fot. EF Pro Cycling

Ależ to był piękny dzień dla Richarda Carapaza. Kolarz EF Education – EasyPost po latach starań nareszcie wygrał swój upragniony etap Tour de France dzięki czemu ma w swoim dorobku zwycięstwa podczas wszystkich wielkich tourów.

Richard Carapaz w wieku 31 lat może z pewnością nazwać się kolarzem spełnionym. W ciągu swojej zawodowej kariery Ekwadorczyk został mistrzem olimpijskim, wygrał Giro d’Italia, stał na podium każdego z wielkich tourów, a w sumie odniósł aż 23 zawodowe wygrane. Przez wiele lat do pełni szczęścia brakowało mu jednak „hatticka” w trzytygodniówkach – choć miał po 3 zwycięstwa etapowe podczas Giro d’Italia i La Vuelta a España to w Tour de France cały czas szukał tej wygranej. Nigdy nie dowiemy się czy momentami nie żałował tego, że w 2020 roku oddał triumf w La Roche-sur-Foron Michałowi Kwiatkowskiemu, ale nawet gdyby Ekwadorczyk miewał takie myśli to dziś te mogą go opuścić – 31-latek dopiął swego i doczekał się także i własnego, pięknego zwycięstwa!

Richard Carapaz po wygraną sięgnął z ucieczki – najpierw w aż 48-osobowej grupie gonił 4-osobowy odjazd dnia, a następnie na najtrudniejszych podjazdach rozpoczął proces wyprzedzania kolejnych zawodników. Najdłużej z Ekwadorczykiem trzymał się Simon Yates, ale i on musiał uznać wyższość wciąż aktualnego mistrza olimpijskiego.

To był bardzo trudny etap, z wieloma atakami i ostatecznie z bardzo dużą grupą na czele. Wiedziałem, że mogę coś zrobić. Wybrałem odpowiedni moment, dobrze znałem tę wspinaczkę. Przemyślałem wszystko, zaatakowałem i mam to. To wielkie zwycięstwo, upragnione, moje pierwsze w Tour de France. By je osiągnąć trzeba być bardzo dobrym, poziom jest niezwykle wysoki. Myślę, że wszyscy, którzy mnie znają, są bardzo szczęśliwi

— krótko na mecie powiedział do kamer wyraźnie zmęczony Richard Carapaz.

Patrząc na formę Ekwadorczyka możemy się go spodziewać w akcjach zaczepnych także w kolejnych dniach. W piątek kolarze przejadą przez Col de Vars (18,9 km; 5,6%), dach wyścigu Cime de la Bonette (23,1 km; 6,8%) oraz finałowe Isola 2000 (16,1 km; 7,1%), w sobotę zaś na zawodników czeka Col de Braus (10,2 km; 6,3%), Col de Turini (20,8 km; 5,7%), Col de la Colmiane (7,5 km; 6,9%) i meta na Col de la Couillole (15,8 km; 7,3%). Górale tacy jak Richard Carapaz powinni się w takim terenie czuć jak ryba w wodzie, a kto wie, może jeszcze Ekwadorczyk powalczy nie tylko o etapowy triumf, ale i koszulkę w grochy?


Wszystko o 111. Tour de France:

Poprzedni artykułGravelowe ściganie na VeloBank VIA Dolny Śląsk
Następny artykułTour de Pologne 2024: Zaprezentowano trasę wyścigu!
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Sim
Sim

nic nie oddał, na finishu i tak nie mialby szans…