Cóż to był za dzień dla reprezentacji Polski podczas Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025. Najpierw brązowym medalistą wśród juniorów został Jan Jackowiak, a kilka godzin później 5. miejsce w stawce orlików zajął Mateusz Gajdulewicz.
Biało-czerwoni nie należeli do ścisłego grona faworytów przed wyścigiem ze startu wspólnego orlików w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025. Ba, co więksi krytycy pytali nawet, po co Polacy startują w tej kategorii. Usta zamknął im Mateusz Gajdulewicz – najpierw 7. w jeździe indywidualnej na czas, a dziś 5. w wyścigu ze startu wspólnego. Jak czuł się polski orlik i czy spodziewał się takiego dobrego dnia?
Jest bardzo fajnie. Nie spodziewałem się tego. Mam dość słabą psychikę, nie czułem się przed startem jednym z lepszych zawodników tutaj. Do tego jest koniec sezonu, dość długo nie byłem w domu, miałem nieprzyjemności na Tour de l’Avenir… Tak już mam, muszę zacząć pracować z psychologiem sportowym, bo czuję, że podcina mi to skrzydła. Brak kontraktu też nie pomaga, taka niepewność mi towarzyszy… Starałem się zrobić co mogłem i w sumie fajnie wyszło
— rozpoczął Mateusz Gajdulewicz.
Kiedy właściwie 21-letni wychowanek Warszawskiego Klubu Kolarskiego uwierzył, że to będzie udany wyścig i grupa, w której jedzie, powalczy o najwyższe cele?
Myślę, że jak poszedłem po bruku i została nas mała grupa i zaczęliśmy jechać, a nie było w niej Widara – to wtedy pomyślałem, że może być fajny dzień
— kontynuował Mateusz Gajdulewicz.
Na ostatnich 50 kilometrach, przynajmniej na żywo, wyścig sprawiał wrażenie, jakby nie był już taktyczną grą, a walką na wymęczenie i przetrwanie. Czy tak samo wyglądało to od środka, czy też jednak do końca pojawiały się taktyczne gierki między kolarzami?
Trochę ich było, czasami, zwłaszcza jak ktoś nie chciał dać zmiany, odpuszczał je czy robił lukę. Nawet ten moment, gdy ruszył Finn, a Szwajcar do niego przeskoczył – to była dobra decyzja taktyczna z jego strony, bo dostał darmową podwózkę na metę, więc trochę taktyki było, ale głównie liczyła się głowa, nogi i dobry dzień oraz przygotowanie do warunków, które tu były, bo jesteśmy na wysokości, w dosyć ciepłym i ciężkim klimacie. Zgrupowanie wysokogórskie, trening w trudnym terenie, odpowiednie chłodzenie i strategia żywieniowa na pewno były ważne
— rozwinął Mateusz Gajdulewicz.
Wiele osób przywołuje fakt, że jeśli chodzi o przewyższenia wyścigów to są to najtrudniejsze Mistrzostwa Świata w XXI wieku, a i nawet rozgrywana jeszcze w poprzednim stuleciu rywalizacja w Kolumbii cechowała się mniejszą sumą metrów pokonywanych w górę. Czy to oznacza, że poprowadzony po krótkich hopkach wyścig był najtrudniejszym, z jakim przyszło się mierzyć naszemu reprezentantowi?
Nie, myślę, że nie. Może jeden z trudniejszych, ale na pewno nie najtrudniejszy – o w ten sposób. Nie jestem fanem takich krótkich podjazdów, ale dałem sobie na nich radę. Ten bruk na pewno był wymagający, ale nie taki zły jak myślałem. Pierwsza część wyścigu była kontrolowana przez Belgów, więc cały trud został zdjęty m.in. z naszych ramion, także jechałem dość spokojnie pierwszą część, także miałem nawet momenty, gdy wyłączałem się i zapominałem, że jestem na wyścigu, ale jak już przyszło co do czego, to byłem w tym miejscu, w którym być powinienem, także bardzo się cieszę
— odpowiedział Mateusz Gajdulewicz, którego na zakończenie zapytałem komu chciałby podziękować za drogę do tych dwóch świetnych wyników wywalczonych podczas tegorocznego czempionatu.
Przede wszystkim mam mamę, która mnie wspiera przez całe życie. Dziękuję też swojej dziewczynie, jej rodzicom, wszystkim tym, którzy się tutaj nami opiekowali na, tak jak już mówiłem w poprzednich rozmowach, 120%. Dziękuję też trenerowi, bo przygotowania w tym roku były dobre, łącznie z wysokogórskim zgrupowaniem w Andorze – wierzył we mnie, choć nie poszło mi na Tour de l’Avenir. Dziękuję też zespołowi, który dał mi możliwość ścigania w tym roku i dał mi możliwość ścigania w tym roku i wreszcie wszystkim tym, którzy dołożyli jakąkolwiek cegiełkę do tego, gdzie jestem
— zakończył Mateusz Gajdulewicz, na co dzień kolarz Mazowsze Serce Polski, a podczas Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025 jeden z bohaterów naszej reprezentacji narodowej.
W Kigali rozmawiał Jakub Jarosz.
Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025:
- Ogólna zapowiedź zawodów
- Relacja z wyścigu ze startu wspólnego orlików
- Relacja z wyścigu ze startu wspólnego juniorów
- Wypowiedź Jana Jackowiaka po brązowym medalu
- Wszystkie artykuły









Gratulacje….koniecznie psycholog sportowy i mam nadzieję jakiś dobry team Po dzisiejszym dniu wraca nadzieję w męskie kolarstwo.
Świetnie! Wielki talent! Gratulacje!