fot. UCI

Lorenzo Finn wygrał po pięknej jeździe wyścig ze startu wspólnego orlików w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025. Na podium wraz z Włochem, który przed rokiem wygrywał w kategorii juniorów, stanęli Szwajcar Jan Huber i Austriak Marco Schrettl. Po niesamowicie ambitnej jeździe 5. miejsce zajął Mateusz Gajdulewicz!

Na orlików czekała dziś dokładnie ta sama trasa, co na panie do lat 23 wczoraj, jedynie różniła się liczba rund. Oznaczało to, że ściganie na długiej na 15,1 kilometra rundzie o przewyższeniu przeszło 300 metrów, którą panowie pokonywali 11-krotnie, a to składało się na dystans ponad 164 kilometrów. Początek pętli to lekki zjazd i niewielkie pofalowania, z lekką hopką w okolicach 3. kilometra. Kolarze docierali w ten sposób w pobliże pól golfowych, gdzie czekała na nich pierwsza z większych trudności – wspinaczka na Côte de Kigali Golf (800 m; 8,1%). Asfaltowy podjazd był ciężki, ale wciąż pozostawał tylko preludium do tego, co następowało później – po dość szybkim zjeździe na zawodników czekała brukowana Côte de Kimihurura (1,3 km; 6,3%), która mimo mniejszego średniego nachylenia, jest kluczowym punktem trasy, a nierówna nawierzchnia i punktowe stromizny sprawiają, że stawka dzieliła się tam niejednokrotnie. Wspinaczka kończyła się na 1100 metrów przed metą, a następnie na zawodników czekał krótki zjazd oraz finałowa wspinaczka w stronę mety – ta była najtrudniejsza na 300 metrów przed kreską i wypłaszczała się dopiero na 100 metrów przed końcem zmagań.

W stosunku do wyścigu pań, u orlików ataki obserwowaliśmy praktycznie od pierwszego kilometra. W pierwszy odjazd wyścigu zabrał się Michał Pomorski, ale akcja ta zakończyła się jeszcze na premierowej rundzie. Kontrolę w peletonie sprawowali głównie Belgowie, choć bardzo wysoko było widać biało-czerwone koszulki Mateusza Gajdulewicza, Dawida Lewandowskiego oraz wspomnianego już Michała Pomorskiego – trójki reprezentantów Polski, a na co dzień kolarzy Mazowsze Serce Polski.

Stawka szybko zaczęła się przerzedzać, a mocne tempo narzucili także Hiszpanie i Włosi. Już na ponad 90 kilometrów przed metą atakowali przedstawiciele czołowych nacji, a w peletonie niesamowitą pracę wykonywał przede wszystkim Tim Rex (Belgia). Bez kompleksów jechali także Polacy – choć został mający gorszy dzień Dawid Lewandowski, to na 78 kilometrów na przyspieszenie zdecydował się inny z biało-czerwonych, a konkretnie ponownie był to Michał Pomorski. Akcję Polaka szybko zneutralizowano, a na kolejne skoki przyszło nam czekać do kolejnego przejazdu przez Côte de Kimihurura (1,3 km; 6,3%) – konkretnie 5. od końca.

Wówczas zawiązała się kilkunastoosobowa grupa faworytów, w której znalazł się Mateusz Gajdulewicz. Wraz z Polakiem kręciło m.in. 4 Włochów, Jarno Widar (Belgia), 3 Hiszpanów czy 2 Francuzów, zatem była to akcja, która wyglądała na potencjalnie kluczową dla losów wyścigu.

Niedługo później na samotną akcję zdecydował się Héctor Álvarez (Hiszpania), za którym gonić próbował m.in. odrodzony Michał Pomorski. Grupę z Polakiem dogoniono, a niedługo później do Hiszpana przeskoczył Halvor Dolven (Norwegia). 10 sekund na Côte de Kimihurura tracili do nich Mateusz Gajdulewicz, Lorenzo Finn (Włochy), Jan Huber (Szwajcaria) i Marco Schrettl (Austria). Szóstka połączyła się tuż przed wjazdem na 3. ostatnie rundy, a z tyłu nie było widać kogokolwiek, kto mógłby pogonić. Cierpieli najwięksi faworyci, w tym m.in. Jarno Widar.

Na niespełna 40 kilometrów przed metą czołowa szóstka zaczęła się dzielić. W pierwszej chwili odpadli z niej Polak i Norweg, ale Mateusz Gajdulewicz zdołał powrócić do czołówki. W ten sposób piątka dotarła ponownie na Côte de Kimihurura, gdzie zaatakował Lorenzo Finn (Włochy), a jego tempo wytrzymać zdołał tylko Jan Huber (Szwajcaria). Dwójka długo utrzymywała niespełna 20 sekund nad trójką z Polakiem, peleton tracił z kolei ponad minutę i zanosiło się, że to wśród tej piątki są wszyscy medaliści.

W czołówce całą pracę wykonywał Lorenzo Finn, który wiózł na plecach potężnie zmęczonego Jana Hubera. Przy przedostatnim przejeździe przez Côte de Kimihurura dwójka wypracowała sobie już niemal minutę przewagi, mocno cierpiał z kolei Héctor Álvarez (Hiszpania), a to oznaczało, że uformowały się dwie dwójki – jedna walcząca o złoto, oraz druga goniąca po brąz, a w tej drugiej kręcił cały czas Mateusz Gajdulewicz.

Z przodu przy ostatnim przejeździe przez Côte de Kigali Golf (800 m; 8,1%) zaatakował Lorenzo Finn i to był moment, gdy stało się jasnym, że to Włoch, zeszłoroczny mistrz świata juniorów w wyścigu ze startu wspólnego, tym razem powtórzy tamten sukces w kategorii orlików. Z tylu zaatakował z kolei Marco Schrettl, który zerwał Mateusza Gajdulewicza i zaczął szarżę po brąz. Polak długo tracił jednak jedynie kilka sekund, a na powrót dołączył do niego Héctor Álvarez. Rywalizacja o pozostałe medale miała się zatem rozegrać na Côte de Kimihurura.

Jan Huber, choć mocno słabł, utrzymywał drugą pozycję, a Marco Schrettl zdołał obronić się przed pogonią Polaka i Hiszpana. Na czołowych pozycjach nie było już zatem zmian – Lorenzo Finn został mistrzem świata, Jan Huber zdobył srebro, a Marco Schrettl został brązowym medalistą. Na finiszu o 4. miejsce większą dynamiką wykazał się Héctor Álvarez, ale jedno jest pewne – możemy być niezwykle dumni z Mateusza Gajdulewicza, który został 5. najlepszym kolarzem do lat 23 na świecie. Co za jazda biało-czerwonego!

Wyniki wyścigu ze startu wspólnego orlików w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025:

Wyniki dostarcza FirstCycling.com


Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025:

Poprzedni artykułBartosz Łyżwa i Ksawery Gancarz dumni z zespołowego sukcesu [wypowiedzi]
Następny artykułMateusz Gajdulewicz: „Starałem się zrobić co mogłem i w sumie fajnie wyszło”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
jann
jann

Uciekaj chłopie do WT z tego nizinnego Mazowsza

Paweł
Paweł

Brawo Mateusz, pokazałeś, że zasługujesz na kontrakt w WT. Gdzie są Ci hejterzy, którzy Cie skreślali po Tour Avenir?

Alek
Alek

I Janek rano i Mateusz w południe pojechali przede wszystkim bardzo mądrze taktycznie, wykorzystując swoje możliwości i sytuację.
Brawo brawo brawo.
Tym bardziej zal, że nie ma nikogo w elicie męskiej ehh

Ricky
Ricky

Alek, jak wiem czy żal? Przyjechałby taki Kwiatkowski, pewnie jak zwykle nie ukończył wyścigu i tylko by nam zepsuł ogólne pozytywne wrażenia ;).

Out
Out

Chłopak był już spisywany na straty (przeze mnie również, nie zaprzeczę), a tu taka miła niespodzianka.
Czy to wystarczy na WT – wątpię, ale i z Pro Conti chyba wszyscy byliby zadowoleni.