W sobotnie popołudnie Słoweniec bił kolejne rekordy, zachowując przy tym zimną krew. Tak jak w poprzednich latach, po zakończonym wyścigu z szerokim uśmiechem podsumował swój sezon kolarski. Jego konkluzja była prosta: ten rok był jak dotąd jego najlepszym sezonem.
Słoweniec stał się pierwszym kolarzem w historii, który pięć razy z rzędu triumfował w Lombardii, jednak nie uważa się za wyjątkowego.
Nie, każdy jest wyjątkowy i ma prawo tak się czuć
– mówi filozoficznie i z charakterystyczną dla siebie skromnością.
Mimo to, takie osiągnięcie z pewnością ma ogromne znaczenie dla mistrza świata, mistrza Europy, zwycięzcy Tour de France i wielu innych wyścigów.
Pięć zwycięstw z rzędu to coś niesamowitego. Za każdym razem, gdy tu startuję, mam wrażenie, że ta trasa jest dla mnie idealna. A do tego mam wokół siebie tak silny zespół… Naprawdę muszę im za to podziękować
– przyznaje Słoweniec.
Zdaniem Słoweńca, Domen Novak i Pavel Sivakov odegrali kluczową rolę, przejmując inicjatywę przez większość wyścigu. Szczególnie chwali swoich kolegów za prowadzenie na Passo di Ganda.
Wszyscy spisali się dziś na najwyższym poziomie
– podsumowuje.
Wielokrotny zwycięzca nie powiedział jednak jeszcze ostatniego słowa. Gdy inni kolarze, jeden po drugim, pojawiali się na mecie po wyczerpującym wyścigu, Pogačar w rozmowie z dziennikarzami wciąż analizował swoje tegoroczne osiągnięcia.
Od siedmiu lat powtarzam, że to mój najlepszy sezon i w tym roku znów tak jest
– stwierdził na koniec.










Proponowałbym nieco więcej odporności na PRowe bon moty a nie pisanie o „filozofowaniu i skromności” ;).
Mam pytanie do redakcji, może tutaj napisze, kiedyś był artykuł o jakimś wyzwaniu w jednym z azjatyckich krajów, gdzie jest podjazd ok 85 km z poziomu morza na ponad 4000, kojarzycie może jak się ten wyścig nazywał? Albo odeślecie do artykułu? Bodaj pisaliście że brał tam kiedyś udział nibali
Dobra znalazłem
https://naszosie.pl/2023/10/27/benjamin-dyball-zmiazdzyl-rekord-vincenzo-nibalego-w-taiwan-kom-challenge-2023/
„Gdy inni kolarze, jeden po drugim, pojawiali się na mecie po wyczerpującym wyścigu, Pogačar w rozmowie z dziennikarzami wciąż analizował swoje tegoroczne osiągnięcia.”
No właśnie, inni wyczerpani, a on? Zawsze świeży jak stokrotka. Najbardziej WTF momentem było dla mnie, jak w zeszłym roku na ostatnim etapie TdF każdy przyjeżdżał ujechany całym wyścigu, a on wstał z roweru i poszedł skakać z resztą teamu. Zero oznak zmęczenia po przejechaniu nie jednego, a DWÓCH wielkich tourów. I tak, wiem, że przy tamtej obsadzie Giro, według niektórych był to dla niego tylko trening, ale ja nie mogę się z tym zgodzić – to nadal 21 dni wyścigowych, które wchodzą w nogi, a nie obóz wysokościowy, gdzie buduje się formę.
W prawdziwość tego po prostu trudno jest uwierzyć. Cudowne dziecko sportu, które w ciągu dwóch ostatnich lat zmęczyło się może 2, 3 razy. Czy nadejdzie taki moment, kiedy dziennikarze, zamiast poklepywać się z nim i słodzić mu w każdym tekście, zaczną zadawać pytania? Czy przycisną UCI, żeby ktoś tam poważniej zaczął traktować kwestię badań antydopingowych, zwłaszcza w kontekście dopingu motorycznego?
Jak inaczej wytłumaczyć to, że wszyscy inni w peletonie się męczą, a on jeden jedyny nie? Nawet jego koledzy z drużyny, a przecież śniadanka przed startem dostają raczej takie same. Gość był chory przez cały ostatni tydzień tegorocznego Tour de France i było to widać jedynie podczas wywiadów, kiedy siedział w czapce, z bladą twarzą i trząsł się z zimna. Po wejściu na rower wszystko to magicznie znikało, żaden rywal z generalki nie był w stanie nic zrobić.
Tadek the Best i tyle w temacie