fot. Szymon Gruchalski/Tour de Pologne

Michał Paluta! Michał Paluta! – słychać było zza barierek, gdy reprezentacja Polski schodziła ze sceny po prezentacji zespołów. Mistrz Polski z 2019 roku po dwuletniej przerwie wznowił szosową karierę i od razu wystartował w największym polskim wyścigu.

– Nie, na pewno ci się wydaje – odpowiedział mi Michał Paluta, gdy zapytałem go o to, jak się czuje jako najbardziej oblegana przez kibiców postać reprezentacji Polski na 81. Tour de Pologne. Fakty są jednak takie, że podczas gdy wywiadu Telewizji Polskiej udzielał jego reprezentacyjny kolega i mistrz Polski – Norbert Banaszek, to do Paluty kierowane były okrzyki kibiców, a on sam właściwie obszedł dookoła strefę oddzielającą zawodników od kibiców, cierpliwie podpisując autografy.

Skąd takie zainteresowanie kolarzem pochodzącym ze Strzelec Krajeńskich? Prawdopodobnie kibice po prostu się za nim stęsknili. W końcu za Michałem Palutą długi rozbrat z kolarstwem szosowym. W 2021, nieco ponad dwa lata po wygraniu mistrzostw Polski i rok po rozstaniu się z worldtourowym CCC Team, zawiesił swoją szosową karierę.

Kolarstwa nie rzucił – po prostu zamienił szosę na MTB i przełaj. Choć nie szło mu najgorzej – w tym drugim wygrywał nawet zawody zaliczane do Pucharu Polski, to na koniec okazało się, że jego serce bije dla kolarstwa szosowego

– Początkowo mi się to spodobało, ale później zacząłem jednak tęsknić za szosą. W MTB nie miałem większych problemów z przygotowaniem fizycznym, jednak od strony technicznej wyglądało to już gorzej. Na tym najwięcej traciłem, przez to miałem też najwięcej kraks. Przez lata byłem skupiony na szosie i to sprawiło, że nie byłem objeżdżony w terenie. Te trasy na MTB są bardzo trudne, stąd problemy.

– Także dlatego myślałem o tym powrocie właściwie przez całe dwa lata. Wydaje mi się, że tutaj lepiej się odnajduję, lepiej rozumiem swój organizm i łatwiej jest mi się przygotować. Tak, jazda na szosie to jest to, co powinienem robić.

– mówił nam we Wrocławiu, a jego słowa potwierdzają wyniki. Nie jest już marzącym o worldtourowych sukcesach 23-latkiem, jednak jego osiągnięcia, jak na 28-latka, który dopiero wrócił po szosowej “emeryturze” wyglądają naprawdę dobrze. Na znalezienie się w kadrze zapracował m.in. 4. miejscem w Silesian Classic i 5. w “generalce” Belgrad-Banja Luka.

– Nie spodziewałem się, że wyniki będą tak dobre, moja dyspozycja też jest lepsza, niż przypuszczałem. Idzie mi naprawdę dobrze, choć jednocześnie… myślałem, że łatwiej będzie mi wrócić do peletonu. Myślałem, że będę się teraz trochę mniej bał. Czuję w głowie taką psychiczną blokadę. Może to także dlatego, że przez te dwa trzy lata wiele się w moim życiu zmieniło. Mam dwójkę dzieci i może także to jest powód, dla którego częściej, niż kiedyś naciskam na hamulec. 

– tłumaczył kolarz, który przed startem w Tour de Pologne miał okazję ścigać się ze swoim zespołem – Santic-Wibatech m.in. w Tour of Austria i Tour of Slovenia, gdzie tak jak teraz w Polsce mierzył się z najlepszymi kolarzami na świecie.

– Szczerze mówiąc, wolę ścigać się w większych wyścigach. Jest mi się tam nawet trochę łatwiej odnaleźć

– mówił, a swoim występem następnego dnia pokazał, że faktycznie może tak być. 

Skoro jadąc w peletonie odczuwa delikatny strach, to na pierwszym etapie… po prostu zaatakował i na górskich premiach pokazał, że na największy wyścig w kraju przywiózł bardzo dobrą dyspozycję. Wygrał zarówno pierwszą, jak i drugą górską premię, dzięki czemu w klasyfikacji górskiej zgromadził 8 punktów i o 3 “oczka” wyprzedza drugiego w tej klasyfikacji Jana Maasa.

To oznacza, że na trasę w Mysłakowic do Karpacza to on wyjedzie w sygnowanej logiem PZU koszulce w niebieskie grochy, a na kolejnych etapach będzie musiał pilnować rywali, by ci mu jej nie odebrali. Nie będzie to łatwe zadanie – choćby na 3. etapie do zdobycia będzie 20 punktów, ale jeśli da radę, zostanie czwartym Polakiem, który w ciągu ostatnich 10 edycji sięgnął po ten trykot.

Poprzedni artykułTour de France Femmes 2024: Zapracowana Pikulik, sukces Kool, Vollering tłumaczy pech Wiebes
Następny artykułVuelta a España 2024: Wout van Aert powalczy o etapy i klasyfikację punktową
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Jarek
Jarek

Michał też ładnie wypromował swoją osobę prowadząc (dosyć nieregularne ale zawsze…) kanał na YouTube. Do tego to jest pozytywna postać więc nie dziwię się popularności. Trzymam kciuki za kontynuację kariery!