MAMY MEDAL MISTRZOSTW ŚWIATA! Po 4 latach i 1 dniu oczekiwania ponownie mogliśmy zobaczyć biało-czerwoną koszulkę na podium światowego czempionatu. Osiągnięcie to jest zasługą Jana Jackowiaka, który wywalczył brązowy krążek w wyścigu ze startu wspólnego juniorów.
Choć nie wszyscy kibice byli szczęśliwi widząc, że by oglądać zmagania od samego początku trzeba będzie wstać już o 8 rano, to z perspektywy czasu chyba nikt nie żałuje tego poranka spędzonego z Mistrzostwami Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025. Reprezentacja Polski wykonała dziś świetną pracę, którą w fantastyczny sposób wykończył Jan Jackowiak zostając brązowym medalistą tego czempionatu.
Wszyscy jesteśmy bardzo szczęśliwi, a ten medal pokazuję jak wielką pracę wykonałem nie tylko ja, ale i cały zespół. Byliśmy razem wysoko jako drużyna narodowa i mam nadzieję, ten medal wynagrodzi im pracę, jaką wykonali. Czułem się dzięki nim bardzo komfortowo, bezpiecznie, mogłem nie przejmować się pierwszymi atakami, a to bardzo dużo znaczyło
— opowiadał na gorąco Jan Jackowiak.
Do złota zabrakło naprawdę niewiele – niestety peleton najpierw odpuścił Brytyjczyka Harry’ego Hudsona, a następnie oderwał się jeszcze Francuz Johan Blanc. Grupa faworytów finałową wspinaczkę rozpoczynała z dość sporą stratą do tej dwójki, a Jan Jackowiak zdołał odskakując z niej dojść jedynie do trójkolorowego. Czy takie rozstrzygnięcie było dla Polaka pewną niespodzianką?
Może byłem nieco zaskoczony nie tyle samym atakiem, co tym, że trwał on aż tyle na solo, kiedy to uciekający Harry Hudson cały czas utrzymywał nad nami przewagę. Warunki do jazdy były dość ciężkie, ale świetnie się w tym odnajdowałem, więc szkoda, że inne ekipy nie zdecydowały się za pogoń za Brytyjczykiem. Spodziewałem się, że najmocniejsze nacje, te liczące po 5 kolarzy, wezmą na siebie ciężar pracy, tak się nie stało, choć niektórzy jechali po 3-4 na końcowych rundach. Ryzyko, które podjął Harry, popłaciło
— odpowiedział 17-latek, wychowanek UKS Copernicus Toruń CCC.
Jan Jackowiak nie tylko przeskoczył do Francuza na ostatniej rundzie, ale i próbował ataku na bruku we wcześniejszej części wyścigu, kiedy to przeskoczył do mocnej, kilkuosobowej grupy. Ostatecznie tamta akcja się nie powiodła, ale można powiedzieć jedno – na Côte de Kimihurura (1,3 km; 6,3%) Jan Jackowiak był dziś najprawdopodobniej najmocniejszym juniorem na świecie.
Ten bruk bardzo mi odpowiadał, myślę, że byłem na niego przygotowany zarówno technicznie, jak i sprzętowo. Czułem się dobrze fizycznie, mam już trochę doświadczenia na brukowanych podjazdach, więc na pewno miałem takie wewnętrzne przekonanie, że mogę tam robić swoje, to było dla mnie najlepsze miejsce do zrobienia różnicy. Niestety ta strata była trochę za duża, by powalczyć o złoto
— kontynuował Jan Jackowiak, który następnie sam przeniósł temat rozmowy na podziękowania.
Chłopaki wykonali dla mnie fantastyczną robotę, całkowicie się poświęcili rezygnując z osobistych ambicji, pracowali niezwykle ciężko i pozwolili mi zachować komfort przez pierwsze rundy. Jestem im za to niesamowicie wdzięczny. To, że w końcówce byłem sam było spodziewane, dla mnie było ważne, by chłopaki wykonali pracę właśnie na początku. Mi zostało obserwować poczytania rywali, którzy okazali się jechać dość pasywnie, poczekać na ostatni podjazd i pojechać swoje. Myślę, że tym medalem Mistrzostw Świata mogę podziękować chłopakom, wszystkim członkom sztabu, całej obsłudze, związkowi, kibicom obecnym tu na trasie i przed telewizorami, mojej rodzinie, drużynie jednej, drugiej i trzeciej, czyli mam na myśli Cannibala, Bahrain i Copernicusa – to były bardzo długie przygotowania i niezwykle cieszę się, że dzisiaj wszystko zagrało
— opowiadał z szerokim uśmiechem na twarzy Jan Jackowiak.

Czy zatem czegokolwiek zabrało? Czy dało się rozegrać ten wyścig inaczej? Można było ruszyć w jakąś akcję bądź wręcz przeciwnie? Poprosiłem naszego brązowego medalistę Mistrzostw Świata o jego opinię na ten temat
Potrzebny był dziś i jakiś współczynnik szczęścia, ten też był po naszej stronie, co bardzo mnie cieszy. Wyciągnąłem z trasy tyle, ile w tych okolicznościach byłem w stanie
— kontynuował Jan Jackowiak.
Nie będę ukrywał, że przeżyłem ten medal osobiście bardziej niż jakikolwiek inny sukces polskiego sportowca, bo jestem tu na miejscu i straciłem głos dopingując biało-czerwonego. Czy to faktycznie działa?
Oczywiście, że na trasie myślę o kibicach, widzę ich i słyszę. Przy trasie było niezwykle wiele osób, ale między nimi polskie flagi były widoczne, polskie twarze i głosy. Dzięki
— odpowiedział Jan Jackowiak, który w ten sposób zaprosił Państwa do pojawiania się na trasach kolejnych wyścigów, w których będzie startował. Przy okazji pojawił się też wątek tego co jeszcze przed 17-latkiem w tym sezonie.
Po Mistrzostwach Świata lecę na Mistrzostwa Europy, potem pewnie czekają mnie jeszcze jakieś wyścigi klubowe, nim zakończę sezon
— dodawał Jan Jackowiak.
Zawodnicy zwykle dość niechętnie rozmawiają o swoich kontraktach, a przynajmniej dopóki te nie zostaną oficjalnie ogłoszone. W momencie euforii medalem postanowiłem jednak nieco podejść biało-czerwonego i zapytać, czy może jednak w takich okolicznościach jest w stanie zdradzić polskim kibicom choć co nieco na temat swojej przyszłości?
Myślę, że mogę coś powiedzieć, szczególnie po takim dobrym wyniku. Zostaję, że tak powiem, u siebie – będzie to Bahrain-Victorious. Moja przyszłość jest całkiem bezpieczna, jestem szczęśliwy, że ta współpraca będzie właśnie z nimi, a nie kimś innym
— zdradził Jan Jackowiak.
Następnie 17-letni Polak udał się na konferencję prasową, gdzie padły w większości dość podobne pytania. Na koniec jednak do mikrofonu podszedł jeden z miejscowych dziennikarzy, który zapytał, czy Jan Jackowiak widzi w sobie następcę Michała Kwiatkowskiego, który w opinii pytającego jest już kolarzem u schyłku kariery. Janek momentalnie zdementował te słowa.
Tak, Michał Kwiatkowski bez wątpienia jest dla mnie pewną inspiracją i bez wątpienia wielką przyjemnością jest mieć takiego mentora, choć nie powiedziałbym, że jest już u kresu swojej kariery – wciąż stać go na naprawdę wiele. Pochodzimy z jednych stron, Michał wraz z moim tatą zakładał Copernicusa, więc tak, bez wątpienia Kwiato jest osobą, która wpłynęła na mnie i moją przygodę z kolarstwem. Dziś Michał jest niezwykle zajętą osobą z racji na własną karierę, ale gdy już mamy okazję, to rozmawiamy, przyjmuję rady, czasem i pomoc z logistyką wyjazdów – można go nazwać mentorem, wielkim wsparciem, inspiracją, profesorem kolarstwa
— powiedział Jan Jackowiak, który od samego początku istnienia UKS Copernicus CCC Toruń – Akademii Michała Kwiatkowskiego, a zatem już kilkunastu lat, jest związany z tym klubem.
To pierwszy polski medal na Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025, ale wciąż przed nami jeszcze 4 wyścigi ze startu wspólnego. Już dziś o swoje krążki powalczą jeszcze orlicy, w tym Dawid Lewandowski, Mateusz Gajdulewicz i Michał Pomorski, następnie jutro rano do swoich zmagań wśród juniorek stanie Maria Okrucińska, a w sobotnie popołudnie zaprezentuje się nam Katarzyna Niewiadoma, Marta Lach i Karolina Perekitko. Trzymajcie kciuki za wszystkich biało-czerwonych!
Opanowując łzy wzruszenia z Janem Jackowiakiem rozmawiał Jakub Jarosz.
PS Wybaczcie ewentualne drobne błędy – emocje tu są naprawdę ogromne!

Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025:
- Ogólna zapowiedź zawodów
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas elity mężczyzn
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas elity kobiet
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas juniorów
- Relacja z wyścigu ze startu wspólnego juniorów
- Wszystkie artykuły








Panie Jakubie błędów nie ma, dzięki za relację, czuje się jakby się było na miejscu 🙂
Wspaniały sukces Janka! Ale również świetnie napisany artykuł! Gratuluję
Gratulacje dla całej ekipy! Autor musi się częściej na mistrzostwa wybierać skoro w takim okrojonym składzie jeden medal już jest, a mistrzostwa dalej trwają 🙂
Szkoda tylko że nawet nie dali rady pomagać do połowy wyścigu ale Janek okazał się być bardzo dobrze przygotowanym zawodnikiem brawo !!!!!!