fot. Strade Bianche

W ostatniej rozmowie na łamach Rouleur Live Tom Pidcock uchylił rąbka tajemnicy odnośnie swojego domniemanego konfliktu z INEOS Grenadiers. Brytyjczyk zadeklarował, że nadal nie wszystko jest perfekcyjne, choć widzi pozytywne zmiany.

Większość tegorocznej jesieni żyliśmy konfliktem Pidcocka z jego aktualnym pracodawcą, a przez chwilę zdawało się nawet, że kolarz jest jedną nogą poza zespołem. O jego usługi długo zabiegały Red Bull – Bora – hansgrohe oraz najpoważniejszy kandydat do przejęcia jego kontraktu, Q36.5 Pro Cycling Team. Brytyjczyk ma kontrakt do 2027 roku i wiemy, że w barwach drużyny Michała Kwiatkowskiego wystąpi przynajmniej w przyszłym sezonie.

Podczas rozmowy na łamach Rouleur Live kolarz został zapytany o jego relacje z drużyną i odpowiedział w swoim stylu, nie pozostawiając pola do głębszych dyskusji:

Nie będę kłamał – tak to prawda, mamy za sobą dość trudny rok. Ja też miałem trudny rok. To nie jest coś czego chciały obydwie strony, ale już teraz widzę pozytywne zmiany. Każdy akceptuje fakt, że zmiany nie należą do najprostszych rzeczy, ale trzeba to po prostu zaakceptować, żeby dało się cokolwiek zmienić. Zdecydowanie widzę, że coś idzie w dobrą stronę i mam nadzieję, że uda mi się nieco odbić w przyszłym sezonie

– opowiada Tom Pidcock.

Brytyjczyk mimo wygrania Amstel Gold Race oraz zdobycia olimpijskiego złota w kolarstwie górskim nie uznaje tego sezonu za udany. Dużo w tej kwestii mają do powiedzenia jego, jak i całego INEOS Grenadiers, występy w dwóch poprzednich edycjach Tour de France:

Możecie się zaskoczyć, ale szczerze, kompletnie nie podobał mi się ten wyścig. Ani trochę. Myślę, że to kwestia presji. W fazie przygotowań nałożyłem na siebie zdecydowanie za duży ciężar. Mój pierwszy Tour był wspaniały. Byłem tam pierwszy raz, wygrałem etap, Geraint Thomas stanął na podium w Paryżu – to było świetne. Przez ostatnie dwa lata jednak kompletnie się nie cieszyłem tym wyścigiem. Było bardzo ciężko. Nie wygrałem żadnego etapu, dyspozycja całej drużyny również nie była tą do której przywykliśmy. Muszę znaleźć to uczucie, które miałem na samym początku

– wyjaśnia Brytyjczyk.

Dużo w kwestii występów Pidcocka miała do powiedzenia presja oraz oczekiwania:

Wydaje mi się, że oczekiwania zdecydowanie wzrosły przez ostatnie dwa lata i nie mogłem im sprostać z wielu powodów. Wtedy nie ma z tego zbyt dużo radości. Nawet jeśli jedziesz w największym wyścigu na świecie i tysiące ludzi ci kibicują

– tłumaczy Tom Pidcock.

W obliczu sezonu kolarstwa przełajowego spytano również Brytyjczyka o plany co do tej dyscypliny – odpowiedź nie jest do końca jednoznaczna:

W tym momencie nie planuję się ścigać, ale być może wydarzy się to później. To był długi rok, potrzebuję długiej przerwy, trochę ucieczki od tego wszystkiego. Nie wykluczam jednak możliwości, że pościgam się w okresie świątecznym i w nowym roku. Pomyślę nad tym jednak później

– skwitował zawodnik INEOS Grenadiers.

Poprzedni artykułSep Vanmarcke przestaje być dyrektorem sportowym Israel – Premier Tech
Następny artykułDziś Owocowy Przełaj − startuje Wenasportlive Superliga CX
Stanisław Beciński
Pasjonat wszystkiego co amerykańskie, włącznie z kolarstwem. Wielki kibic Alberto Contadora, choć marzeń by powtórzyć sukcesy idola nie udało się zrealizować. Prywatnie student politologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze