fot. Cofidis / Getty Images

Dziś zakończył się ostatni stricte sprinterski etap Tour de France 2024. To czas na podsumowania występów najlepszych sprinterów w tegorocznej edycji Wielkiej Pętli. Z polskiej perspektywy, najbardziej interesujące powinny być wyniki Bryana Coquarda – zespołowego kolegi Stanisława Aniołkowskiego.

Na początku mały spoiler – nie, to nie jest udany wyścig dla francuskiego sprintera, nawet jeśli nie wszystko idzie mu źle. Jego szefowie (i “Aniołka” przy okazji też), mają bowiem przynajmniej jeden powód do radości. Bryan Coquard jest na trzecim miejscu klasyfikacji punktowej, gdzie przegrywa wyłącznie z najlepszymi sprinterami tego wyścigu – Jasperem Philipsenem i Biniamem Girmayem. Teraz, gdy do końca nie został ani jeden sprinterski etap, wiele wskazuje na to, że podobnie jak w zeszłym roku, trochę niezauważony, zajmie miejsce na podium w klasyfikacji punktowej.

Top 10 klasyfikacji punktowej
1 Biniam Girmay Intermarché – Wanty 376
2 Jasper Philipsen Alpecin – Deceuninck 344
3 Bryan Coquard Cofidis 179
4 Anthony Turgis TotalEnergies 156
5 Arnaud De Lie Lotto Dstny 153
6 Tadej Pogačar UAE Team Emirates 136
7 Jonas Abrahamsen Uno-X Mobility 133
8 Wout van Aert Team Visma | Lease a Bike 130
9 Pascal Ackermann Israel – Premier Tech 118
10 Fernando Gaviria Movistar Team 115

 

Co ciekawe, wskoczył na nie w dniu wcale nie dedykowanym sprinterom  – w sobotę, na wygranym przez Tadeja Pogačara etapie do Saint Lary-Soulan. Francuz jest bowiem królem lotnych premii – no, prawie, bo i Girmay, i Philipsen pokonują go także pod tym względem, podobnie jak najbardziej zawzięty uciekinier tego wyścigu – Jonas Abrahamsen. Pozostali jednak muszą uznawać wyższość Francuza, który właśnie na lotnych premiach zdobył ponad ⅔ swojego całkowitego dorobku.

Punkty Bryana Coquarda na lotnych premiach poszczególnych etapów
Etap Liczba punktów
1. 4
2. 4
3. 15
4. 15
5. 9
6. 11
7. czasówka
8. 11
9. 0
10. 8
11. 9
12. 0
13. 0
14. 20
15. 0
16. 20
łącznie 126

 

Jego regularność pod tym względem jest prawdziwie imponująca. Rzadko zabiera się w odjazdy, choć akurat na 14. etapie uciekał aż do ustawionej u podnóża pierwszego z podjazdów lotnej premii. Najważniejsze jest jednak to, że gdy tylko nadarza się okazja na punkty, nie odpuszcza jej.

Na lotnej premii można zdobyć ich aż 20, ale on walczy także wtedy, gdy gra idzie o mniejszą pulę. Punkty zdobywa w końcu aż 15 kolarzy, więc gdy ucieczka jest mniejsza – on finiszuje, choćby miał zdobyć tylko 4 oczka. W efekcie przyjeżdża za Philipsenem i Girmayem, ale pozostałych sprinterów, mniej zainteresowanych zieloną koszulką, pokonuje. To dzięki temu niewiele brakuje mu do tego, by drugi Tour de France z rzędu zakończyć na podium klasyfikacji punktowej. Mimo to, nie ma wątpliwości, że notuje wyniki słabsze niż w poprzednich latach.

Już nie Monsieur Fiable?

Bryan Coquard dopiero w zeszłym roku, na trasie Santos Tour Down Under sięgnął po swoje pierwsze zwycięstwo na poziomie World Touru. Dla niektórych mogło być to zaskoczenie, ponieważ od lat, nie bez przyczyny, uchodzi za świetnego sprintera. Regularnie oglądaliśmy go bowiem na wysokich miejscach poszczególnych etapów – nierzadko w top 3. Najlepszym przykładem jest Tour de France. W czasie sześciu edycji zdołał wywalczyć aż pięć miejsc na podium, a mimo to, ani razu nie wygrał.

W zeszłym roku etapowego podium nie było, ale gwiazda Cofidisu i tak mogła być umiarkowanie zadowolona ze swoich występów. Sześć wyników w pierwszej “10”, dwa w pierwszej “5”, to wyniki które, patrząc z boku, trzeba uznać za naprawdę solidne, w sam raz na kolarza Cofidisu – zespołu, któremu daleko do worldtourowej czołówki. Owszem, mimo trzeciego miejsca w klasyfikacji punktowej, trudno było go nazwać trzecim sprinterem wyścigu, ale z całą pewnością było mu do tego miana bliżej, niż teraz.

Miejsca najlepszych sprinterów Tour de France 2024 w czołowej “10”
Lp Kolarz Zespół Zwycięstwa Top 3 Top 5 Top 10
1 Biniam Girmay Intermarché – Wanty 3 5 6 8
2 Jasper Philipsen Alpecin – Deceuninck 3 5 6 6
3 Dylan Groenewegen Team Jayco AlUla 1 1 2 4
4 Mark Cavendish Astana Qazaqstan Team 1 1 1 1
6 Wout Van Aert Team Visma | Lease a Bike 0 3 5 6
5 Pascal Ackermann Israel – Premier Tech 0 3 4 7
7 Arnaud De Lie Lotto Dstny 0 2 5 5
8 Fernando Gaviria Movistar Team 0 2 3 3
9 Alexander Kristoff Uno-X Mobility 0 2 2 4
10 Phil Bauhaus Bahrain-Victorious 0 1 2 5
11 Mads Pedersen Lidl-Trek 0 0 1 2
12 Fabio Jakobsen dsm-firmenich 0 0 1 2
13 Marijn van den Berg EF Education – EasyPost 0 0 1 2
14 Sam Bennett Decathlon AG2R La Mondiale Team 0 0 1 3
15 Bryan Coquard Cofidis 0 0 0 4
16 Ryan Gibbons Lidl-Trek 0 0 0 2
17 Arnaud Demare Arkéa – B&B Hotels 0 0 0 2
18 Soren Waerenskjold Uno-X 0 0 0 2

 

Gdy weźmiemy pod uwagę tylko sumę miejsc poszczególnych kolarzy w czołowej “10” etapów Tour de France, Bryan Coquard nie wygląda wcale najgorzej, problem zacznie się, gdy popatrzymy nieco głębiej, na zajmowane przez niego lokaty. A zapowiadało się jeszcze gorzej. Spośród pięciu pierwszych finiszów dla sprinterów, Coquard tylko raz był wśród dziesięciu najlepszych. To kiepski wynik, tym bardziej, że po drodze był, wydawać by się mogło, idealnie mu pasujący etap z metą na Colombey-les-Deux-Eglises. 

Finisz na delikatnym wzniesieniu, z paroma wcześniejszymi trudnościami – brzmi jak etap idealnie pasujący do charakterystyki Francuza. Mniej więcej tak wyglądał ten, na którym zanotował pierwsze worldtourowe zwycięstwo, poniekąd podobny był też ten wygrany przez niego w tym roku, podczas Tour de Suisse. Tymczasem teraz gdy nadarzyła się okazja, on nie potrafił jej wykorzystać. Owszem, część winy za to ponosi drużyna, która odsłoniła go na 250 metrów przed metą (to sporo nawet w całkowicie płaskim terenie), ale on nie potrafił zareagować na problemy tak, jak na doświadczonego sprintera przystało. Efekt? Zamienił się w rozprowadzającego Biniama Girmaya, a sam zajął dopiero 38. miejsce.

Szczęśliwie dla niego, przebudził się nieco w pod koniec 2. tygodnia, a dziś podtrzymał formę. Zanotował trzy kolejne miejsca w czołowej “10” z rzędu, co jest pewnym wyczynem, biorąc pod uwagę liczbę sprinterów obecnych na trasie Wielkiej Pętli. Sęk w tym, że były to kolejno miejsca: 8, 8 i w końcu 7. dziś. A to i tak miejsca lepsze od tego, które zajął na 3. etapie, gdy był 10.

Nad Coquardem, „Aniołek”?

Na trasie Wielkiej Pętli nie było kolarza, który kolekcjonowałby miejsca w drugiej połowie czołowej “10” częściej niż on, jednak raczej nie o takich osiągnięciach marzył, rozpoczynając wyścig. Na papierze miał jeden z najlepszych pociągów w stawce. Axel Zingle, Alexis Renard oraz Piet Allegaert to bardzo szybcy zawodnicy i wszyscy byli podporządkowani jemu. Niestety, nie przyniosło to pożądanych efektów

Alexis złapał gumę i nie udało mu się wrócić do peletonu. Piet wykonał świetną robotę, ale było nas tylko dwóch… – narzekał Coquard po kolejnym rozczarowującym etapie w jego wykonaniu. Tak naprawdę Francuz miał prawo być rozczarowany nie tylko tym, co wydarzyło się tamtego konkretnego dnia, gdy faktycznie pech pozbawił go jednego z pomocników.

Można było odnieść wrażenie, że jego rozprowadzający w samych końcówkach regularnie się gubili, a on w kluczowych momentach finiszów walczył sam. Da się wymienić wiele ekip, które dysponowały lepszym pociągiem, niż ten rozprowadzający jego. Dsm-firmenich, Intermarche, Lotto-Dstny, czy przede wszystkim Alpecin-Deceuninck – to naprawdę tylko niektóre z nich. Mimo wszystko, mogło być gorzej.

Nie był rozprowadzany do samego końca, ale wcześniej – nie na ostatnim kilometrze, ale 2, 3, 5 km przed metą mógł liczyć na pomoc. Łatwiej było mu więc szukać odpowiedniego koła i w ten sposób poprawiać swoją pozycję wyjściową. Stanisław Aniołkowski na podobny “luksus” nie mógł liczyć podczas Giro d’Italia, a mimo to poszło mu tam zdecydowanie lepiej, niż teraz Francuzowi. Był jednym z 5, może 7 najlepszych sprinterów tamtego wyścigu, choć płaskich etapów było tam tyle samo, a obsada, wyjątkowo, nie odstawała znacząco poziomem od tej z Tour de France. 

Owszem, brakowało Philipsena, a Girmay wycofał się po pierwszym sprinterskim etapie, ale za to byli Merlier, Milan i Kooij. To, że poziom trudności obu wyścigów był podobny, pokazują nawet wyniki Phila Bauhausa i Fernando Gavirii, którzy wystartowali w obu i ostatecznie w obu zaprezentowali podobny poziom.

Fernando Gaviria w Giro d’Italia i Tour de France 2024
Triumfy Top 3 Top 5 Top 10
Tour 0 2 3 3
Giro 0 0 0 5

 

Phil Bauhaus w Giro d’Italia i Tour de France 2024
Triumfy Top 3 Top 5 Top 10
Tour 0 2 3 3
Giro 0 0 0 5

 

Oczywiście nie da się przejechać dwóch identycznych wyścigów, nie tylko dlatego, że obaj sprinterzy do jednego i do drugiego przystępowali nieco inaczej przygotowani. Nie dziwi więc, że w ich występach występują pewne różnice – Gaviria w tegorocznym Tour de France rzadko włączał się w finisze, ale gdy to już robił, zazwyczaj kończył z podium. Bauhaus wręcz przeciwnie – nieco równiejszą formę prezentuje teraz, we Francji, ale rzadziej kończy z podium. Różnica jest jednak zdecydowanie mniejsza niż ta między występami Aniołkowskiego w Giro d’Italia, a Coquarda w Tour de France:

Występy Bryana Coquarda i Stanisława Aniołkowskiego w wielkich tourach 2024
Triumfy Top 3 Top 5 Top 10
Coquard 0 0 0 4
Aniołkowski 0 1 2 5

 

Nie ma zatem najmniejszych wątpliwości co do tego, kto w tym roku lepiej wykorzystał swoją szansę w wielkim tourze – wybór musi paść na “Aniołka”. – Marzę o tym, by wystartować w Tour de France i wygrać etap – mówił nasz rodak, gdy ogłaszano jego pozostanie w Cofidisie aż do 2027 roku. Podpisanie długoletniego kontraktu jest kolejnym sygnałem mówiącym, że drużyna w niego wierzy, więc być może jego marzenie spełni się już niebawem?

Tak, to prawda, równie mocno wierzy w zdecydowanie młodszego Milana Fretina, który także zostaje w Cofidisie do 2027 roku. Owszem, Bryan Coquard nie jest kolarzem skończonym – przypominam, że w tym roku wygrał etap Tour de Suisse, a Aniołkowski na pierwszy triumf w nowych barwach wciąż czeka. Nie skończył się również sezon, a do ustalenia celów na kolejny pozostała jeszcze daleka droga. Co do jednego nie ma jednak wątpliwości. Aniołkowski nie musi czuć się kolarzem gorszym niż Coquard i z tej perspektywy, jego występ w Tour de France wcale nie jawi się jako coś nierealnego.

 

Poprzedni artykułWłodzimierz Rezner – złotousty sobowtór Merckxa cz. 2 [wywiad]
Następny artykułTour de France 2024: Biniam Girmay zszyty, ale bez złamań – będzie kontynuował jazdę
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Marcin
Marcin

Ten atrykuł przypomina mi dywagacje o matematycznych szansach wyjścia z grupy przez reprezentacje Polski w piłce nożnej – co by było gdyby…

Adam
Adam

Fajna analiza.
Wydaje się, że Philipsen nie jest w tym roku aż tak mocny. Nadal ma genialnego ostatniego rozprowadzającego + bądźmy szczerzy nie ma kto mu wyjść z koła. Patrząc na dotychczasowy sezon to Merlier i Milan wydają się mocniejszymi sprinterami a Aniołkowski walczył z nimi momentami jak „równy z równym”.

Gosc
Gosc

Bedziemy porownywac jak Aniolkowskiego Cofidis posle na TdF. Moze byc tez tak ze pojedzie jako rozprowadzajacy