fot. UAE Team Emirates-XRG

Brandon McNulty mistrzem świata w wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn! Choć jeszcze niedawno ciężko byłoby uwierzyć w takie rozstrzygnięcie, to Amerykanin perfekcyjnie wykorzystał swoją życiową szansę i sięgnął po najważniejszy triumf w swojej karierze. Co oczywiste, 28-latek nie dowierzał w to czego dokonał.

Wyścig ze startu wspólnego elity mężczyzn w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026 z pewnością przejdzie do historii tego sportu, a przynajmniej tej najnowszej. Pod nieobecność najlepszego w dwóch ostatnich edycjach światowego czempionatu Tadeja Pogačara zawodnicy urządzili nam prawdziwe widowisko, w którym ostatnie 100 kilometrów przepełnione było atakami, kryzysami faworytów i innymi zdarzeniami, dzięki którym oglądało się je z wielką ekscytacją. W kluczowych momentach najsilniejszą drużyną na trasie była reprezentacja Stanów Zjednoczonych, a przewagę liczebną tej kadry na złoty medal po 33-kilometrowym samotnym rajdzie przeobraził Brandon McNulty. Choć Amerykanin w każdym swoim starcie w Grand Prix Cycliste de Montréal pokazywał, że te trasy naprawdę mu odpowiadają, to jednak jego sukces w światowym czempionacie był pewnego rodzaju może nie tyle niespodzianką, co chociaż małą sensacją. 28-latek nie ukrywał zresztą, że i jego zaskoczyło to, co zdołał osiągnąć.

Nie wiem, nie wiem co tu się wydarzyło. Jestem kompletnie zdezorientowany. Jechałem na 100%, nie oglądałem się za siebie i nie myślałem wiele. Dotarłem tak do ostatniej prostej i dopiero na ostatnich 200 metrach zdałem sobie sprawę, że wygram, choć nadal w to nie wierzę. Podczas ostatniego podjazdu w centrum Montrealu byłem naprawdę wyczerpany. Pedałowałem jednak dalej i zrobiłem to! Wciąż nie mogę w to uwierzyć… Dziś zdarzył się cud

— mówił szalenie wykończony, a przy tym przepełniony szczęściem Brandon McNulty.

Na co dzień Amerykanin ściga się dla najlepszej drużyny świata, czyli UAE Team Emirates – XRG, ale i podczas Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026 okazało się, że to właśnie jego zespół był tym najmocniejszym. Gigantyczną rolę w sukcesie 28-latka bez wątpienia odegrali bowiem Quinn Simmons i Matteo Jorgenson – ten pierwszy uciekając przez wiele kilometrów zwolnił go z obowiązku pogoni, drugi zaś na ostatnich 30 kilometrach skutecznie rozbijał każdą próbę pogoni. Brandon McNulty nie ukrywał, że jego tęczowa koszulka jest zasługą całej amerykańskiej kadry.

Od tygodni powtarzaliśmy sobie, że mamy niesamowicie silny zespół i faktycznie byliśmy niesamowicie silni. Byliśmy zaangażowani w każdy atak, uzupełnialiśmy się wzajemnie, pojechaliśmy tak, jakbyśmy trenowali to każdego dnia, jak idealnie naoliwiona maszyna. Brak mi słów, żeby to opisać

— dodawał już ze łzami w oczach Brandon McNulty, nowy mistrz świata elity mężczyzn w wyścigu ze startu wspólnego.

Dla 28-letniego Amerykanina to 28. zawodowe zwycięstwo, ale niewątpliwie zdecydowanie najcenniejsze ze wszystkich. W dorobku nowego posiadacza tęczowej koszulki znajdziemy też takie sukcesy jak triumfy w Tour de Pologne, Grand Prix Cycliste de Montréal czy na etapach Giro d’Italia, Vuelta a España, Paryż-Nicea oraz Tour de Romandie. Jeśli plany startowe Brandona McNulty’iego nie zmienią się, to debiut w barwach mistrza świata czeka go za tydzień, w niedzielę 4 października podczas Coppa Agostoni.


Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026:
Poprzedni artykułMontréal 2026: Brandon McNulty mistrzem świata po solowym rajdzie!
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze