Po rozczarowaniu z poprzedniego sezonu, w tym Ben Healy znów jest wielki. Udało mu się to potwierdzić już przed półmetkiem Tour de France.
– Gdyby ktoś powiedział mi to przed wyścigiem, nie uwierzyłbym – mówił Ben Healy na mecie poniedziałkowego etapu. Chwilę wcześniej dzięki ucieczce na 10. etapie Tour de France został nowym właścicielem Maillot Jaune. Jest skromny – biorąc pod uwagę jego świetne wyniki w klasykach i kilka innych obiecujących występów, można było spodziewać się, że będzie błyszczał na trasie tegorocznego wyścigu. Mogło być jednak tak, że poprzedni sezon po prostu pokazał mu, jak trudno jest znaleźć dogodny moment do ataku.
Rok posuchy
– Jestem absolutnie podekscytowany. Debiut w Tour de France to prawdziwy krok milowy w mojej karierze. Ale nie zadowalam się samym występem – chciałbym powalczyć o etapowe zwycięstwo
– mówił Ben Healy przed Tour de France 2024 i słowa dotrzymał. Rzeczywiście walczył o zwycięstwo, ale niestety bez powodzenia. Gdyby podczas Tour de France tworzono takie same klasyfikacje jak w Giro d’Italia, to Irlandczyk mógłby stać się poważnym kandydatem do wygrania nagrody dla tego kolarza, który spędzi najwięcej kilometrów w ucieczce.
Podczas ubiegłorocznej Wielkiej Pętli uciekał podczas aż pięciu etapów. Zdarzało mu się wybrać dobry moment na odjazd. Niezłym pomysłem okazał się na przykład atak na szutrowym etapie do Troyes. Dołączył do mocnej ucieczki z Pidcockiem, Turgisem czy Aranburu, a potem, wiedząc, że jest od nich wolniejszy na finiszu, próbował samotnej szarży, która zakończyła się niepowodzeniem dopiero dwa kilometry przed metą.
Strona internetowa EF Education-EasyPost określiła jego jazdę mianem “heroicznej” i nic dziwnego. Podobne tytuły przy opisywaniu kolejnych występów Healy’ego zdarzały się bowiem regularnie. W trakcie poprzedniego sezonu Irlandczyk był wielokrotnie opisywany jako „odważny” (jak podczas Strade Bianche) albo „powodujący dumę” (Liege-Bastogne-Liege). Sęk w tym, że rzadko używano wobec niego słowa „skuteczny”.
To z tym problemem Healy zmagał się przez cały sezon. Tego, że przeżywa gorszy moment, dało się nie zauważyć – biorąc pod uwagę medialne wypowiedzi Irlandczyka, mógł nie zauważyć tego nawet on sam. Nie narzekał ani na żadne problemy zdrowotne, ani na inne okoliczności uniemożliwiające mu odnoszenie sukcesów. Nie wyrażał także frustracji z tego, że mimo wysiłku włożonego w kolejne wyścigi i dobrej formy, nie osiąga wystarczających sukcesów.
Na jego liście sukcesów z 2024 roku najwyżej można byłoby umieścić zwycięstwo etapowe w Tour of Slovenia i 7. miejsce w mistrzostwach świata. To zdecydowanie mniej niż można było wymagać od kolarza, który 12 miesięcy okazał się jednym z największych odkryć sezonu.
Narodziny gwiazdy
Taka zapaść, nawet jeśli głównie wynikowa, musiała dziwić bardziej niż w przypadku np. Alberto Bettiola wiele lat temu, po zwycięstwie w Ronde van Vlaanderen. Włoch, do niedawna podobnie jak Healy jeżdżący dla EF Education-First, był rewelacją okresu wiosennych klasyków w 2019 roku dzięki jednej wiktorii. Tymczasem Irlandczyk w 2023 imponował regularnością.
Nie był spektakularny jak włoski kolega. Nie wygrał żadnego z najważniejszych wyścigów, co tłumaczyć można po części obecnością Pogačara, a po części – brakiem wystarczającej eksplozywności. Gdy rywalizował z góralami pokroju Marka Paduna czy Domenico Pozzovivo, był w stanie ograć ich na finiszu etapu Settimana Ciclista Coppi e Bartali. Niestety, ścigając się z rasowymi puncherami z reguły był bez szans.
Na szczęście, żeby zająć wysokie miejsce w ardeńskich klasykach, nie zawsze potrzebna jest szybkość. Do mety dojeżdżają tam z reguły niewielkie grupy, więc przyjeżdżając w jednej z pierwszych, automatycznie zajmuje się wysokie miejsce. Tak było zarówno w Strzale Brabanckiej (2. miejsce) i Liege-Bastogne-Liege (4. miejsce), zaś w Amstel Gold Race na finiszu nie musiał walczyć z nikim – zostawił z tyłu Toma Pidcocka i linię mety przeciął tylko za Tadejem Pogačarem.
Zwłaszcza ten ostatni występ był imponujący. Na ostatnich 13 kilometrach z jednej strony w zasadzie nie stracił czasu do Tadeja Pogačara, zaś z drugiej, zarobił nad Tomem Pidcockiem ponad półtorej minuty. Zawdzięczał to w dużej mierze dużym umiejętnościom jazdy na czas, które regularnie pokazuje także podczas klasycznych prób czasowych. W 2023 roku najbardziej nieocenione okazały się one podczas 8. etapu Giro d’Italia, gdy Healy samotnie przejechał ostatnie 50 kilometrów, przecinając linię mety blisko dwie minuty przed rywalami. Nie miał lepszego wyjścia. Już kilkanaście dni później jego brak dynamiki znów dał o sobie znać, gdy po finiszu z trzyosobowej grupy pokonał jedynie wyraźnie osłabionego Marco Frigo. Brandon McNulty okazał się dla niego zbyt szybki.
Powtórka
Obecny sezon można uznać pod kilkoma względami za kalkę tamtych wydarzeń. Healy znów spotkał na trasie klasyków Pogačara (który po rocznej przerwie znów mocno zaangażował się we wiosenną kampanię), i znów mocno walczył o to, by zostać uznanym za najlepszego spośród pozostałych klasykowców. W ardeńskim tryptyku, który stał się jego specjalnością, był jednym z trzech kolarzy (obok Pogačara i Pidcocka) mieszczącym się w czołowej “10” wszystkich trzech klasyków, a także po raz pierwszy wywalczył podium monumentu, plasując się na 3. miejscu Liege-Bastogne-Liege.
Gdy dołoży się do tego niezły występ w Strade Bianche oraz zwycięstwo etapowe w Wyścigu Dookoła Kraju Basków, to wyjdzie na to, że tegoroczna wiosna była dla Healy’ego porównywalna do tej z 2023 roku. Już teraz wiadomo jednak, że podczas tegorocznego występu w Tour de France uda mu się przebić swoje wyczyny z Giro 2023.
Już dwa lata temu jego zwycięstwo z Fossombrone musiało imponować ze względu na swoje rozmiary. Podczas gdy na 20 pozostałych etapach żaden etapowy zwycięzca nie był w stanie osiągnąć minutowej przewagi nad drugim kolarzem, on do mety dojechał 1 minutę i 49 sekund najmocniejszymi z rywali. Kilka dni temu przebił nawet ten rezultat. W Vire Normandie jego przewaga była o 55 sekund wyższa – kolejny pokaz siły stał się faktem. Gdy dwa lata temu, pomimo dzielnej walki o zwycięstwo w ucieczce, przegrał finisz z Brandonem McNultym, nagrodą pocieszenia było tylko drugie miejsce. W poniedziałek “nagrodą pocieszenia” po przegranej z Yatesem i Arensmanem okazała się żółta koszulka.
Czy Ben Healy będzie kiedyś góralem?
Sięgając po Maillot Jaune stał się pierwszym Irlandczykiem, który dostąpił tego zaszczytu od czasu… Stephena Roche’a. Healy nie powtórzy jednak wyczynu rodaka, który w 1987 roku założył koszulkę lidera na jeden dzień i już 24 godziny później został oficjalnym zwycięzcą wyścigu. Healy’emu zdecydowanie bliżej powinno być do innego Irlandczyka. Sean Kelly, podobnie jak Roche, również nosił koszulkę lidera tylko przez jeden dzień, jednak, tak jak teraz Healy, zdobył ją w pierwszej połowie wyścigu.
Kolarzowi EF Education-EasyPost również grozi to, że podobnie jak dwie legendy irlandzkiego kolarstwa, koszulkę będzie nosił tylko przez jeden dzień, ponieważ pewne zmiany może przynieść już środowy etap. Organizatorzy sklasyfikowali go wprawdzie jako płaski, jednak w końcówce znajduje się kilka stromych hopek, na których Tadej Pogačar może odebrać mu żółtą koszulkę. Liczyć może się każda sekunda, ponieważ Słoweniec jest w klasyfikacji generalnej ledwie 29 sekund za nim.
Jeśli w środę utrzyma koszulkę, to niemal na pewno straci ją w czwartek. Nawet jeśli metrów przewyższenia będzie tam mniej niż w poniedziałek, to etap kończy się na Hautacam (13,5 km; 7,9%). To podjazd zdecydowanie bardziej wymagający od tych, na których do tej pory błyszczał Healy. Próba obrony koszulki w takim terenie może być jednak dla niego cennym doświadczeniem. Jeszcze w grudniu mówił bowiem w wywiadzie udzielonym CyclingNews:
– Tegoroczny Tour de France [czyli TdF 2024 – przyp. red] skłonił mnie do refleksji nad jazdą w klasyfikacji generalnej. Myślę, że gdybym podszedł do pierwszych kilku tygodni inaczej, mógłbym zajmować dobrą pozycję w klasyfikacji generalnej przed trzecim tygodniem…
W podobny sposób odpowiadał także w Q&A przed Tour de France, które można przeczytać na stronie jego zespołu. Tam raz jeszcze powtórzył, że w przyszłości chciałby ewoluować w stronę kolarza liczącego się w “generalkach” – Nie wiem jeszcze, gdzie mnie to zaprowadzi – przyznawał jednak.
Niezależnie od wszystkiego – prawdopodobnie jest to dopiero melodia przyszłości. Żaden z dotychczasowych wyścigów rangi World Tour nie wskazuje na to, by Healy już teraz był gotowy na walkę o czołową “10” klasyfikacji generalnej. Swój rekord pobił w marcu tego roku, podczas Tirreno-Adriatico, gdzie był… 24.
On sam zdecydowanie zdaje sobie sprawę z tego, że jeszcze nie jest w stanie walczyć w “generalce”, dlatego przed wyścigiem zapowiedział walkę o etapy. A teraz, gdy zrealizował cel, może skupić się na zbieraniu kolejnych doświadczeń, które przydadzą mu się w przyszłości.
Flamme Rouge to mój cykl poświęcony w całości Tour de France. Przez trzy tygodnie, zazwyczaj codziennie, będę publikować w jego ramach teksty omawiające zarówno historyczne momenty Wielkiej Pętli, jak i bieżące wydarzenia z wyścigu.
Flamme Rouge #1: Żółta koszulka Piaseckiego
Flamme Rouge #2: Pogačar z głową w chmurach
Flamme Rouge #3: Najlepsi czasowcy w historii Tour de France
Flamme Rouge #4: Najmłodszy zwycięzca w historii










Bardzo interesujący artykuł. Dziękuje.
Najlepszy cykl około tfd na tej stronie, ciekawe teksty bez grafomanii i wodolejstwa.