Brandon McNulty zaatakował w odpowiednim momencie, wykorzystał przestój w grupie faworytów i został nowym mistrzem świata w kolarstwie szosowym! Amerykanin po długiej na ponad 30 kilometrów solowej akcji dokonał czegoś wielkiego, a na podium wraz z nim stanęli po finiszu z 11-osobowej pogoni Australijczyk Michael Matthews oraz Holender Mathieu van der Poel.
Wyścig ze startu wspólnego elity mężczyzn wieńczył zmagania w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026. Start do rywalizacji na dystansie aż 273,7 kilometra ulokowany został w Brossard, a do znanych już doskonale rund z metą przy Parc Jeanne-Mance w Montréalu prowadził długi na przeszło 100 kilometrów dojazd. Po nim panowie do przejechania mieli jeszcze 12 okrążeń, a każde z nich mierzyło 13,4 kilometra o łącznym przewyższeniu 269 metrów. Składało się na to kilka hopek, w tym przede wszystkim Côte Camillien-Houde (1,9 km; 7,1%), Côte de Polytechnique (780 m; 6%) oraz Pagnuelo (535 m; 7,5%). Sama ostatnia prosta również nie była najłatwiejsza – ostatnie 400 metrów to średnio 6% nachylenia, a poprzednie wyścig pokazały, że bardzo łatwo było zacząć na niej finiszowanie zdecydowanie za wcześnie.


Punktualnie o 9:00 lokalnego, a 15:00 polskiego czasu zawodnicy wyruszyli do startu honorowego, by kilka minut później rywalizacja rozpoczęła się na dobre. Uczyniło to dokładnie 181 sportowców, w tym 4 reprezentantów Polski – Michał Kwiatkowski, Mateusz Gajdulewicz, Jakub Kaczmarek i Piotr Pękala. To jednak nie biało-czerwoni tuż po starcie byli pierwszoplanowymi postaciami, a zawodnicy próbujący uciec, których było dziś naprawdę wielu. Finalnie oderwało się aż 16 zawodników, a byli to Andreas Leknessund (Norwegia), Biniam Girmay i Henok Mulubrhan (Erytrea), Felix Engelhardt (Niemcy), Tilen Finkšt (Słowenia), Jamie Meehan (Irlandia), Guillaume Boivin (Kanada), Emīls Liepiņš (Łotwa), Heorhii Antonenko (Ukraina), Mihajlo Stolić (Serbia), Christofer Robín Jurado (Panama), Alexandre Mayer (Mauritius), Iustin-Ioan Văidian (Rumunia), Andreas Miltiadis (Cypr), Kaden Hopkins (Bermudy) oraz Amir Arsalan Ansari (Reprezentacja uchodźców). Za odjazdem na niemal 100 kilometrów zawisł Fredd Matute (Honduras), który nie zdołał dogonić 16-osobowej grupy.
Peleton szybko odpuścił odjazd na 3 minuty, a następnie różnica rosła już dużo wolniej. Tempo za ich plecami nadawali głównie Holendrzy, a konkretnie do tego zadania oddelegowany został Mathijs Paasschens. Z czasem zmienili go zawodnicy z Meksyku i Belgii, aczkolwiek i oni powoli dawali uciekinierom powiększać zapas czasowy, który na 210 kilometrów przed metą przekroczył 7 minut. Przy wjeździe na rundy różnica wynosiła o kolejną minutę więcej, a średnia prędkość zmagań przekraczała 48 km/h.
Gdy tylko zaczęły się podjazdy, tempo zmagań zostało jeszcze mocniej podkręcone, a peleton zaczął się dzielić. Za pracę wziął się m.in. Bruno Armirail (Francja), a przewaga ucieczki topniała w oczach. Na 12 okrążeń przed końcem różnica spadła do poziomu 5:42. Kolejna runda przyniosła dalszą selekcję – rwał się zarówno odjazd, jak i peleton, a przewaga harcowników spadła poniżej 4 minut.
140 kilometrów przed metą na czele pozostali już tylko Andreas Leknessund, Biniam Girmay, Henok Mulubrhan, Felix Engelhardt, Jamie Meehan, Guillaume Boivin i Emīls Liepiņš. Ich przewaga spadała po 1,5-2 minuty na rundę, a zatem zanosiło się, że na przeszło 100 kilometrów przed końcem będzie już po odjeździe dnia. Na tym etapie zmagań nie oglądaliśmy jeszcze żadnych kontrataków, a jedynie sukcesywne utrzymywanie wysokiego tempa i powolną selekcję od tyłu.
Bruno Armirail praktycznie dopadł do ucieczki dnia na 108 kilometrów przed metą i na tym zakończyła się jego świetna praca w tym wyścigu. Jego rodacy jednak nie zdecydowali się na dalsze równe narzucanie tempa, a rozpoczęli etap skoków – szarpali m.in. Valentin Paret-Peintre i Jordan Jegat. Ostatecznie jednak to nie oni, a Anthon Charmig (Dania) zyskał nieco przewagi i na 7. okrążeń przed końcem 28-latek zameldował się na linii mety z przewagą 20 sekund nad nieco ponad 80-osobowym peletonem, w którym z Polaków pozostał już tylko Michał Kwiatkowski. Nasz lider miał co prawda pewne kłopoty podczas kolejnego przejazdu przez Côte Camillien-Houde (1,9 km; 7,1%), ale cały czas pozostawał w walce o czołowe lokaty.
Z przodu tymczasem działy się niezwykle ciekawe rzeczy. Choć do mety pozostawało cały czas ponad 90 kilometrów, to do zawiązującej się akcji przeskoczył Mathieu van der Poel (Holandia). W czołówce znaleźli się także Oscar Onley (Wielka Brytania), Giulio Pellizzari i Christian Scaroni (Włochy), Alex Baudin (Francja), Maxim Van Gils (Belgia), Andreas Kron (Dania), Jørgen Nordhagen (Norwegia), Santiago Buitrago (Kolumbia), Marcel Camprubí (Hiszpania) oraz Ben Healy (Irlandia). Na zjeździe przeskoczyli do tej grupy jeszcze Wout van Aert (Belgia), Primož Roglič (Słowenia) i Brandon McNulty (USA), a to oznaczało, że mieliśmy akcję z udziałem naprawdę dużych nazwisk.
W czołówce współpraca nie układała się jednak idealnie i na 87 kilometrów przed metą ta została złapana, choć jeszcze na poprawkę zdecydowali się Wout van Aert (Belgia), Mathieu van der Poel (Holandia) i Oscar Onley (Wielka Brytania), do których przeskoczyli Anthon Charmig (Dania) i Primož Roglič (Słowenia). Na Pagnuelo (535 m; 7,5%) do piątki doszedł jeszcze Quinn Simmons (USA) i taka szóstka wypracowała sobie kilkanaście sekund przewagi.
Na linii okrążeń odjazd miał już 40 sekund zapasu nad peletonem, w którym niedługo później na czele osobiście pojawił się Isaac del Toro (Meksyk). Na kole 22-latka pozostali niemalże tylko główni faworyci, a pod koniec wspinaczki na Côte Camillien-Houde (1,9 km; 7,1%) jeszcze mocniej pociągnął Paul Seixas (Francja). Choć do mety pozostawało 77 kilometrów, to wyścig zdawał się już na tym etapie być w swojej decydującej fazie.
Kolejne minuty rywalizacji to już było czyste szaleństwo. W czołowej „6” na atak zdecydował się Mathieu van der Poel (Holandia), z którym oderwali się tylko Quinn Simmons (USA) i Oscar Onley (Wielka Brytania). Za ich plecami zawiśli Wout van Aert (Belgia), Anthon Charmig (Dania) i Primož Roglič (Słowenia), a około pół minuty do czołówki traciła 14-osobowa pogoń, w której kręcili Isaac del Toro (Meksyk), Remco Evenepoel (Belgia), Paul Seixas (Francja), Giulio Ciccone, Christian Scaroni i Davide Piganzoli (Włochy), Brandon McNulty i Matteo Jorgenson (USA), Adam Yates (Wielka Brytania), Juan Ayuso (Hiszpania), Tobias Halland Johannessen (Norwegia), Ben Healy (Irlandia), Mikkel Frølich Honoré (Dania), Stefan Küng (Szwajcaria) oraz Michael Matthews (Australia).
VAN DER POEL TAKES OFF!🔥
The 2023 UCI Road World Champion, Mathieu van der Poel 🇳🇱, launches a huge attack and takes Oscar Onley 🇬🇧and Quinn Simmons 🇺🇸 with him.
The race is exploding in Montréal🌈#Montréal2026 pic.twitter.com/BoH4mGvQjl
— UCI (@UCI_cycling) September 27, 2026
Na linii okrążeń pierwsza z trójek miała 16 sekund przewagi nad drugą i niemal minutę zapasu nad 15-osobową grupą faworytów. Do tej starał się przeskoczyć Michał Kwiatkowski (Polska), któremu brakowało do niej tylko 13 sekund, a któremu w pogoni towarzyszył m.in. Florian Lipowitz (Niemcy).
Kolejne Côte Camillien-Houde przyniosło nam próbę przeskoku z 2. grupy, jaką wykonał Primož Roglič. Wout van Aert i Anthon Charmig nie byli w stanie pognać za Słoweńcem, co znacząco komplikowało sytuację dla reprezentacji Belgii. Tymczasem niemal 37-letni mistrz olimpijski w jeździe indywidualnej na czas z Tokio zdołał dołączyć do czołówki i na 64 kilometry przed metą mieliśmy 4-osobowy odjazd. Chwilę później czwórka miała już ponad pół minuty przewagi nad grupą, którą utworzyli słabnący Wout van Aert i Anthon Charmig oraz przeskakujący do nich Ben Healy, Tom Pidcock, Matteo Jorgenson i Brandon McNulty. Z tyłu tymczasem nawet grupą pościgową kontakt zaczął tracić Remco Evenepoel – to wyraźnie nie był dzień Belga.
Krótsze hopki oraz prostsze odcinki przyniosły sporo kolejnych przetasowań i na 4 rundy przed końcem sytuacja prezentowała się następująco:
- Mathieu van der Poel (Holandia), Quinn Simmons (USA), Oscar Onley (Wielka Brytania), Primož Roglič (Słowenia)
- +0:19 Ben Healy (Irlandia)
- +0:28 Paul Seixas (Francja), Wout van Aert (Belgia), Brandon McNulty i Matteo Jorgenson (USA), Isaac del Toro (Meksyk), Tom Pidcock (Wielka Brytania), Michael Matthews (Australia), Giulio Ciccone (Włochy), Juan Ayuso (Hiszpania), Mikkel Frølich Honoré (Dania)
- +0:46 Remco Evenepoel (Belgia), Christian Scaroni i Davide Piganzoli (Włochy), Tobias Halland Johannessen i Jørgen Nordhagen (Norwegia), Stefan Küng (Szwajcaria), Santiago Buitrago (Kolumbia), Adam Yates (Wielka Brytania), Anthon Charmig (Dania)
- +1:13 7 kolarzy
- +1:27 22 kolarzy
- +1:46 2 kolarzy
- +2:17 7 kolarzy, w tym Michał Kwiatkowski (Polska)
4. od końca przejazd przez Côte Camillien-Houde przyniósł w czołówce delikatny kryzys Oscara Onleya, który odpadł z 1. grupy. Z tyłu tymczasem zamiast współpracy ponownie oglądaliśmy skoki – szarpać próbowali Paul Seixas czy Isaac del Toro, ale finalnie wydawało się to przynosić więcej szkody niż pożytku w pogoni. Z tyłu tymczasem nagle odżył Remco Evenepoel, który na zjeździe podjął próbę powrotu do walki o czołowe lokaty i samotnie przeskoczył do grupy faworytów, a następnie spróbował nawet z niej zaatakować.
40 kilometrów przed metą napisać można było już jedno – to był jeden z tych wyścigów, z których powtórki będzie się oglądało po latach i te będą budziły emocje nawet mimo faktu, że wówczas będziemy już znali wyniki. Jeśli zaś chodzi o sytuację na trasie, to na 3. rundy przed końcem prezentowała się ona z kolei w taki sposób:
- Mathieu van der Poel (Holandia), Quinn Simmons (USA), Primož Roglič (Słowenia)
- +0:18 Ben Healy (Irlandia), Oscar Onley (Wielka Brytania)
- +0:32 Isaac del Toro (Meksyk), Paul Seixas (Francja), Remco Evenepoel i Wout van Aert (Belgia), Brandon McNulty i Matteo Jorgenson (USA), Tom Pidcock i Adam Yates (Wielka Brytania), Michael Matthews (Australia), Giulio Ciccone, Christian Scaroni i Davide Piganzoli (Włochy), Juan Ayuso (Hiszpania), Mikkel Frølich Honoré (Dania), Jørgen Nordhagen (Norwegia), Stefan Küng (Szwajcaria), Santiago Buitrago (Kolumbia)
- +1:29 Mads Pedersen (Dania), Mauro Schmid (Szwajcaria), Tobias Halland Johannessen (Norwegia)
Niedługo później Ben Healy zostawił za swoimi plecami Oscara Onleya i spróbował samodzielnie przeskoczyć do czołówki, w której zmian praktycznie nie dawał Primož Roglič, a w której tempo nadawał przede wszystkim Mathieu van der Poel. Z tyłu tymczasem po mocnej pracy całkowicie odbił Wout van Aert, który doprowadził grupę z Remco Evenepoelem do straty na poziomie 28 sekund do czołówki.
38 kilometrów przed metą na czele znów mieliśmy 4 kolarzy, aczkolwiek Ben Healy nie miał zamiaru odpoczywać na kole rywali i gdy tylko ich dogonił, momentalnie spróbował ataku. Jak się jednak okazało na nic to się zdało, bo z tyłu grupa faworytów bardzo mocno podkręciła tempo i na 34 kilometry przed końcem nie mieliśmy już odjazdu, a w 1. grupie jechało 12 zawodników – konkretnie Quinn Simmons, Brandon McNulty i Matteo Jorgenson (USA), Isaac del Toro (Meksyk), Paul Seixas (Francja), Mathieu van der Poel (Holandia), Giulio Ciccone (Włochy), Michael Matthews (Australia), Ben Healy (Irlandia), Tom Pidcock (Wielka Brytania), Santiago Buitrago (Kolumbia) oraz Primož Roglič (Słowenia). Taki układ, co oczywiste przy tym jak przebiegał cały wyścig, nie utrzymał się długo, albowiem już chwilę później zaczęły się kolejne skoki.
Swoich sił próbował Giulio Ciccone, atakami na zmianę przewagę liczebną wykorzystać chcieli z kolei Amerykanie. 32 kilometry przed metą samotnie na czele znalazł się w ten sposób Brandon McNulty, który błyskawicznie wypracował sobie najpierw kilkanaście sekund przewagi, a po chwili także drugie tyle. Z początku nikt bowiem nie chciał gonić, a z czasem na dość nieśmiałe z początku zmiany zaczęli wychodzić głównie Isaac del Toro i Paul Seixas.
⚠️The breakaway has been caught ⚠️
Brandon McNulty 🇺🇸 launches a big attack and no one follows! 🔥#Montréal2026 pic.twitter.com/8AoKQMh4eS
— UCI (@UCI_cycling) September 27, 2026
Na 2 okrążenia przed końcem samotnie uciekający Amerykanin miał już minutę i 8 sekund przewagi i w jego głowie mogły zacząć kiełkować myśli o tym, że ten może za sprawą tej akcji zostać mistrzem świata. 28-latek co prawda delikatnie zaczął tracić podczas przedostatniego przejazdu przez Côte Camillien-Houde (1,9 km; 7,1%), ale z tyłu grupa goniąca znacząco się zredukowała – po atakach Toma Pidcocka wraz z nim pozostali tylko Paul Seixas, Giulio Ciccone, Matteo Jorgenson i Michael Matthews. Niewiele tracili jeszcze Mathieu van der Poel, Ben Healy i przeżywający kryzys Isaac del Toro, reszta traciła już zdecydowanie więcej.
21 kilometrów przed metą przewaga Brandona McNulty’iego wynosiła 37 sekund. Z tyłu tymczasem dwie goniące grupki połączyły się i wspólnie kręciło tam 8 kolarzy, spośród których tylko Matteo Jorgenson nie dawał zmian. Nie trwało to jednak długo, a pomiędzy Côte de Polytechnique (780 m; 6%) oraz Pagnuelo (535 m; 7,5%) nastąpił kolejny przestój, który działał jak woda na młyn dla uciekającego Amerykanina. W tle za ósemką jak Filip z konopi pojawił się za to Remco Evenepoel, który jeszcze niedawno tracił naprawdę wiele, a teraz powrócił wraz z Mauro Schmidem. Zbliżał się także Mads Pedersen w duecie z Quinnem Simmonsem.
Tuż przed wjazdem na ostatnią rundę na atak zdecydował się Remco Evenepoel, który jednak po kilkuset metrach został złapany i na 13,4 kilometra przed metą sytuacja prezentowała się następująco:
- Brandon McNulty (USA)
- +0:53 Remco Evenepoel (Belgia), Isaac del Toro (Meksyk), Paul Seixas (Francja), Mathieu van der Poel (Holandia), Mauro Schmid (Szwajcaria), Tom Pidcock (Wielka Brytania), Michael Matthews (Australia), Giulio Ciccone (Włochy), Ben Healy (Irlandia), Matteo Jorgenson (USA)
- +1:03 Mads Pedersen (Dania), Quinn Simmons (USA)
- +1:30 Stefan Küng (Szwajcaria)
Podczas ostatniego przejazdu przez Côte Camillien-Houde (1,9 km; 7,1%) w pogoń za Brandonem McNultym ruszyli jeszcze Giulio Ciccone i Tom Pidcock, a różnica zaczęła spadać w szalonym tempie. Po zawodnikach wyraźnie było widać, że mają w nogach ponad 260 kilometrów naprawdę morderczego wyścigu. Dwójka została nieco za szczytem dogoniona przez grupkę faworytów, zaś Amerykanin miał już tylko kilkanaście sekund przewagi. Na korzyść dla niego działało jedynie to, że stawka za nim regularnie zaliczała przestoje – wszyscy oglądali się na siebie nawzajem, a nikt nie chciał oddać serca w pogoni.
7 kilometrów przed metą różnica znów przekroczyła 30 sekund, a na kontrę zdecydował się wówczas Mathieu van der Poel. Holendra złapano, za to skuteczną poprawkę przypuścił Mauro Schmid, który odjechał na dokładnie tej samej prostej, co 2 rundy wcześniej Brandon McNulty. Za Szwajcarem wyrwał Tom Pidcock, na którego kole usiadł Matteo Jorgenson, a w grupie za nimi cały czas brakowało współpracy.
4 kilometry przed metą Amerykanin miał 22 sekundy przewagi, a za jego plecami Tom Pidcock dopadł do Mauro Schmida. Z tyłu zrywał się jeszcze Isaac del Toro, a ze skurczami z walki definitywnie wypadał Paul Seixas.
Brandon McNulty (Stany Zjednoczone) wpadł samotnie na ostatni kilometr i mógł już powoli świętować nieco sensacyjne zdobycie tęczowej koszulki. Za jego plecami grupy tymczasem połączyły się i zanosiło się na to, że o losach pozostałych medali zadecyduje finisz, który bardzo wcześnie rozpoczął Michael Matthews (Australia). 36-latek postawił na wykończenie rywali, przejechał na czele grupy całą ostatnią 500-metrową prostą i wywalczył srebrny krążek, a brąz zdobył będący najbliżej wyjścia z koła Australijczyka Mathieu van der Poel (Holandia). Na 50. miejscu linię mety przeciął Michał Kwiatkowski.
VISTIÉNDOSE DE POGACAR.
'MAKING AMERICA GREAT AGAIN'.🌈🇺🇸 ¡𝐁𝐑𝐀𝐍𝐃𝐎𝐍 𝐌𝐂𝐍𝐔𝐋𝐓𝐘 ES CAMPEÓN DEL MUNDO EN RUTA Y DEVUELVE A ESTADOS UNIDOS A LA CIMA 33 AÑOS DESPUÉS!
Michael Matthews y Mathieu van der Poel, plata y bronce respectivamente.#Montreal2026… pic.twitter.com/LJPht5LdPd
— Eurosport.es (@Eurosport_ES) September 27, 2026
Wyniki wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn rozegranego w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026:
Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026:
- Relacja z wyścigu ze startu wspólnego elity kobiet (srebro Katarzyny Niewiadomej)
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas juniorek (złoto Marii Okrucińskiej)
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas elity mężczyzn
- Klasyfikacja medalowa
- Wszystkie artykuły









Ale jaja, gregario mistrzem świata, brawo! UAE będzie musiało ułożyć mu jakiś specjalny kalendarz startów żeby jako mistrz świata miał swoje szanse na zwycięstwa, a nie tylko praca dla Pogacara.
No i super, mial szczescie Brandon, ale dal z siebie wszystko, gratulacje
Amerykanin wygrał w Kanadzie. Pożywka dla Patusa o tym samym kalibrze jak ich wygrana na IO z Kanadą. Fatalnie.
Najlepszy wyscig w tym roku !
Evenepoel, Seixas i Del Toro to zawodnicy wykończeni wcześniejszą czasówką i Tour de France.
Frajerstwo grupy goniącej McNultego było porażające. Po prostu oddali wyścig. Na ostatnich 20km zero współpracy tylko wzajemne oglądanie się na siebie i czarowanie. Brak słów….
Koszulka zostaje niestety w uae posta… yyy emirates. Roześmiana gęba łysego wampira na mecie odebrała mi całą przyjemność z oglądania takiego wyścigu jak dzisiaj. No ale przynajmniej Remulus nie zgarnął drugiego złota. Najgorzej byłoby gdyby sęp Ciccone wygrał, po tej jeździe dzisiaj nie mogę na niego patrzeć. Mathieu zrobił chyba wszystko co mógł i medal może traktować jako sukces. Szkoda, że taki fajny kolarz jak Matthews nie ukoronował kariery.
Kwiatkowski 10 minut za czołówką. Objechał go nawet Corbin Strong. Reszta naszych orłów 3xDNF. Wstyd. Żenada. Kompromitacja. Nie wracajcie do domu.
Wiadomo, nie to co ten Brandon McNulty, którego ostatnimi startami są czasówka na MŚ, kanadyjskie klasyki i Tour de France. 🙂
MVDP to MVP wyscigu.USA wygrali jako team
No jako jeden z kluczowych pomocników Pogacara na TdF sobie jechał relaksacyjnie:))))
Może mi ktoś wytłumaczyć czemu Jonas nie startuje w takim wyścigu,wiem że to specjalizuje się turach ale przecież na tym wyścigu była masa przewyższeń
Jonas Vingegaard po wypadku z Tour de France zakończył ściganie w sezonie 2026.
Gdyby etapy w wielkich tourach miały minimum 200 km to byłoby jak w kolarstwie damskim. Wszyscy walczą ze wszystkimi. Mamy sztuczny podział na szybkich i wspinaczy gdzie dystans by zweryfikował każdego.
I cieszę się że wygrał dobry góral i świetny czasowiec.
Że drugi był sprinter i klasykowiec. Że trzeci był klasykowiec.
Etapy na etapówkach powinny powrócić do swoich dawnych długości.
No i trzeba oddać to co wcześniej podkeślił użytkownik @arder.
Usa zagrali jako team, ale najlepszy team w tym wyścigu. Trio McNulty, Simmons i Jorgenson rozegrało ten wyścig. Najlepiej się w tym wszystkim orientowali.
Wiedziałem, że tak będzie. Wygrał kolarz będąc pierwszy na mecie!
Wspaniały to był wyścig..! 😉
Trochę czy nawet więcej niż trochę Mistrzem Świata zostaje pomocnik tego Największego. Ciekawe jak to w przyszłym sezonie rozegra UAE.
Team USA super. Pilnowali. Czekali. Skoczyli. Dobrze się to oglądało. No może poza Remco, którego wizji wyścigu nie rozumiem. Tak czy inaczej, dziś TOP 10, to absolutnie najwięksi mocarze kolarstwa i przypadkowych nazwisk nie ma.
1. Brandon – wykorzystał okazję typu „once in a lifetime”, taktycznie bez zarzutu. Mocy też starczyło. Ciekawe jak to rozegra UAE majac za pomocnika Mistrza Świata
2. Michael – świetny wyścig, świetna kariera, swuwtnyzawodnik. Nogi dziś wytrzymały do samej kreski i nawet MvdP nie dał rady
3. Mathiew – mocarz współczesnego kolarstwa, tym razem moc i taktyka wystarczyło na brąz.
Ostatecznie uważam, że dobrze dla kolarstwa stało się to, iż nie wygrał murowany faworyt.
Cały czas mamy przyklady, że kolarstwo, to piękny i romantyczny sport. 😉
Super wyścig. Szacun dla Amerykanów. Choć kto wie co by było gdyby MVP nie pracował tyle w ucieczce. Holender z faworytów był najmocniejszy.
Postawiłem na Quinna Simmonsa, ..ale i tak było fajnie, Simmons był wyżej od Evenepoela, Van Aerta, del Toro…..
Nie wygrał z Van Poelem, ale taki już jest ..ten sport.
🙂
Choć ..były „głosy”, że koszulka zostanie w ZEA, nie wierzyłem w to, bo to rozwala te ekipę
Nieprzesadnie mnie ten wynik uradował – nie ze względu na drużynę nowego MŚ, tylko nację, której ostatnio z jakichś niejasnych przyczyn nie mogę zdzierżyć. No i będzie trochę niezręczna sytuacja przez najbliższy rok, że tęczowa koszulka będzie robiła głównie za pomagiera…
Całkiem fajna jazda Roglica przez pewien czas, szkoda, że finalnie nic z tego nie wyszło, ale pokazał, że coś tam jeszcze z dawnego błysku zostało. Faworyci rozczarowali, za wyjątkiem MvdP – choć nawet i tutaj można się było spodziewać więcej.
Michaś już nie szarżował. Był zajęty ustalaniem taktyki Okrucińskiej, żeby robiła zjazd z Ponferrady schylona niziuteńko na rowerze. Tylko słabo zauważyła barierkę na zakręcie, a tam nawet pleksi nie było tylko kratownica. Później był już tak oszołomiony, że w swoim starcie przywdział rolę pokutną.