Już jutro etap z Piacenzy do Turynu zainauguruje sprinterskie zmagania podczas tegorocznej edycji Tour de France. Podobnie jak rok temu, tak i teraz zdecydowanym faworytem tego typu odcinków będzie Jasper Philipsen. Tym razem jednak nie musiałoby tak być, gdyby nie nieobecność Tima Merliera i Jonathana Milana.
Do niedawna chyba nikt nie miał większych wątpliwości, że Jasper Philipsen jest najlepszym sprinterem na świecie. To, w jaki sposób zdominował płaskie etapy ubiegłorocznego Tour de France było imponujące – nawet mimo kontrowersji na kilku finiszach. Regularność, z którą zbierał kolejne skalpy sprawiała, że w pewnym momencie można było się zastanawiać, czy nie zbliży się do wyników Charlesa Pelissiera, Eddy’ego Merckxa i Freddy’ego Maertensa, którzy potrafili wygrać osiem etapów podczas jednej edycji wyścigu.
Niestety dla Belga, mniej udany ostatni tydzień: zakończone sukcesem odjazdy i sensacyjnie przegrany finisz z Jordim Meeusem na Polach Elizejskich sprawiły, że ostatecznie musiał zadowolić się połową tego dorobku. Cztery wygrane etapy i tak plasowały go wśród najlepszych. W XXI wieku wśród sprinterów taki dorobek byli w stanie osiągać wyłącznie Mark Cavendish, Marcel Kittel, Andre Greipel i mający dopingowe epizody Alessandro Petacchi. Później wcale nie spuścił z tonu. Kolejne sukcesy sprawiły, że na koniec roku mógł pochwalić się 19 zawodowymi zwycięstwami – więcej niż ktokolwiek od 8 lat.
Czy tegoroczna pierwsza część sezonu jest w jego wykonaniu słabsza? Odpowiedź “tak” byłaby sporym nadużyciem. Wprawdzie w zeszłym roku przed rozpoczęciem Tour de France mógł się pochwalić 6 zwycięstwami, a w tym “zaledwie” czterema, ale przecież tym razem wśród triumfów znalazł się monument – Mediolan-San Remo. Sęk jednak w tym, że są sprinterzy, którzy w ostatnich miesiącach wypadali od niego być może jeszcze lepiej.
Różne doświadczenia, podobne doświadczenie
Osiem przejechanych etapów i jedno zwycięstwo – tak, to łączny dorobek Jonathana Milana i Tima Merliera w Tour de France. Ten pierwszy nie zdążył jeszcze nawet zadebiutować w Wielkiej Pętli, a drugi wystartował tylko raz – w 2021 roku. To była bardzo krótka historia. Pierwszy płaski etap – pierwsze zwycięstwo. Pierwszy górski etap – wycofanie z wyścigu.
O ile w przypadku Milana brak występów w największym wyścigu świata nie jest niczym niecodziennym – ma tylko 23 lata, a przed sobą całe sezony startów, to tak mizerne doświadczenie 31-letniego Merliera jest już czymś niecodziennym. Wynika to z drogi, jaką obrał Belg, który na początku swojej kariery skupiał się na wyścigach przełajowych i dopiero po przerwie pandemicznej, w drugiej części 2020 roku zaczął się pojawiać regularnie na trasach worldtourowych wyścigów.
Nie ma również szczęścia do drużyn. W Alpecin-Fenix od 2021 roku był w cieniu… Jaspera Philipsena, z którym dzielił rolę lidera w trakcie wspomnianego Tour de France. Od momentu transferu do Soudal-Quick Step w rozwinięciu skrzydeł przeszkadza mu natomiast fakt, że w zespole jest Remco Evenepoel. Belg jest bowiem złotym dzieckiem kolarstwa i odkąd tylko pojawił się w peletonie, to jego obecność na liście startowej wielkiego touru ZAWSZE (nawet w Giro 2021) oznacza brak sprintera. A że tych było zazwyczaj dwóch, to już samo wywalczenie przez nich miejsca w składzie na Giro, Tour i Vueltę bywa dla nich sporym wyzwaniem. Sam Merlier przekonał się o tym najlepiej – pod względem zwycięstw zaliczył sezon życia, a i tak ani razu nie pojawił się na trasie trzytygodniowego wyścigu.
Dwa potwory
Jeśli jednak w 2023 Merlier był kapitalnym sprinterem, to w tym jest po prostu potworem. Zeszłoroczny wynik – 11 zwycięstw przecież brzmi kapitalnie. Tyle że on ma ich teraz, na półmetku… aż 12. Jak być może ktoś z was zdążył zauważyć, jest to aż dwa razy więcej niż rok temu na tym samym etapie sezonu miał Philipsen, choć akurat ten fakt można uznać jedynie za ciekawostkę. Po prostu Merlier miał już w tym roku wiele okazji do wygrywania, ponieważ jest w tym roku jest jednym z najbardziej pracowitych kolarzy na świecie. Na liczniku uzbierał 52 dni*, o 12 mniej niż najlepszy pod tym względem Patrick Gamper.
To oczywiście nie zmienia jednak faktu, że sama liczba robi kolosalne wrażenie, tym bardziej, że Merlier nie wykręcał tych liczb na “wyścigach dookoła komina”. O świetnej sprinterskiej obsadzie Giro d’Italia i UAE Tour mówiliśmy i pisaliśmy wiele, a Merlier w obu zanotował po 3 etapowe zwycięstwa. Poza tym, każdy z pozostałych wygranych przez niego wyścigów, z Baloise Belgium Tour na czele, również nie mógł narzekać na brak najszybszych zawodników na świecie.
Być może jednak jeszcze większe wrażenie zrobił 23-letni Milan. Kapitalny był już w pierwszej części sezonu, gdy błyszczał w klasykach i wygrywał etapy Tirreno-Adriatico, pokonując na finiszu Tima Merliera i Jaspera Philipsena, ale prawdziwą eksplozję talentu pokazał w Giro d’Italia. Rok temu, mimo fatalnej obsady, wygrał tam tylko jeden etap (i sięgnął po cyklamenową koszulkę), a i tak jego wynik uznano za bardzo pozytywną niespodziankę. W tym roku było jeszcze lepiej. Wygrywał trzykrotnie i już samo to jest świetnym wynikiem. Tyle że jeszcze bardziej imponowała regularność. Każdy z ośmiu etapów sprinterskich zakończył w czołowej “5”, a tylko jeden poza podium. I to mimo tego, że generalny poziom, jeśli chodzi o najlepszych sprinterów w stawce był porównywalny do Tour de France, a rywala do zwycięstw miał godnego, bo był nim wspominany Tim Merlier.
*to więcej, niż w całym ubiegłym sezonie zdążył uzbierać Tadej Pogacar. Dla porównania, w tym roku Słoweniec – jedyny kolarz, który w tym roku wygrywał częściej niż Merlier, ma na razie w dorobku tylko 31 dni wyścigowych – o 21 mniej niż Belg.
Lepsi od Philipsena?
Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że łatwiej jest sięgać po kolejne zwycięstwa, gdy nie trzeba mierzyć się z najlepszym sprinterem na świecie, z tym, że zarówno Merlier, jak i Milan mieli już w tym sezonie tę przyjemność. I wcale nie jest tak, że za każdym razem kończyli zmagania na tarczy – wręcz przeciwnie. Obaj potrafili walczyć z 26-letnią gwiazdą sprintu na równych zasadach – ba, obaj byli od niej nawet pod pewnymi względami lepsi. Zresztą, spójrzcie sami na poniższe tabelki:
Jasper Philipsen vs. Tim Merlier
| Wyścig | Miejsca Philipsena | Miejsca Merliera |
| Mistrzostwa Belgii | 2 | 6 |
| 5. etap Baloise Belgium Tour | 2 | 1 |
| 4. etap Baloise Belgium Tour | 3 | 108 |
| 3. etap Baloise Belgium Tour | 1 | 4 |
| 2. etap Baloise Belgium Tour | 2 | 1 |
| Scheldeprijs | 2 | 1 |
| Gandawa-Wevelgem | 4 | 8 |
| Classic Brugge-De Panne | 1 | 2 |
| Danilith Nokere Koerse | 3 | 1 |
| 7. etap Tirreno-Adriatico | 4 | DNF |
| 4. etap Tirreno-Adriatico | 2 | 155 |
| 2. etap Tirreno-Adriatico | 1 | 2 |
| Wynik | 8 | 4 |
| Liczba zwycięstw | 3 | 4 |
Jasper Philipsen vs. Jonathan Milan
| Wyścig | Miejsca Philipsena | Miejsca Milana |
| Gandawa-Wevelgem | 4 | 5 |
| 7. etap Tirreno-Adriatico | 4 | 1 |
| 4. etap Tirreno-Adriatico | 2 | 1 |
| 3. etap Tirreno-Adriatico | 101 | 2 |
| 2. etap Tirreno-Adriatico | 1 | 9 |
| Wynik | 2 | 3 |
| Liczba zwycięstw | 1 | 2 |
Powyższe tabelki pokazują listę bezpośrednich pojedynków Jaspera Philipsena zarówno z Timem Merlierem, jak i Jonathanem Milanem. Rzecz jasna nie ma na tam wszystkich dni wyścigowych, które spędzili wspólnie obaj kolarze. Tabelki obejmują wyłącznie sprinterskie pojedynki, zatem wypada z nich zarówno podium Milana w czasówce na trasie Tirreno-Adriatico jak i zwycięstwo Philipsena z 12-osobowej grupy podczas Mediolan-San Remo, w której brakowało rasowych sprinterów.
Po zsumowaniu tych wszystkich wyników wychodzi, że gdy Philipsen spotyka się z którymś z wymienionych rywali to… właśnie on ma większy problem z wygrywaniem, niż oni. Owszem, jest od Merliera zdecydowanie bardziej regularny – zdecydowanie częściej udaje mu się w ogóle wziąć udział w końcowym sprincie, zdecydowanie częściej zajmuje miejsca w ścisłej czołówce, ale jeśli chodzi o liczbę zwycięstw, to na razie Belg jest od niego lepszy.
Podobnie jest z Milanem, choć prawda jest taka, że tu próbka jest niestety zdecydowanie mniejsza. Panowie spotkali się tylko na finiszach Tirreno-Adriatico i Gandawa-Wevelgem. I o ile w Belgii mocniejszy był Philipsen, to w “Wyścigu Dwóch Mórz” Milan pokonał go w stosunku 3:1. Sumując wszystkie pięć wspólnych finiszów tej dwójki, młody Włoch był zarówno tym, który częściej sięgał na koniec po zwycięstwo do swojego palmares, jak i po prostu dojeżdżał do mety wyżej.
Status quo
Czy to wszystko może martwić Jaspera Philipsena w kontekście Tour de France? Oczywiście nie, ponieważ, tak, jak wspomniałem na wstępie, ani Milan, ani Merlier na starcie Tour de France się nie pojawili. Pierwszy z nich, raczej słusznie uznał, że łączenie występów w większości najważniejszych wiosennych klasyków i Giro d’Italia z Tour de France mogłoby się okazać ponad jego siły. Drugi – oczywiście nie miał szans rywalizować o miejsce w Evenepoelem.
Obu w starciu z Jasperem Philipsenem pewnie chętnie byśmy znów zobaczyli, jednak to, że tak się nie stanie, nie wpłynie zapewne na jego status najlepszego sprintera na świecie. Merlier i Milan zdecydowanie inaczej niż on zaplanowali swoje starty na ten sezon. Wybierali inne cele niż i to sprawiło, że musiały istnieć różnice między tym, jak planowali budowanie swojej formy, choć ciężko powiedzieć, że wygrywali z Philipsenem głównie dlatego, że ten w momentach pojedynków mógł sobie pozwolić na dyspozycję daleką od optymalnej. Wręcz przeciwnie. Milan pokonywał Belga wówczas, gdy ten był w przededniu wygranej “Primavery”, zaś Merlier zrobił to niespełna dwa tygodnie temu.
Jednak niezależnie od tego jakie były przyczyny zwycięstw tej dwójki nad Philipsenem, w ocenie sezonu kolarza bardziej niż powtarzalność, liczą się wielkie zwycięstwa. Trzy triumfy Tima Merliera w kosmicznie obsadzonym przez sprinterów UAE Tour, mało któremu kibicowi kolarstwa zapadnie w pamięć choć w połowie tak mocno, jak zwycięstwo Jaspera Philipsena w Mediolan-San Remo czy potencjalne wygrane w Tour de France. Jeśli Belg w tym roku znów wygra większość sprinterskich etapów tegorocznej Wielkiej Pętli, za chwilę niemal nikt nie będzie pamiętał o tym, że na finiszach nie musiał się mierzyć z przynajmniej dwoma równie mocnymi zawodnikami. Tym bardziej, że pomimo nieobecności dwóch panów na „M”, będzie miał z kim walczyć o zwycięstwa.
Wszystko o 111. Tour de France:
- Trasa wyścigu
- Lista startowa
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Najnowsze artykuły









