fot. Giro d'Italia

Tour de France rozpoczął się na dobre. Dla Tadeja Pogačara w sposób najlepszy z możliwych. Dzisiejsze straty rywali do Słoweńca sprawiły, że niektórzy już zaczęli wieszczyć, że oto znamy zwycięzcę Tour de France. Czy jednak Słoweńcowi na przeszkodzie nie stanie nawarstwiające się od startu w Giro d’Italia zmęczenie?

Na zjeździe z Galibier Tadej Pogačar po raz kolejny pokazał, że jest kolarzem kompletnym. Podjazdy, finisze z przerzedzonej grupy, jazda na czas – to wszystko już widzieliśmy w tym sezonie wielokrotnie. Tym razem pokazał również, że jest w stanie nadrobić nad rywalami bardzo dużo czasu na zjeździe, dzięki czemu pierwszy etap zakończył z 45- i 50-sekundową przewagą nad odpowiednio Remco Evenepoelem i Jonasem Vingegaardem (więcej na ten temat przeczytasz tutaj).

Logika podpowiadałaby, że wywalczony w poniedziałek czas może być już niebawem na wagę złota. Organizm Słoweńca jest bowiem obciążony bardziej niż ten jego rywali. Teoretycznie wraz z upływem kolejnych kilometrów wyścigu, on coraz mocniej będzie odczuwał zmęczenie spowodowane nie tylko trudami Wielkiej Pętli, ale też przejechanym wcześniej Giro d’Italia. Czy jednak rzeczywiście musi tak być? Najnowsza kolarska historia pokazuje, że wcale nie!

Lekcja pokory dla dominatora

O historii kolarskiego dubletu więcej pisaliśmy jeszcze przy okazji Giro d’Italia, jednak mimo to przypomnijmy – na ósmego kolarza, który w jednym roku wygra dwie największe etapówki, czekamy już rekordowo długo. Od sukcesu Marco Pantaniego minęło już 26 lat, podczas gdy wcześniej tylko raz czekaliśmy na coś podobnego dłużej niż dekadę. Coś, czego kolarze dokonywali wcześniej, wydawać by się mogło, z dziecinną łatwością, dziś zdaje się wyczynem heroicznym, ponad ludzkie siły. Czymś, czego właściwie nawet nie warto próbować. 

A jednak był jeden kolarz, który próbował tego dwukrotnie – nazywał się Alberto Contador. Po raz pierwszy próbował będąc u szczytu swojej kariery – najpierw w 2011 roku, gdy do startu przystępował będąc u szczytu swojej kariery*, a następnie w 2015, realizując wielką wizję swojego szefa Olega Tinkoffa. Niezależenie od tego, że na przestrzeni 4 lat status Hiszpana dość znacząco się zmienił, to w obu jego występach łatwo znaleźć przynajmniej dwa punkty. Pierwszy – po wygranym Giro d’Italia, w Wielkiej Pętli musiał zadowolić się 5. miejscem.  Drugi – niemal nie zdarzało mu się osuwać w klasyfikacji generalnej**, zamiast tego stopniowo piął się w niej w górę.

Za pierwszym razem przyczyna była oczywista. Szczególnie w pierwszej części wyścigu Contador możliwości utraty miejsc w “generalce” miał bardzo ograniczone, gdyż już pierwszego dnia rywalizacji wziął udział w kraksie i w efekcie stracił 1 minutę i 20 sekund, a dzień później poniósł kolejne straty w drużynowej czasówce. Po takim początku mogło być już tylko lepiej i rzeczywiście było, z tym że nie na tyle, jakby sobie wyobrażał.

Alberto Contador, a jego najwięksi rywale na najważniejszych górskich etapach Tour de France 2011*
Etap Najważniejsze podjazdy Straty do najgroźniejszych rywali
12. Col du Tourmalet, Luz Ardiden Samuel Sanchez +43, Frank Schleck +33, Ivan Basso, Cadel Evans, Andy Schleck +13, Damiano Cunego +8, Thomas Voeckler -8,
14. Col d’Agnes, Porte de Lers, Plateau de Beille Sanchez + 27, A. Schleck +2, Evans, Basso, F. Schleck, Voeckler +0, Cunego -39
16. Col de Mense Evans +3, Sanchez +0, Schleck (x2), Voeckler, Cunego – 18, Basso -51
17. Sestrieres, Cote de Pramartino Schleck (x2), Evans, Cunego, Sanchez +0, Voeckler, Basso -27
18. Col Agnel, Col d’Izoard, Col de Galibier A. Schleck +3:50, F. Schleck 1:43, Evans 1:35, Basso +1:32, Voeckler +1:29, Cunego +1:17, Sanchez -52
19. Col du Galibier. Alpe d’Huez Sanchez +9, Evans, Cunego, Schleck (x2) -34, Basso -1:43, Voeckler -2:59
“+” przed liczbą obok nazwiska danego kolarza oznacza, że zyskał on czas nad Alberto Contadorem, zaś “-”, że przyjechał do mety po nim.

 

Jak widać, Hiszpan nie był sobą od samego początku rywalizacji w górach. Na etapie z metą na Luz Ardiden stracił do najlepszego z faworytów Samuela Sancheza 43 sekundy, a spośród tych, którzy przez cały wyścig mieli z nim później walczyć w klasyfikacji generanej, gorszy od niego, o zaledwie 8 sekund, okazał się jedynie… Thomas Voeckler***. 

Później niestety nie było lepiej. Owszem, zdarzały się górskie etapy, które kończyły się statusem quo wśród faworytów, ale gdy tylko czołówka się dzieliła się na podjazdach, Contador zostawał z tyłu. Lepiej szło Hiszpanowi na zjazdach – doskonale potrafił wykorzystać tam swoje umiejętności techniczne, które na szczęście nie ulotniły się w wyniku zmęczenia, ale uzyskane w ten sposób zyski nie były duże (patrz tabelka, etap 16. i 17.).

Jednak niezależnie od tego, jak bardzo rozczarowujący byłby w jego wykonaniu ten jego występ, jedno trzeba przyznać. Na przestrzeni 21 etapów trzymał w miarę równą formę – taką w sam raz na top 5. Owszem, pod koniec wyścigu mówił: “Jestem całkowicie wyczerpany”. Owszem, najwięcej stracił na przedostatnim etapie z metą na Galibier (18.), gdzie przegrał o ponad minutę nawet z Thomasem Voecklerem, ale z drugiej strony, swój najlepszy dzień miał dzień później na Alpe d’Huez (19.). Trudno zatem stwierdzić, że jego forma podlegała tu jakiejś wyraźnej tendencji spadkowej.

*Tak, już wtedy wokół Alberto Contadora toczył się proces, w którym decydowała się kwestia jego zawieszenia za doping. Mimo to, Hiszpan startował normalnie w zawodach i dopiero później odebrano mu ostatecznie zwycięstwo w Tour de France 2010 i wszystkie wyniki z 2011.
** Zdarzyło się to tylko raz, gdy Contador spadł z 5. na 6. lokatę
*** Thomas Voeckler to kolarz, który dzięki udanej ucieczce awansował na pozycję lidera. Później z sensacyjną skutecznością stawiał czoła faworytom całego wyścigu, jednak w górach wyraźnie tracił do najlepszych.

Nieudany rewanż

Bardzo podobnie układały się jego występy cztery lata później, w 2015 roku. Contador zaczął tamten wyścig od strat – tym razem już bardziej zawinionych niż na początku edycji z 2011. Najpierw bowiem przejechał dość nieudaną czasówkę, zakończoną na 46. miejscu, później stracił czas na Mur de Huy, a później jeszcze jego Saxo Bank wyraźnie straciło czas do Team Sky na odcinku jazdy drużynowej na czas. Contador znów musiał zatem odrabiać czas do najgroźniejszych rywali, a o tym, że nie szło mu to najlepiej, dobrze świadczy poniższa tabelka.

Alberto Contador, a jego najwięksi rywale na najważniejszych górskich etapach Tour de France 2015
Etap Najważniejsze podjazdy Straty do najgroźniejszych rywali
10. Pierre de Saint Martin Froome +2:51, Quintana +1:47, Gesink +1:18, Valverde +50, Nibali – 1:34
11. Aspin, Tourmalet, Cauterets Valverde +2, Quintana, Gesink, Froome +0, Nibali -50
12. Aspet, Core, Lere, Beille Valverde +1, Quintana, Froome, Nibali +0, Gesink -57
14. Croix Neuve (Mende) Froome +19, Quintana +18, Valverde +15, Nibali – 9, Gesink -32
16. Manse Nibali +28, Quintana, Valverde, Gesink, Froome +0
17. Allos, Pra Loup Quintana, Froome +2:17, Valverde +2:10, Nibali +2:02, Gesink +1:01
19. Croix de Fer, Mollard, Sybelles Nibali +2:26, Quintana +1:42, Froome +1:12, Valverde, Gesink +0
20. Croix de Fer, Alpe d’Huez Quintana +3:12, Valverde, Froome +1:52, Gesink, Nibali +0

 

Hiszpan już pierwszego dnia po wjeździe w góry stracił blisko 3 minuty do Chrisa Froome’a, a i jego straty w stosunku do Nairo Quintany, Roberta Gesinka i Alejandro Valverde trzeba uznać za bardzo wyraźne. Zyskał jedynie nad Vincenzo Nibalim, który przyjechał na tamto Giro bez formy i dopiero w trakcie wyścigu stopniowo mijał w klasyfikacji generalnej kolejnych rywali. Na kolejnych etapach sytuacja się nie zmieniała, a Contador tracił nawet na tych etapach, na których powinien mieć przewagę ze względu na swoje umiejętności zjazdowe. W etapach z metą w Mende (15. etap) i w Gap (16.) Contador próbował atakować, ale bezskutecznie. Gdy z kolei swoje akcje inicjowali odpowiednio Quintana oraz Nibali, to on nie był w stanie za nimi podążyć i w efekcie jego straty stawały się jeszcze większe. 

Gdy kolarze uczestniczący w Tour de France znów wjechali w wielkie góry, a różnice między nimi zaczęły się robić jeszcze większe niż poprzednio, przeżywał serię głębokich kryzysów. Trzy ostatnie górskie etapy kończył z ponad dwuminutowymi stratami do reszty faworytów (a na ostatnim stracił nawet 3 minuty). Jego słabość najbardziej uwidoczniła się na 17. etapie, z metą na Pra Loup – podczas gdy Froome, Quintana, Valverde i Nibali przyjechali do mety w porównywalnym czasie, on stracił do brytyjsko-kolumbijskiego duetu 2:17. 

Solidny duet

Zdecydowanie lepiej z trudami drugiego wielkiego touru w sezonie poradzili sobie Chris Froome i Tom Dumoulin. Dwójka, która podczas Giro d’Italia 2018 stoczyła epicką rywalizację, wygraną ostatecznie przez Brytyjczyka, dwa miesiące później, podczas Tour de France znów miała bić się o zwycięstwo. To im się, o dziwo, udało. O ile Contadorowi rywale dość szybko wybijali marzenia o dublecie z głowy, to zarówno kolarz Sunwebu, jak i lider Sky, byli w stanie stawić czoła rywalom. Do zwycięstwa zabrakło – mocniejszy od nich okazał się Geraint Thomas, ale już pozostali, z Primožem Rogličem na czele, musieli już uznać ich wyższość.

Tom Dumoulin i Chris Froome na tle największych rywali podczas Tour de France 2018
Etap Najważniejsze podjazdy Strata Froome’a do najgroźniejszych rywali
11. Pre, Roselend, Rosiere Thomas +20, Dumoulin +0, Bardet, Roglic – 39 Kruijswijk – 47, Dumoulin +0 Landa – 1:27
12. Madeleine, Croix de Fer, Alpe d’Huez Thomas +4, Dumoulin +2, Bardet +1, Landa -3, Roglic -9, Kruijswijk -49
14. Croix Neuve (Mende) Roglic +8, Thomas, Dumoulin +0, Kruijswijk, Bardet -14, Landa -29
17. Payregudes, Val Lauron-d’Azet, Portet Thomas +48, Roglic, Dumoulin +43, Kruijswijk +30, Landa +0, Bardet – 1:00
19. Tourmalet, Borderes, Aubisque Roglic + 19, Thomas, Bardet, Landa, Dumoulin +0, Kruijswijk -12

 

Jak widać, Geraint Thomas od początku do końca wyścigu był najmocniejszym kolarzem tamtego wyścigu, który po wygraniu dwóch pierwszych górskich etapów, później utrzymywał przewagę, a na decydującym odcinku z metą na Col de Portet (17.) znów był najlepszym spośród faworytów. Dumoulin przejechał tamten wyścig jak maszyna – przez cały wyścig był prawdopodobnie najrówniej jeżdżącym kolarzem. Froome natomiast miał spory kryzys na 17. etapie, ale nawet wtedy stracił do Thomasa zaledwie 48 sekund.

Najtrudniejszy jest pierwszy krok

Patrząc na to, jak Froome i Contador radzili sobie z występem w Tour de France po ukończeniu Giro d’Italia jedna rzecz jest widoczna dość ewidentnie. Zmęczenie spowodowane występem w pierwszym wielkim tourze, dość znacząco utrudnia walkę w drugim. Obaj  śmiałkowie byli w chwilach swojej próby (w przypadku Contadora – prób) w kapitalnych momentach swoich karier. 

W 2010 roku Contador zwycięstwem w Tour de France ukoronował kapitalny sezon*, zaś cztery lata później, wracając po kontuzji zakończył rok pokonaniem Froome’a (który również wracał po kontuzji). Z kolei Froome w 2017 wygrał oba wielkie toury, w których startował. Później obaj w wielkim stylu wygrywali Giro d’Italia, a mimo to na Wielkiej Pętli nie potrafili podtrzymać świetnej passy. Kolarze, którzy na co dzień byli od nich zdecydowanie słabsi, nagle okazywali się nie do pokonania.

Ich przykład – w mniejszym stopniu Froome’a, w większym Contadora, mógł być dla Pogačara ostrzeżeniem. Sygnałem, że o zwycięstwo w Tour de France będzie mu szalenie trudno. – Gdy przyjechałem na Tour de France, już czułem zmęczenie. Nie miałem tej świeżości, która zwykle towarzyszy mi w pierwszych tygodniach tego wyścigu wspominał Froome podczas niedawnej wizyty w Warszawie. Podobnych słów Contadora nie udało mi się znaleźć, ale za niego przemawiały nogi, które nie podawały od początku do końca wyścigu. Tak, udział Giro potrafi sprawić, że do Tour de France kolarz – nawet najlepszy na świecie, przystępuje nieprzygotowany.

Tyle że Tour de France już się rozpoczął, a Tadej Pogačar już od pierwszych etapów, w przeciwieństwie do swoich poprzedników, nie zdradza oznak nieprzygotowania. Zamiast tego, już na pierwszym górskim etapie wywalczył sobie sporą przewagę nad rywalami i już teraz plasuje się na pole position. Być może będzie jak Tom Dumoulin – jedyny spośród wspomnianej trójki, po którym w trakcie Wielkiej Pętli właściwie ani przez moment nie było widać przejechanego wcześniej Giro d’Italia. Zaprezentował się tak, jak miał to w zwyczaju podczas wielkich tourów. A dziś, gdy Geraint Thomas raz za razem pokazuje, jak dobrze potrafi jeździć w wyścigach trzytygodniowych, tamten sukces musi smakować jeszcze lepie, niż wtedy.

Wyścig wciąż jeszcze się nie skończył!

Tadej Pogačar wykonał więc najtrudniejsze zadanie, przystępując to Tour de France w formie, która umożliwia mu walkę o zwycięstwo. Jednak ci, którzy już teraz przyznają mu zwycięstwo, mają wyjątkowo krótką pamięć. W ciągu ostatniej dekady widzieliśmy już tyle spektakularnych remontad (by przypomnieć Nibalego i Froome’a z Giro d’Italia 2016 i 2018), że 50 sekund nad Vingegaardem i 45 nad Evenepoelem po czterech etapach nie wydaje się wcale przewagą nie do stracenia.

Rywale nie muszą liczyć na to, że Pogačar w końcu zacznie odczuwać skutki Giro d’Italia. Wystarczy im, że zacznie odczuwać na własnej skórze specyfikę kolarstwa i… swoją specyfikę jako kolarza. Jego ostatnie występy w Tour de France to przecież jedno wielkie pasmo odrabiania strat nie do odrobienia i ponoszenia strat nie do poniesienia. W 2020 roku wygrał Tour de France, choć przed czasówką na 20. etapie Primož Roglič – król czasówek, miał nad nim 57 sekund przewagi. Dwa lata później sam po pierwszych górskich etapach wygrywał z Vingegaardem o 39 sekund i wydawało się, że ma wyścig pod kontrolą, aż przyszedł Col du Granon. Tam Pogačar nie tylko stracił do swojego wielkiego rywala blisko 3 minuty, ale przyjechał do mety m.in. za Davidem Gaudu.

Tych wielkich zrywów i koszmarnych porażek było w przypadku Słoweńca zdecydowanie więcej, ale chyba nie ma sensu ich wymieniać, skoro większość z Was ma je świeżo w pamięci. Pogačar to geniusz, ale geniusz ludzki – taki, któremu regularnie przytrafiają się chwile słabości. Także wtedy, kiedy akurat nie jedzie Giro d’Italia.

Poprzedni artykułMark Cavendish po pobiciu rekordu: „W Tour de France trzeba postawić wszystko na jedną kartę”
Następny artykułTour de France 2024: Mads Pedersen nie doznał złamań w kraksie na finiszu
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
15 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Jose Jimenez
Jose Jimenez

98 był raczej 26 lat temu;)

Fans
Fans

Jak na razie Pogi robi KOMy podczas wieloetapowego wyścigu, więc to mówi że nie jedzie na 100% i ma jeszcze rezerwy. Szkoda że kiedyś straci te zwycięstwa i legenda zniknie jak wielu tego typu

Adam
Adam

Fajnie, że wśród wymienione plejady gwiazd nie zabraklo Gaudu. 😀

Czy wróci podcast na Spotify?

Pozdrawiam

Gres
Gres

Należy pamiętać, że w tym roku Giro wygrał nie jadąc na 100 %, bo brakowało rywali w bardzo dobrej formie i nie musiał.

Michał
Michał

Dodatkowo dochodzą klasyki, w których Pogacar jechał. Rok temu zaczął również rywalizację wcześnie, a potem jeszcze kraksa. Mnie nawet bardziej interesuje, jak na tę przerwę po kontuzji zareaguje Jonas

Grzesiek
Grzesiek

Podejrzenia o jazdę na soku będą się pojawiać, ale ten facet ma coś czego nie da się zapodać. Ma niesamowitą technikę, czyta świetnie wyścig i jest mega eksplozywny. To trzeba po prostu mieć.

ŁukaszB
ŁukaszB

@Grzesiek on ma jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. Jak nikt inny cieszy się jazdą na rowerze.

Goat
Goat

Moim zdaniem jedynym, który mógłby mu zagrozić jest Dunczyk. A ten jedzie po kontuzji i bez Kussa. Jedyna jego szansa to czasówki. No chyba że Tadej się podpali i zrobi coś głupiego.

k2sram
k2sram

W fizyce i biologii nie ma cudów 😉 Czy to możliwe żeby biegacz na poziomie maraton życiówka 2:10 mógł nawet po roku pobiec poniżej 2 h i w dodatku bez okazania zmęczenia. Kolarstwo to stan umysłu, dla wielu to religia, a ta jak wiemy jest w kontrze do nauki 😀

Jakub Jarosz
Editor
Jakub Jarosz
Reply to  k2sram

Tylko Tadej to kolarz, który 2-krotnie wygrał Tour de France i dwukrotnie był drugi, więc nie robi nagle czegoś niespodziewanego. Jedynym większym znakiem zapytania jest to jak jego ciało zachowa się pod koniec drugiego wielkiego touru w jednym sezonie – tego jeszcze nigdy w swojej karierze nie robił.

ulrich
ulrich

Takie cuda tylko naszprycoani po korek pantani i indurain
okazuje sie że pojawił sie następca,,,
vive le tur.