Jered & Ashley Gruber / A.S.O.

Spośród przekazywanych podczas ubiegłorocznej edycji Wielkiej Pętli komunikatów radiowych, żaden nie zapadł w pamięć tak jak “I’m gone, I’m dead” Tadeja Pogačara podczas wspinaczki na Col de la Loze. Czy dziś ponownie któryś z liderów ogłosi kapitulację? Okazji do zadania ostatecznego ciosu rywalom nie zabraknie, ponieważ w ramach wyczekiwanego 19. etapu uczestnicy wyścigu spędzą mnóstwo czasu powyżej 2000 metrów n.p.m.

Piątkowy odcinek w liczbach to 144,6 kilometra i 4400 metry przewyższenia, rozłożone na trzy alpejskie giganty: Col de Vars (18,8 km, śr. 5,7%), Cime de la Bonette (22,9 km, śr. 6,9%) i Isola 2000 (16,1 km, śr. 7,1%). Finałowy podjazd “zasłużył” tylko na 1. kategorię, co musiało być decyzją o charakterze czysto taktycznym, podczas gdy poprzedzające go wzniesienia to wspinaczki hors categorie.

Uczestnicy Tour de France już wczoraj mogli rzucić okiem na Embrun, kiedy przejeżdżali mostem nad malowniczym zbiornikiem Serre-Ponçon, a dziś z niego wystartują. Trenażery będą w intensywnym użyciu na długo przed rozpoczęciem 19. etapu, ponieważ chociaż pierwsze 20 kilometrów wygląda na profilu relatywnie płasko, relatywizm ten ma związek z koniecznością zmieszczenia ogromnego Cime de la Bonette na tym samym przedstawieniu kartograficznym. W rzeczywistości kolarze rozpoczną piątkową rywalizację od przejazdu w górę rzeki Durance, a odcinek ten zamknie potencjalnie istotny lotny finisz w Guillestre (21,1 km).

Guillestre i dolina Queyras, w której leży, to brama do najwyższych partii Alp Kotyjskich. To samo można napisać o pierwszym kategoryzowanym podjeździe dnia, Col de Vars (18,8 km, śr. 5,7%), należącym do popularnej wśród motocyklistów Route des Grandes Alpes i prowadzącej w bezpośredniej okolicy przez Col du Galibier i Col d’Izoard. Z pierwszą z nich uczestnicy tegorocznego Touru zmierzyli się podczas 4. etapu imprezy, druga jeszcze za moment wróci.

Północna strona Col de Vars jest malownicza i nieregularna, a to drugie oznacza, że na kilku odcinkach nachylenie zdecydowanie wykracza poza sugerowaną średnią – dotyczy to przede wszystkim pierwszych 5 kilometrów podjazdu. Przejazd przez Val d’Escreins w okolicy półmetka dzieli wspinaczkę na dwie części, a miejscami utrudnia ją dość chropowata nawierzchnia. Blisko szczytu przełęczy znajduje się Refuge Napoleon i jest to o tyle ciekawe, że spośród sześciu wzniesionych pod dyktando Napoleona III schronisk (pierwotny plan zakładał osiem) przetrwały cztery, a trzy z nich znalazły się na trasie tegorocznej Wielkiej Pętli (Col du Noyer, Col de Manse, Col de Vars). Zabraknie tylko powracającej jak echo Izoard.

Po zjeździe do doliny Ubaye i krótkiej przeprawie przez położone w niej miejscowości nastąpi jeden z najbardziej wyczekiwanych aktów tej edycji wyścigu: mozolna wspinaczka na potężny Cime de la Bonette (22,9 km, śr. 6,9%), na którego szczycie kolarze osiągną wysokość 2802 metrów n.p.m. W dyskusjach na temat tego podjazdu trzeba wyjątkowo ważyć słowa, ponieważ o ile rzeczywiście jest to najwyżej położona droga we Francji, nie dotyczy to samej przełęczy (Col de la Bonette, 2715 m n.p.m.), a jedynie znacznie później wyasfaltowanej pętli wokół wierzchołka, stanowiącej też najtrudniejszy fragment ponad godzinnej wspinaczki (10,3% na ostatnim kilometrze). Spośród przełęczy sensu stricto, Col de l’Iseran jest najwyższa (2764 m n.p.m.).

25-kilometrowy, szybki zjazd zabierze peleton do Saint-Etienne, a po kolejnych 14,5 kilometrach w dolinie rozpocznie się finałowa wspinaczka do stacji narciarskiej Isola 2000 (16,1 km, śr. 7,1%), zlokalizowanej na zboczu granicznego Col de la Lombarde / Colle della Lombarda. To doskonale znany zawodowym kolarzom podjazd, ostatnie tygodnie przed tegoroczną Wielką Pętlą spędził tam Tadej Pogačar, a po stromym otwarciu środkowa sekcja jest idealnym miejscem do przeprowadzenia radykalnej selekcji.

Oto, co na temat 19. etapu 111. edycji Tour de France napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 19, 19 lipca: Embrun > Isola 2000 (145 km | 4462 m)

Na ostatni piątek przypada etap, który bezapelacyjnie wygrał nagłówki tuż po prezentacji 111. edycji Tour de France. Wszystko za sprawą potężnej dominanty, jaką jest znajdujący się w środkowej części trasy Cime de la Bonette (22,9 km, śr. 6,9%) – najwyżej położony z tegorocznych podjazdów (2802 m), ponieważ Wielka Pętla wyżej już wspiąć się nie może, choć kolejność wykonywania działań (najpierw tradycja, później matematyka) sprawia, że Souvenir Henri Desgranges przyznana tam nie będzie (Galibier).

Równie istotny jest dystans, wynoszący tylko 145 kilometrów, oraz poprzedzający Bonette Col de Vars (18,8 km, śr. 5,7%) i finałowy Col de la Lombarde do stacji Isola 2000 (16,1 km, śr. 7,1%), za sprawą których suma przewyższenia przekroczy 4400 metrów. Jeśli jednak planować zasadzkę, to tylko długa wspinaczka na wysokość 2800 metrów może przywołać echa pamiętnego “I’m gone, I’m dead” z Col de la Loze.

Pogoda

22-24 stopnie Celsjusza podczas startu w Embrun, najcieplej u podnóża finałowego podjazdu – nawet 30 stopni. Na Cime de la Bonette ok. 15 stopni Celsjusza. Na podjazdach HC wiatr boczny, na najtrudniejszych sekcjach Isola 2000 w plecy do 10 km/h, co przypomnijmy utrudnia trzymanie koła przyspieszających kolarzy. Popołudniowe burze powinny zawisnąć na włoskiej stronie Alp, ale przelotne opady mogą schłodzić uczestników wyścigu w samym finale.

Faworyci

Przed nami jeden z tych dni, na które drużyna Visma | Lease a Bike od miesięcy miała precyzyjnie rozpisany plan, a broniący tytułu Jonas Vingegaard powinien rzucić na aktualnego lidera wyścigu wszystko, co pozostało w jego arsenale. Duńczykowi nie sprzyja ani sytuacja, ani coraz wyraźniej zarysowujący się w ostatnich dniach trend, ale zgadzam się z opiniami, że w tej chwili niewiele ma do stracenia. Podjęcie większego ryzyka, nawet kosztem utraty drugiego miejsca w klasyfikacji generalnej, długofalowo wydaje się bardziej budującym drużynę i zawodnika doświadczeniem niż kurczowe ściskanie wróbla w garści. Ewentualna nagroda natomiast, nawet jeśli w tej chwili nie wydaje się prawdopodobna, może być niewspółmiernie większa.

Jednocześnie bolesne wspomnienia z Galibier i Col de la Loze płonęły wewnątrz Tadeja Pogačara (UAE Team Emirates) przez wiele miesięcy i napędzały jego działania jak mały reaktor jądrowy, bo Słoweniec nie przywykł do przegrywania wyścigów – a już na pewno nie tak definitywnie. Podejmowane przez niego decyzje mogą wydawać się instynktowne i rzadko daje on po sobie poznać, jak wysoka jest stawka, ale lider UAE Team Emirates skrupulatnie przygotowywał się na tę konkretną próbę, od zmian w sztabie szkoleniowym, przez rezygnację z wiosennych klasyków, aż po trening wysokościowy w Isola 2000 pomiędzy Giro d’Italia a Tourem. Jak na beztroskiego chłopaka uwielbiającego ścigać się na rowerze, w Pogačarze widać mnóstwo sportowej złości, czego najlepszym dowodem był “niepotrzebny” atak na Col du Noyer i psychologiczny nacisk wywierany na Vingegaarda w końcówce środowego etapu. To wszystko rzecz jasna nie gwarantuje, że 25-letni Słoweniec będzie dzisiaj górą, ponieważ w przeszłości kombinacja upałów, długich podjazdów i rywalizacji na dużej wysokości doprowadzała do jego porażek. Pewne jest jednak, że zrobił wszystko, aby tym razem stało się inaczej, a jego wiara w sukces tego projektu jest zaraźliwa.

Jeśli Remco Evenepoel (Soudal Quick-Step) poczuje dziś krew, deklaracje o patrzeniu wyłącznie za siebie i w pełni satysfakcjonującej roli trzeciego najlepszego kolarza tego Touru staną się mocno nieaktualne. Jednocześnie nie wydaje mi się, aby 24-letni Belg planował dziś aktywnie zabiegać o poprawę tego stanu rzeczy, mając przed sobą dwa lepiej odpowiadające mu odcinki. Bezcenne może okazać się wsparcie rewelacyjnie czującego się na takich wysokościach Mikela Landy.

Spośród pozostałych kolarzy czołowej dziesiątki, dobrze powinni dziś wypaść Carlos Rodriguez (INEOS Grenadiers), Giulio Ciccone (Lidl-Trek) i Santiago Buitrago (Bahrain-Victorious). Na awans może też po cichu liczyć Felix Gall (Decathlon AG2R La Mondiale).

Szanse ucieczki uzależnione będą głównie od decyzji w obozie ekipy Visma | Lease a Bike. Jeśli zdecydują się pójść dzisiaj all in i podyktować potencjalnie zabójcze dla Pogačara tempo, żaden odjazd dnia tego nie przetrzyma. Słoweniec może też sam chcieć coś udowodnić, a wówczas praca UAE Team Emirates przyniesie taki sam skutek.

Niezależnie od scenariusza, w walce o tak prestiżowy etap będzie chciało się dziś pokazać wielu kolarzy, a wymagane predyspozycje z formą łączą aktualnie Richard Carapaz (EF Education-EasyPost), Jai Hindley (Red Bull-BORA-hansgrohe), Enric Mas (Movistar), Simon Yates (Jayco AlUla), Laurens De Plus (INEOS Grenadiers), Romain Bardet (dsm-firmenich PostNL), Guillaume Martin (Cofidis) i Louis Meintjes (Intermarche-Wanty).


Wszystko o 111. Tour de France:

Poprzedni artykułCo przed nami? Przegląd polskich wyścigów pozostających do końca sezonu 2024
Następny artykułSoudal Quick-Step założy drużynę juniorską
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Jacek
Jacek

Pani Olu, tekst, jak zwykle, palce lizać. I wiedza merytoryczna, i styl, i fantazja – klasa mistrzowska. Teraz z niecierpliwością czekam na etap. Niestety w jego najważniejszych momentach czeka mnie jakieś 2,5 godziny za kierownicą… 🥴

Marcin
Marcin

Panie Jacku… Kogo to? 🙂

Jacek
Jacek

Panie Marcinie, mamy (zdaje się) wolność słowa. Mnie wolno pisać, Panu komentować moje pisanie.
Każdy ma swój styl, swoje uczucia, swoje ekspresje czy impresje. Ja mam takie, między innymi.

Myślę, że napisanie paru ciepłych słów o tym, co i jak pisze Pani Ola, może, zwłaszcza w obecnie panującej nijakości słowa pisanego, dać komuś do zrozumienia, do czego warto dążyć. Dla mnie Pani Ola pisze świetnie, to najwyższy poziom, pod wieloma względami.