fot. ©AnderlHartmann / BORA-hansgrohe

Zarówno Primož Roglič, jak i cała ekipa Red Bull – BORA – hansgrohe dotychczas zrobiła chyba najsłabsze wrażenie spośród „wielkiej czwórki” biorącej udział w 111. edycji Tour de France. Mimo to Słoweniec w dniu przerwy nie tracił dobrego humoru i spokojnie odpowiadał, że najważniejsze jeszcze przed nami.

Primož Roglič póki co nie błyszczał podczas tegorocznego Tour de France – na 2. etapie przegapił atak Tadeja Pogačara, Jonasa Vingegaarda, Remco Evenepoela i Richarda Carapaza, później miał także problemy na Col du Galibier i nieco uratowały go zjazdy do Valloire kończące tamten etap. Podczas czasówki doświadczony Słoweniec także długo jechał po 4. miejsce, ale finalnie minimalnie wyprzedził w końcówce Jonasa Vingegaarda. Mimo to 34-latek pozostaje na 4. pozycji w klasyfikacji generalnej ze stratą 1:36 do lidera.

Nie pamiętam kiedy ostatni raz czułem się tak dobrze podczas pierwszego dnia odpoczynku w trakcie wielkiego touru. Za nami intensywny start we Włoszech, a potem Galibier i czasówka. Działo się wiele i oczywiście, że wszędzie chciałbym jeździć z przodu, ale mimo pewnych strat jestem zadowolony z tego jak mi idzie. Do ostatniego weekendu jeszcze daleko. Staram się póki co jechać z dnia na dzień, utrzymywać dobrą atmosferę i być gotowym na wszystko

— opowiadał Primož Roglič.

Rywale póki co nie dają 34-letniemu liderowi Red Bull – BORA – hansgrohe pola do popisu, ale zdaniem Słoweńca to jeszcze może się zmienić. Patrząc na to, że ten wygrał w swojej karierze aż 4 wielkie toury można być spokojnym o to, że Primož Roglič wie co robi.

Gdyby jechali jeździli trochę wolniej, dałoby mi to więcej możliwości [śmiech]. Póki co jeżdżą tak mocno i szybko, że bardzo trudno jest ich pokonać, ale poczekajmy i zobaczmy, jak się sprawy potoczą. Pierwszy tydzień właśnie dobiegł końca. Musimy wierzyć w nasze podejście – w wielkim tourze chodzi o to, aby w trzecim tygodniu mieć najmocniejsze nogi

— spokojnie podkreślał 4. kolarz klasyfikacji generalnej.

Gdzieś tę wewnętrzną równowagę Słoweńca zaburzyć mogło wycofanie się z wyścigu Aleksandra Vlasova. Primož Roglič i to zdołał jednak skwitować wypowiedzią, w której próżno szukać jakiejkolwiek nerwowości.

Faktem jest, że jego wycofanie jest dla nas wielką stratą, ale Aleksandr może nazwać siebie „szczęśliwym” po takim upadku – to naprawdę szczęśliwe zakończenie, że mimo takiego impetu uderzenia doznał on jedynie złamania kostki. Mogło być znacznie gorzej

— szukał pozytywów Primož Roglič.

W tym tygodniu Słoweniec musi być skupiony zwłaszcza na środowym, pełnym krótszych podjazdów etapie do Le Lioran, a także na niezwykle ciężkich, weekendowych odcinkach – w sobotę kolarze zakończą ściganie na Pla d’Adet, zaś w niedzielę do pokonania będzie m.in. finałowe Plateau de Beille.


Wszystko o 111. Tour de France:

Poprzedni artykułPoznaliśmy prawdopodobną przyczynę śmiertelnego wypadku André Drege
Następny artykułGiro d’Italia Women 2024: Niamh Fisher-Black najmocniejsza na trzecim etapie
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze