Foto: Tim de Waele / Getty Images / Decathlon AG2R La Mondiale Team

Wirgiliusz rzekł „Audaces fortuna iuvat„, czyli szczęście sprzyja odważnym. Wydaje się, że sentencję tę doskonale znają kolarze biorący udział w 79. edycji La Vuelta a España, którzy w pierwszym tygodniu stoczyli prawdziwą kolarską bitwę, a której zwycięzcami póki co są ci najbardziej śmiali. Co warto zapamiętać z początkowej części hiszpańskiej trzytygodniówki?

Po bardzo uporządkowanych Giro d’Italia i Tour de France, gdzie od pierwszych dni w odpowiednio różowej oraz żółtej koszulce jechał Tadej Pogačar, a rywale mogli jedynie próbować go kąsać bądź walczyć o dalsze pozycje otrzymaliśmy teraz wielki tour, w którym zabrakło na starcie jednego, wyraźnego faworyta. Jak to wpłynęło na rywalizację? Myślę, że mogą się Państwo ze mną zgodzić, że efektem (póki co) jest prawdziwa kolarska uczta! 79. edycja La Vuelta a España pełna jest trudnych do przewidzenia wydarzeń, sytuacja w klasyfikacji generalnej co rusz się zmienia, a gdyby trzeba było wyścig podsumować jednym słowem to wahałbym się gdzieś między „chaos” a „widowisko”. Spróbujmy zatem w nieco dłuższej formie przyjrzeć się temu co za nami, czyli wydarzeniom z 1. tygodnia 79. La Vuelta a España.

Szczęście sprzyja odważnym

62 kilometry przed metą 6. etapu z bardzo mocnej, wręcz nieco zaskakująco odpuszczonej ucieczki odskakuje Ben O’Connor. W pierwszej chwili towarzyszy mu jeszcze Gijs Leemreize, z czasem jednak Australijczyk z Decathlon AG2R La Mondiale Team zostaje sam na czele i przecina linię mety ponad 6,5 minuty przed peletonem zostając nowym liderem wyścigu. Czy to właśnie wtedy rozstrzygnęła się klasyfikacja generalna 79. edycji La Vuelta a España? Myślę, że na takie stwierdzenie jest zdecydowanie za wcześnie, ale odważna akcja Bena O’Connora z pewnością otworzyła wyścig, otworzyła 28-latkowi szansę na życiowy sukces i sprawiła, że Australijczyk już zawsze będzie z nią kojarzony.

Nowemu liderowi z Decathlon AG2R La Mondiale Team jakby pozazdrościć postanowił 3 dni później Adam Yates. 32-latek z UAE Team Emirates przed niedzielnym etapem miał dużą, niemal 10-minutową stratę i wydawało się, że zarówno Brytyjczyk, jak i cała jego ekipa przegrała już ten wyścig. Przez zespół z Bliskiego Wschodu przeszedł koronawirus, który wyeliminował z rywalizacji João Almeidę, ale Adam Yates ma już chyba kłopoty za sobą, a jego 58-kilometrowa solowa akcja pozwoliła mu wrócić do walki o wygraną w klasyfikacji generalnej. Jakby tego było mało w niedzielę solidny awans zaliczył też Richard Carapaz, a bardzo blisko takiego byli David Gaudu i Enric Mas, których złapano dopiero w samej końcówce. Oj szaleją nam kolarze i bardzo dobrze – w tym szaleństwie jest bowiem metoda i choć realizatorzy momentami gubią się w wyścigowym chaosie to ogląda się to naprawdę świetnie!

Wout van Aert > Kaden Groves

Przed startem 79. edycji La Vuelta a España można było się zastanawiać kto sięgnie po wygraną w klasyfikacji punktowej. Wydawało się, że głównych faworytów jest dwóch i rzeczywiście właśnie ten duet zdecydowanie odjechał reszcie stawki. Póki co górą jest Wout van Aert, który w swoim dorobku ma 2 zwycięstwa etapowe i 41 punktów przewagi nad Kadenem Grovesem, który musiał zadowolić się „ledwie” jednym triumfem. Co ciekawe jednak panowie nie zdołali całkowicie zdominować rywalizacji, a swoją wygraną wydarł także debiutujący w wielkim tourze 21-letni Pavel Bittner. Jeszcze miesiąc temu Czech z Team dsm-firmenich PostNL nie miał w swoim dorobku nawet 1 zawodowego zwycięstwa, teraz ma takowe 3! Co za sierpień dla młodego sprintera!

fot. La Vuelta
Primož Roglič z kłopotami, ale wciąż bardzo mocny

34-letni Słoweniec ma sposób na Vuelta a España i wiadomo to od dawna. W Hiszpanii wygrywał 3-krotnie, a następnie jechał po drugie miejsce wypadając w następstwie kraksy w 3. tygodniu oraz był 3. przed rokiem przegrywając jedynie z klubowymi kolegami. Tym razem można było mocno się zastanawiać czy Primož Roglič jest jeszcze w stanie włączyć się do walki o zwycięstwo, ale pierwszy tydzień zamknął usta większości krytyków. Okej, lider Red Bull – BORA – hansgrohe przyjechał bez treningu z powodu długiej rekonwalescencji, wciąż narzeka na ból pleców, a momentami dziwna taktyka jego ekipy sprawiła, że musi gonić Bena O’Connora, ale jeśli chodzi o samą postawę 34-latka to ta jest po prostu świetna – Słoweniec wygrał 2 etapy i jest wiceliderem wyścigu mając wyraźną przewagę nad większością rywali.

Gorąco i sennie

Okej, w tej beczce kolarskiego miodu stworzonej przez kolarzy walczących o klasyfikację generalną jest także łyżka dziegciu wynikająca z postawy peletonu na co prostszych etapach. Średnia 37 km/h na płaskim etapie w pierwszą niedzielę skutkująca ogromnym spóźnieniem na metę, a dla polskich kibiców bardzo późnym przełączeniem się na transmisję z finałowego odcinka Tour de France Femmes to coś, co początkowo było kiepską reklamą wyścigu. 40,8 km/h dzień później też usypiało, podobnie jak 5. etap i średnia 40,005 km/h. Ogromne upały w Portugalii czy na południu Hiszpanii odbiły się mocno na tempie grupy wtedy, kiedy nie ma komu uciekać. Oby w 2. i 3. tygodniu było już nieco bardziej żwawo.

Gdzie jest Sepp Kuss?

Rok temu Sepp Kuss przejechał wszystkie trzy wielkie toury w dwóch przyczyniając się do zwycięstw swoich liderów, w ostatnim zaś samemu sięgając po triumf. Tym razem z różnych przyczyn Amerykanin ominął zarówno Giro d’Italia, jak i Tour de France, a na Vuelta a España przyjeżdżał bronić tytułu ze świeżą nogą. Jakby tego było mało wydawało się, że ta jest naprawdę dobra – lider Team Visma | Lease a Bike na początku sierpnia wygrał Vuelta a Burgos, ale podczas najważniejszego celu tego sezonu czegoś 29-latkowi brakuje. Sepp Kuss po 1. tygodniu jest 14. w klasyfikacji generalnej, traci ponad 8 minut do lidera i przeszło 4 do Primoža Rogliča. Czy da się to jeszcze odwrócić?

Nagłe zniknięcia

João Almeida na podium był… i się zmył. Antonio Tiberi dzierżył koszulkę młodzieżowca i nie dotarł w niej do mety 9. etapu. Jon Aberasturi i Bryan Coquard bywali blisko zwycięstw w sprincie, ale kolejny raz już nie zafiniszują. Vuelta a España przynosi nam co rusz jakieś zwroty akcji nie tylko w walce o zwycięstwo, ale i w temacie tego kto pozostaje w stawce. Dziś jesteś, jutro cię nie ma – kolarski żywot bywa przewrotny i warto o tym pamiętać nim wręczymy komukolwiek zwycięstwo po 1. tygodniu wyścigu.

Co przed nami?

Ponad 60 tysięcy metrów przewyższenia na trasie Vuelta a España samo się nie przejedzie, a to oznacza, że w 2. tygodniu przed kolarzami wyłącznie górskie etapy. Starczy powiedzieć, że na papierze najprostszy z nich nadal zawiera 4 górskie premie, w tym oddalone o ledwie 8 kilometrów od mety Puerto Cruxeiras (2,8 km; 9,2%). Najtrudniejsze etapy? W piątek kolarze zafiniszują na Puerto de Ancares (7,5 km; 9%), a w niedzielę na Cuitu Negru (18,9 km; 7,1%). Będzie gdzie robić różnice!


Wszystko o 79. Vuelta a España:

Poprzedni artykułSam Watson w INEOS Grenadiers
Następny artykułJonas Vingegaard zakończył sezon po Tour de Pologne
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze