób się wypowiadasz i co sobą reprezentujesz – tam już myślę o tym, że robię to nie tylko dla siebie, ale i dla osób, które mnie obserwują, więc gdzieś są to dwie różne rzeczy, choć bardzo ze sobą połączone
— powiedział Polak, po czym pociągnął wątek skupiając się na Copernicusie, na którego to gali mieliśmy okazję rozmawiać.
Mam fotki w swoim telefonie, jak zakładaliśmy Akademię i jednym z pierwszych kluczowych działań było odwiedzanie szkół i przedszkoli. Pamiętam jedno z przedszkoli, gdzie chodzili Maria Okrucińska i Janek Jackowiak… To jest cudowne przeżycie, że dziś widzę ich w tym miejscu. Nazwa Akademia, a nie np. klub jest nieprzypadkowa, bo choć oczywiście jesteśmy dziś klubem, to naszym celem była ta Akademia – by działać dla dzieci, by je zarażać pasją, jaką jest kolarstwo, ale i je wychowywać. Myślę, że Janek i Maria są tego najlepszym przykładem, że to co robimy ma sens. Jestem niesamowicie dumny z tego, że oni są teraz w tym miejscu, a jednocześnie z tego, że podjąłem ponad dekadę temu taką decyzję, by w tym kierunku działać, by otworzyć Akademię. Do tego Janek jest o tyle ciekawym przykładem, że o ile ja byłem przypadkiem zawodnika odnoszącego sukcesy od maleńkości, już od żaka, to Janek pokazuje, że ten stopniowy rozwój też działa. Być może on na początku nie był w oczach trenerów jako talent na miarę medalisty mistrzostw świata, a był „tylko” tym jednym z wielu, który rzetelnie trenował. Dzięki takiej drodze Janek może być teraz wzorem dla wielu ludzi, bo pokazał, że nie trzeba się poddawać, nawet jeśli dziecko nie osiąga sukcesu od razu w wieku 10, 12 czy 14 lat, tylko trzeba cierpliwie robić swoje i wierzyć w siebie
— zakończył Michał Kwiatkowski.
Abstrahując od tematu wyników sportowych, 35-latek bez wątpienia jest po prostu postacią, która potrafi inspirować, a jego wkład w polskie kolarstwo jest niebagatelny. Nieco ponad dekadę od sukcesu z Ponferrady widzimy dziś pokolenie młodych zawodników, którzy niejako na kanwie tamtego sukcesu wnoszą nową, świetną jakość do polskiego kolarstwa, a UKS Copernicus Toruń CCC – Akademia Michała Kwiatkowskiego bez wątpienia jest ważnym ogniwem tego procesu. Być może za męskim kolarstwem nad Wisłą nieco gorsze lata, ale wciąż możemy cieszyć się obecnością w zawodowym peletonie nadal głodnego sukcesów Michała Kwiatkowskiego, do którego niebawem dołączą kolejni.
W Toruniu rozmawiał Jakub Jarosz.










Legenda!
Chapeau bas
Przypadkowo włączyłem Eurosport i tam zobaczyłem ostatnie kilometry jak Kwiato zostawał mistrzem świata ,od tego czasu nie wsiadłem więcej na MTB ,tylko od razu kupiłem szosę 😀