Za nami drugi tydzień 79. edycji La Vuelta a España. Na 6 etapów aż 5 zakończyło się zwycięstwami uciekinierów, a ten jedyny rozegrany między faworytami… był na papierze najbardziej dedykowany harcownikom. Ostatnie dni przyniosły nam sporo niespodziewanych rozstrzygnięć, a śmiała jazda i odważne taktyki popłacały – zwycięstwa etapowe były tym tytułowym złotem dla zuchwałych.
Po pierwszym, zaskakująco sprinterskim, acz i selektywnym tygodniu 79. edycji La Vuelta a España przyszła pora na drugi, podczas którego na kolarzy po prostu czekało 6 etapów zawierających duże podjazdy. Zanosiło się zatem na masę dużych ucieczek próbujących ubiec peleton i rzeczywiście dokładnie to zobaczyliśmy, a to właśnie harcownicy wygrali 5 z 6 etapów. Co ciekawe peleton powalczył jedynie na tym odcinku, na którym walki dużej grupy nie spodziewało się za wielu – mimo podjazdu pod Puerto de Leitariegos (22,8 km; 4,5%) w Villablino powalczyli sprinterzy. Co warto zapamiętać z drugiego tygodnia wyścigu?
Dla Manolo
Equipo Kern Pharma na starcie 79. edycji La Vuelta a España stanęła jako ekipa nie mająca nawet jednego triumfu na poziomie World Tour w swojej historii. W skupionym na polowaniu na etapy składzie znalazł się m.in. 23-letni Pablo Castrillo, Hiszpan, który w swojej zawodowej karierze nie odniósł jeszcze ani jednego zawodowego zwycięstwa. Drugi tydzień zmienił jednak absolutnie wszystko, albowiem wciąż stosunkowo młody zawodnik wygrywał dwukrotnie – najpierw za sprawą zaskakującego rywali ataku w czwartek na Manzanedzie, a następnie w niedzielę po morderczym finale na Cuitu Negru.
Już sam styl, w jakim Pablo Castrillo dwukrotnie zapisywał się na liście triumfatorów był niesamowity, ale smaczku dokłada jeszcze fakt, że stoi za tym wyjątkowa historia. W środę, dzień przed pierwszym z zwycięstw, zmarł Manolo Azcona, założyciel organizacji Asociacion Deportiva Galibier, która dała początek ekipom Lizarte i właśnie Kern Pharma. To jemu 23-latek dedykował swoje pierwsze zwycięstwo, o czym więcej można było przeczytać więcej w naszym portalu pod tym linkiem. Czy wówczas Hiszpan mocniej uwierzył w siebie? To wie tylko on, ale to jak bardzo ten potrafił przekraczać swoje limity w drodze do zwycięstwa na Cuitu Negru zapisze się na długo w pamięci kibiców kolarstwa. Jeśli ktoś nie oglądał niedzielnego etapu to jego końcówka jest czymś, co po prostu trzeba nadrobić!
Wout van Aert – górski sprinter
3 lata temu Arnaud Démare zaliczył bardzo słaby występ w La Vuelcie, którego zwieńczeniem była jego zaskakująca obecność w odjeździe walczącym na Pico Villuercas (14,4 km; 6,3%). Efekt tej akcji był zgodny z przewidywaniami – spośród 18 uciekinierów Francuz był 15. i stracił ponad 10 minut na ostatnim podjeździe. Czemu to wspominam? Otóż po tym występie długo ironicznie żartowałem sobie z kolegami, że Arnaud to teraz „górski sprinter”.
Teraz bez cienia ironii można za to takim terminem nazywać Wouta van Aert. Belg, który zaskakiwał już na Tour de France wygrywając m.in. etap z podwójnym Mont Ventoux, z pełną premedytacją, jadąc z zielonej koszulce lidera klasyfikacji sprinterskiej, włączył się do rywalizacji o trykot najlepszego górala. 29-latek podczas 2. dnia przerwy jest liderem obu najważniejszych klasyfikacji pobocznych, a jego wygrana w Baionie kolejny raz pokazała, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.
Belg ratuje także wyścig dla broniącego tytułu Team Visma | Lease a Bike – Sepp Kuss jest bardzo daleki od powtórzenia wyniku sprzed roku, więc wszystkie siły rzucono na pomoc dla Wouta van Aerta. W efekcie w sobotę na dedykowanym uciekinierom etapie z Villafranco del Bierzo do Villablino zobaczyliśmy bardzo dziwne sceny. Górski odcinek zakończony ze średnią niemal 46 km/h, a na jego mecie walka sprinterów zakończona wygraną Kadena Grovesa? Tego nie wymyśliłby nikt, a jednak holenderska ekipa kolejny raz pokazała, że jeśli ma plan to potrafi go realizować za wszelką cenę. Tym razem zabrakło wyłącznie wykończenia – mający w swoim dorobku 3 wygrane etapy Belg w Villablino był „dopiero” drugi.

Obrona Częstochowy koszulki lidera
Oblężenie Jasnej Góry zapisało się w historii Polski jako wydarzenie szczególne. Czy tak samo w historii kolarstwa swoje miejsce znajdzie obrona czerwonej koszulki przez Bena O’Connora? Po drugim tygodniu coraz trudniej w to wierzyć, albowiem przewaga Australijczyka z Decathlon AG2R La Mondiale Team spadła z niemal 4 minut do ledwie jednej i 3 sekund nad Primožem Rogličem, ale z drugiej jednak strony 28-latek wciąż jest liderem i zapowiada walkę w 3. tygodniu o obronę swojego prowadzenia za wszelką cenę. Przed nim górskie batalie z metą na Lagos de Covadonga, Alto de Moncalvillo i Picón Blanco, a także niemal 25-kilometrowa czasówka w Madrycie, a zatem głównym faworytem zdaje się być drugi Słoweniec, ale póki wyścig trwa to wszystko jest możliwe.
Właśnie – Primož Roglič. 34-latek z Red Bull – BORA – hansgrohe wydaje się być najmocniejszy i faktycznie zobaczyliśmy jego popis mocy na Puerto de Ancares. Z drugiej jednak strony na Cuitu Negru lepszy okazał się być Enric Mas, a 20-sekundowa kara za wydaje się, że przekombinowaną zmianę roweru, a właściwie pogoń po niej może i jest niewielka, ale z pewnością była bolesna dla Słoweńca. Czy w 3. tygodniu uda mu się uniknąć podobnych pomyłek, nie mieć kryzysów i wygrać po raz 4. w karierze całą La Vueltę? Póki co na to się zanosi.
Myślę, więc jestem – powiedział i zniknął
Czy wszystkie etapy w drugim tygodniu wygrali fizycznie najmocniejsi zawodnicy danego dnia? Tego nigdy się nie dowiemy, albowiem sport to nie tylko czysta siła, ale i zmysł taktyczny oraz umiejętność czytania wyścigu. Ostatnie kilka dni bardzo mocno to uwypukliło – mimo wielkiej mocy swoich rywali rozprowadzali Marc Soler czy Pavel Sivakov, a korzystali na tym Wout van Aert czy Pablo Castrillo. Wielką niespodziankę sprawił też Eddie Dunbar, który wykorzystał pasywność rywali i po prostu pomknął na metę w Padron. Etapy z drugiego tygodnia La Vuelty śmiało można by pokazywać młodym adeptom kolarstwa – zarówno pod kątem tego jak nie jeździć, jak i tego jak sięgać po zwycięstwo nie będąc głównym faworytem na danej trasie.
Przetrzebiony peleton
W pierwszym tygodniu z wyścigiem pożegnał się m.in. João Almeida, ale prawdziwa rzeź rozpoczęła się dopiero podczas ostatnich dni. Przede wszystkim koronawirus, ale też inne choroby oraz kraksy wyeliminowały z rywalizacji m.in. Lennerta Van Eetvelta, Thymena Arensmana, Ciana Uijtdebroeksa, Giulio Ciccone, Laurensa De Plusa, Patricka Konrada, Pelayo Sáncheza czy Chrisa Harpera. Czy to koniec tej smutnej wyliczanki? Oby tak, acz będąc realistą obawiam się, że z wyścigiem pożegna się jeszcze jakaś jego gwiazda. Oby nie wpłynęło to na walkę o końcowe zwycięstwo.
Co przed nami?
Tak jak już wspominałem – przed kolarzami jeszcze 3 górskie etapy, a także jedna szansa dla sprinterów, jeden pagórkowaty odcinek prawdopodobnie dedykowany sprinterom oraz finałowa, 24,6-kilometrowa czasówka w Madrycie. Jeśli chodzi o te kluczowe odcinki dla klasyfikacji generalnej to już we wtorek zawodnicy przejadą kolejno przez Mirador del Fito (7 km; 8%) i Collada Llomena (7,5 km; 9,3%) by zakończyć na Lagos de Covadonga (12,2 km; 7%), następnie w piątek zafiniszują na Alto de Moncalvillo (8,6 km; 8,9%), a górskim zwieńczeniem wyścigu będzie sobotnie 7 górskich premii z metą na Picón Blanco (8 km; 9%).
Wszystko o 79. Vuelta a España:
- Trasa wyścigu
- Lista startowa
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Przewodnik po klasyfikacjach pobocznych
- Podsumowanie 1. tygodnia
- Najnowsze artykuły









