Takiego Mediolan-San Remo nie było już bardzo dawno. Po trójkowym odjeździe na Cipressie z udziałem Filippo Ganny, Mathieu van der Poela i Tadeja Pogačara, po zwycięstwo sięgnął Holender.
O Mediolan-San Remo często mówi się, że jest to najłatwiejszy wyścig do ukończenia, ale najtrudniejszy do wygrania. Nie jest to prawda, ponieważ kolarska historia najnowsza pokazuje, że to właśnie tu najłatwiej pokonać Tadeja Pogačara. Po 3 października 2023 roku przejechał 14 wyścigów – 12 z nich wygrał z ogromną przewagą, najczęściej przynajmniej ocierającą się o jakiś rekord. Jednym z dwóch, których nie udało mu się wygrać była „Primavera”.
Na trasie, która jak zwykle wiodła przez Passo del Turchino, Capo Mele, Capo Cervo, Capo Berta i przede wszystkim Cipressę oraz Poggio na powtórkę sprzed roku liczyli m.in. Mathieu van der Poel, Tom Pidcock, Jasper Philipsen oraz Mads Pedersen.

Wyścig jak zwykle rozpoczął się bardzo spokojnie – przynajmniej dla faworytów, którzy, jak zwykle podczas pierwszego z monumentów, mieli mnóstwo czasu na rozgrzanie nóg przed decydującymi momentami wyścigu. Swoje wyjątkowo długie pięć minut mieli zatem uciekinierzy. Już po trzech kilometrach zaatakował Frederik Dversnes (Uno-X), do którego później dołączali kolejni zawodnicy. W końcu utworzona została ośmioosobowa grupa, w której oprócz niego znaleźli się także: Mathis Le Berre, Alessandro Verre (Arkea-B&B Hotels), Baptiste Veistroffer (Lotto), Kristian Sbaragli, Tommaso Nencini, Mark Stewart (Team Solution Tech-Vini Fantini), Martin Marcellusi i Filippo Turconi (VF Group-Bardiani-Faizane).
Pogacar nie atakuje na Passo del Turchino
W 1946 roku Fausto Coppi wygrał Mediolan-San Remo po ataku na Passo del Turchino. Dziś podobny wyczyn nie wydaje się dziś możliwy – kolarstwo było mniej wyrównane niż dziś, zaś trasa wyścigu zdecydowanie inna. Nie było na niej ani Cipressy, ani Poggio, zaś Turchino oddalone było od mety nie o 150, a nieco mniej kilometrów*. Są jednak tacy, którzy wierzą (nawet jeśli nie do końca na poważnie), że jeśli ktoś miałby jeszcze kiedyś w porównywalnym stylu wygrać „Primaverę”, to musi być to Tadej Pogačar.
Cóż, nie tym razem. Nawet jeśli obecność w ucieczce Tommaso, dalekiego krewnego Gastone’a Nenciniego – zwycięzcy Giro d’Italia (1957) i Tour de France (1960), sprawiała, że niektórzy mogli się przez chwilę poczuć tak, jakby oglądali wyścig sprzed kilkudziesięciu lat, a deszcz, który zresztą w połowie wyścigu przestał padać, mógł uczynić bieg wydarzeń nieco bardziej nieprzewidywalnym, przejazd przez słynną przełęcz obyła się bez żadnych fajerwerków. Podobnie jak przez kolejne kilometry – jednym z najbardziej interesujących momentów tamtej fazy wyścigu był ten, gdy na 60 km przed metą na czoło peletonu wyszedł pracujący na Filippo Gannę Geraint Thomas.
*Na trasie znajdowały się za to Capo Mele, Capo Cervo i Capo Berta, które do dziś są nieodłącznym elementem wyścigu.
Pogacar atakuje na Cipressie
Mniej więcej wtedy, gdy do roboty zabrał się zwycięzca Tour de France z 2019 roku, tempo peletonu wyraźnie wzrosło. Gdy wychodził na czoło, przewaga ucieczki wynosiła około 3 minut i 50 sekund. Około 10 km później, gdy opuszczał swój posterunek, który przez jakiś czas dzielił z Kamilem Gradkiem, było to już o minutę mniej. Wyścig powoli się rozkręcał – wkrótce kolarze przejechali przez Capo Mele i Capo Cervo (przed którym defekt złapał ubiegłoroczny zwycięzca – Jasper Philipsen. Belg szybko jednak wrócił do peletonu) i Capo Berta.
Nim kolarze dojechali do Cipressy, ucieczka została niemal całkowicie zneutralizowana – przed peletonem pozostawał już tylko Martin Marcellusi. Czwarty zawodnik Karpackiego Wyścigu Kurierów z 2022 roku mógł być bardzo zadowolony ze swojej postawy, jednak nie miał co liczyć na niespodziankę i dojazd do mety przed peletonem. Doścignięto go u podnóża przedostatniego podjazdu.
Przed rokiem Tadej Pogačar mówił, że jeśli peleton przejedzie Cipressę w czasie poniżej 9 minut, jego szanse na zwycięstwo wyraźnie wzrosną. Wtedy zabrakło mu do tego 27 sekund – teraz też wiele wskazywało, że osiągnięcie tego będzie bardzo trudne. Choć już u samego podnóża swoją pracę rozpoczął Tim Wellens, to za nim nie było wówczas żadnych białych koszulek – wyglądało na to, że UAE Team znów zawiedzie swojego lidera. Dla Tadeja Pogačara nie był to jednak żaden problem. Słoweniec najpierw został doprowadzony do przodu przez drugiego z niezawodzących kolegów – Jonathana Narvaeza i… zaatakował na 3 km przed szczytem podjazdu.
Na jego koło wskoczył Mathieu van der Poel, za którym podążyli Filippo Ganna i Romain Gregoire, ale reszta została daleko z tyłu. Szybko na czele z przodu została tylko trójka Pogačar-Ganna-Van der Poel, zaś Gregoire wrócił do peletonu. Na szczycie grupa traciła już do szalenie mocnej trójki ponad pół minuty.
Pogacar atakuje na Poggio…
Jako że gwiazdorska trójka bardzo zgodnie przejechała kolejne kilometry, sprawiedliwie dzieląc między siebie kilometry na czele grupki, ich przewaga szybko urosła do minuty, więc stało się jasnym, że po raz pierwszy od wielu lat kwestia pierwszej trójki rozstrzygnęła się jeszcze przed Poggio. Najsłynniejszy podjazd na trasie mógł teraz rozstrzygnąć tylko najważniejszą wątpliwość: „Kto wygra Mediolan-San Remo?”.
Pogačarowi zależało na tym, by odpowiedź na to pytanie poznać jak najszybciej, dlatego już u samego podnóża zaatakował raz jeszcze. Zgubił jednak tylko Gannę – Mathieu van der Poel za żadne skarby nie chciał jednak puścić koła. Gdy po chwilowym zwolnieniu Włoch niemal z powrotem dojechał do dwójki, Słoweniec przyspieszył raz jeszcze – znów bez powodzenia. Tym razem Holender zdradził pierwsze oznaki słabości, toteż Pogačar spróbował jeszcze dwa razy, ale tym atakom brakowało już dynamiki poprzednich.
W momencie, gdy wszyscy czekali na kolejny atak Pogačara, niespodziewaną szarżę przeprowadził Van der Poel. Zaskoczył Słoweńca, który momentalnie stracił kilka metrów, jednak gdy pierwszy szok minął, dołączył do rywala, po czym obaj rozpoczęli zjazd w kierunku Via Roma, na którym większą aktywnością znów wykazywał się Słoweniec. Kolarzowi UAE Team wyraźnie bardziej zależało na tym, by do ich duetu nie dołączył Filippo Ganna.
… ale wygrywa Van der Poel!
To mu się nie udało – Włoch dołączył do nich na ostatnim kilometrze, jednak na wygranie wyścigu nie miał już szans, ponieważ na finiszu kapitalną dynamikę po raz kolejny pokazał Mathieu van der Poel. W dodatku Holender wybrał idealny moment na finisz: przyspieszył akurat wtedy, gdy sprint z najazdu planował Pogačar. Zaskoczył Słoweńca, a dodatkowo pociągnął za sobą Filippo Gannę, którego kolarz UAE Team nie był już w stanie wyprzedzić. W efekcie to właśnie Włoch zajął miejsce tuż za zwycięzcą, zaś Pogačar musiał zadowolić się trzecim miejscem.
Wyniki Mediolan-San Remo 2025:
Results powered by FirstCycling.com







To było do przewidzenia, od początku mowilem
Brawo profesor Mathieu! Odpierał każde szarpnięcie, a stronniczy komentatorzy zostali uciszeni, wyraźnie słychać że byli za Słoweńcem. Oczekiwali że vdP ma rozprowadzić go po zwycięstwo czy oddać mu je za darmo? A ja trafiłem całą czołówkę poza Shrekiem.
Genialny wyścig. Ale znowu – jest rywal, zaczynają się błędy, a takowy popełnił dzisiaj Tadej w ustawieniu na finiszu. Niemniej chyba był po prostu wyjechany.
No i ok. Przynajmniej za rok znów wszyscy będą przez tydzień zastanawiali się gdzie zaatakuje Pogacar. Bez tej dyskusji wyścig traci tak z 50% na atrakcyjności 🙂
Okazało się że Tadek jest do ogrania.
Ta dziwna dominacja panów z uae pewno kiedyś doczeka się jakiejś weryfikacji.Bylo już kilku takich bohaterów,którzy szybko zakończyli karierę i zostali np. wioślarzami.
Komentatorzy Eurosportu uważają Tadka jak kiedyś większość w Polsce papieża za anioła
Był mocny, pojechał dobrze taktycznie. Zasłużone zwycięstwo!! King Mathieu!! PS. I niech komentatorzy nie biadolą, że zmian nie dawał na Cipresisie i Pogio itp., jeździ się tak jak pozwalają możliwości.
Coś czuję, że uśmiechając się na podium Pog już planował zemstę na Kwaremoncie…
VdP wybił raczej pogiemu pomysł startu w Roubaix – ryzyko spore, a małe szanse pobicia klasykowców.
Pogi walczył robił co mógł wygrał na mecie VdP
Tylko Probosz biadolił. Jednak duet Jaroński-Baranowski > reszta ;).
Dzięki swojej konfiguracji, ten monument, który w teorii jest jednym z nudniejszycj wyścigów, często okazuje się jednym z ciekawszych.
Gdy czołowa trójka odjechała na Cipresie, i Tadek nie mógł zgubić na bezpieczną odległość Mateusza i Filipa, to moim zdaniem był w najgorszej sytuacji z całej trójki.
Pozostali mieli swoje argumenty, przy czym dynamika van der Poela, którą pokazał nie pierwszy raz okazała się kluczowa. Po cichu kibicowałem Gannie, ale był zbyt wyjechany.
Fajnie, bo pokazuje to też, że Pogacar (którego bardzo lubię) nie jest kosmitą i w pewnych aspektach inni kolarze mogą być lepsi.
I znowu głosy, że kiedyś przyjdzie weryfikacja UAE i Tadeja. Że się wspomaga jak cała jego drużyna. Owszem, nie wykluczone, że tak się stanie w przyszłości. Jednak będzie to tylko informacja dla kibiców, że inni dzisiaj „wielcy” robią to samo a kolarstwo nawet na chwilę nie zmieniło się od czasów Lancea. Mathieu, Jonas, Remco i paru innych którzy potrafią dzisiaj deklasować jak nigdy wcześniej wcale bardzo nie różnią się od Słoweńca. Który by nie wpadł, pociągnie resztę za sobą. Nie wiem jak inni ale ja jako kibic kolarstwa bardzo bym tego nie chciał. Poza tym, genialna końcówka wyscigu.
Mi najbardziej w końcówce podobały się pretensje(i zdziwienie zarazem) komentatorów, że Mathieu nie daje zmian na zjazdach XD
Niestety znowu się potwierdziło, że MilanSanRemo to nie jest trasa dla Pogiego. Jakby tak organizatorzy dodali w okolicy mety 2km ściankę z 12-15% to VdP mógłby jedynie pomachać Tadkowi na pożegnanie. A tak trzymał się jego koła i zbierał siły na finisz, bo ten jak wiadomo ma dużo lepszy. Nawet jak dawał zmiany to takie mizerne, że jeszcze Ganna ich doszedł. Swoją drogą wielka szkoda, że nie wygrał. Zasłużył za to, że nie odpuszczał…ma serce do walki…
Ooo…a to ci dopiero – słoweniec zapomniał się nakoksować, a bez wspomagania, to tylko z niego diesel, a nie żaden turbo kozak!
Fajnie, że przegrał ten koksiarz 🙂
No. 007. My name is VdP. MvDP!
Śmieszne te komentarze o Tadku. Z taką konkurencją to wyścig nie dla niego, szans z takimi koniami jak Ganna, MvdP żadnych, jedyna opcja to zrobienie Nibaliego z 2018 no ale wtedy prawie nikt na niego nie patrzył, wykorzystał chwile i pojechał. Na Tadka patrzy każdy. Przy takiej dyspozycji MvdP, Ganny, Wouta to jest wyścig którego Tadek nie wygra nigdy….ale próbuje i za to szacun.
Mam nadzieję, że ma Pan dowody na swoje słowa, a nie tylko oczernia kogoś w internecie?
@Daro
Trasa jest jaka jest od nawet nie wiem jak dawna, więc trudno żeby organizatorzy mieli zmieniać końcówkę pod jakiegoś zawodnika ;).
Prawda jest taka i to nie był pierwszy taki raz, że Pogarcar jest bardzo słaby taktycznie i jak nie pójdzie na solo, albo drużyna nie wypracuje to nie umie wygrywać.
Kto oglądał końcówkę wyścigu ten widział jak fatalnie pojechał Pogacar i jak to wykorzystał VdP. Specjalnie zjechał na lewo i co chwilę się oglądał jaką stratę ma Słoweniec, a ten cały czas jechał jak po parku, to zaatakował.
@Jakub Jarosz
Dowody wypłyną po czasie!
Ten koksiarz nie bierze tak, jak nie brał Lance Armstrong 🙂
Po prostu – faszerują tego oszusta czymś, czego jeszcze niema na liście środków niedozwolonych!
Powoli….wszystko wyjdzie z czasem.
Dla mnie, to żaden „wielki sportowiec”, to zwykły oszust i koksiarz!!!
Jakby na to nie patrzeć to wyścig zrobikł Pogacar ! Może jest tu ktoś , kto pamięta zwycięzcę po ataku na Cipressie ??? 95 % zwycięstw to albo z peletonu albo z dość dużej grupy.
Do Nerd ,może byś napisal na czym polegała ta taktyczna słabość Pogacara . Wg mnie przy konkurentach szybszych na finiszu jedyną szansą była próba ich zgubienia .
Chyba pozostaje mi polecić zmianę pasji, skoro w kolarstwie wszędzie widzi Pan spiski i nie potrafi przez to czerpać przyjemności z oglądania wyścigów.
@Don-ww
Przecież napisałem wystarczy zobaczyć końcówkę, tak się nie zachowuje zawodnik który chce wygrać sprint przeciwko szybszym rywalom.
Dokładnie tak zachowuje się zawodnik, który chce ograć rywala z lepszym przyspieszeniem. Odpuszcza, a następnie rusza i wychodzi na czoło bazując na różnicy prędkości oraz elemencie zaskoczenia. Po prostu MvdP był czujny, wyłapał co się dzieje i samemu zaczął długi finisz ubiegając pomysł Pogiego.
proszę zablokowć Góral Ś on tu nie pasuje
Dołączam się. Od siebie dodam, że ludzie dość często posądzają Tadeja Pogačara o głupią taktykę na finiszu, a on po prostu jest na tyle utytułowanym kolarzem, że gdy ma niewielkie szanse na zwycięstwo i olbrzymie na drugie miejsce, to zawsze zrobi wszystko, by powalczyć o to pierwsze. Dlatego nie może na finiszu z Mathieu van der Poelem (albo Woutem Van Aertem czy Madsem Pedersenem) zachowywać się jak rasowy sprinter, bo wtedy nie będzie miał szans na zwycięstwo – jest od tych kolarzy po prostu wolniejszy. Musi zrobić coś inaczej i liczyć na odrobinę szczęścia. Moim zdaniem tak samo było podczas Wyścigu Dookoła Flandrii w 2022 roku, gdy w końcówce robił wszystko, by nie zaczynać finiszu z pierwszego miejsca i w efekcie dwójkowy finisz po zwycięstwo skończył na czwartym miejscu, a on wyszedł na kretyna. Tyle że dla niego różnica między 2. a 4. miejscem jest marginalna i dlatego warto było zaryzykować.
Próbę zaryzykowania rozumiem, ale on zrobił wszystko żeby nie wygrać tego sprintu.
Myślę, że mogę odesłać do komentarza Kuby, który już to wyjaśnił