Poza sprinterami poszkodowanymi w kraksie na ostatnich metrach, chyba każdy na finiszu w Saint Vulbas cieszył się z końcowego rozstrzygnięcia. Mark Cavendish odniósł 35. zwycięstwo etapowe Tour de France i został tym samym samotnym rekordzistą w liczbie pojedynczych skalpów.
W ubiegłym roku Mark Cavendish ze łzami w oczach opuszczał Tour de France wewnątrz wyścigowej karetki. Dzień wcześniej otarł się o zwycięstwo, jednak szans na triumf i zapisanie się w historii jako samodzielny rekordzista w liczbie etapowych zwycięstw pozbawił go defekt na finałowej prostej.
Po tamtych perypetiach, kolarz Astana Qazaqstan Team zdecydował się kontynuować karierę i dać sobie jeszcze jedną szansę na odniesienie 35. triumfu. Początki Brytyjczyka w tegorocznym Tour de France nie wyglądały optymistycznie, ale dziś pokazał, że wciąż potrafi zafiniszować na najwyższym, światowym poziomie. Wyskakując z koła Pascala Ackermanna, Cavendish znalazł się na pierwszej pozycji i utrzymał prowadzenie aż do końca.
– Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Astana zaryzykowała w tym roku, by postawić na Tour de France. Liczyliśmy przynajmniej na jedno zwycięstwo etapowe. To pokazuje, że Alex Vinokurov wie, czym jest Tour de France. Trzeba postawić wszystko na jedną kartę. Wiedzieliśmy dokładnie, co zrobić – wszystko było przygotowane pod ten finisz
– mówił w powyścigowym wywiadzie Mark Cavendish, któremu najpierw przerwał Biniam Girmay, a następnie Alexandre Vinokurov, cieszący się z sukcesu swojego kolegi i podopiecznego.
– Widzicie, ile to znaczy. Dzięki tej wygranej nie będziemy na szczycie rankingu UCI, ale Tour de France jest większy od samego kolarstwa
– dodał po przerwie na wyściskanie szefa Astana Qazaqstan Team.
Obrazki, które oglądaliśmy na pierwszym etapie wyścigu, nie wskazywały na to, że Mark Cavendish będzie konkurencyjny w tegorocznym Tour de France. Jak sam przyznał – wszystko leży w głowie.
– W Tour de France zazwyczaj potrzebuję trochę czasu, by dojść do najlepszej dyspozycji, ale wiem, jak działa mój organizm. Nie lubię mieć słabszych dni, ale wiem, że one są w głowie – trzeba je przetrwać. Nie rozegraliśmy tego tak, jak chcieliśmy, ale chłopaki improwizowali i dowieźli mnie na najlepszej pozycji. Kiedy nie jesteś fizycznie w takiej formie, jak inni, warto jest użyć głowy
– powiedział.
W Saint Vulbas ze zwycięstwa Marka Cavendisha cieszył się prawie cały peleton. Kolarze raz po raz podjeżdżali do niego z gratulacjami, a wielu z nich komplementowało go w swoich medialnych wypowiedziach.
– Oglądałem go w telewizji zanim zostałem kolarzem. Bardzo go szanuję, jest wielkim mistrzem
– mówił Wout van Aert.
Jedna z historii przewodnich tegorocznego Tour de France została już napisana. Teraz czekamy na jej kontynuację – do końca wyścigu pozostało przecież jeszcze kilka sprinterskich etapów. Bez względu na to, jak się rozstrzygną, nikt nie odbierze Markowi Cavendishowi rekordu i 35 zwycięstw!










Najważniejsze zdarzenie tego tour dr france właśnie miało miejsce. Wspaniały dzień, co za legendarny zawodnik.
Dobrze że wygrał już teraz, oszczędził nerwów sobie i kibicom
Dali mu wygrać