Foto: Soudal - Quick Step / Getty Images

Dziś hiszpański wielki tour pożycza drogi, które każdego roku stanowią scenografię ekscytującego finałowego odcinka Volta a Catalunya, co na papierze obiecywało pierwszą końcówkę dla puncheurów. W okolicach Barcelony nie przestaje jednak padać, a niektórymi odcinkami trasy dosłownie płyną rzeki, dlatego kilka godzin przed rozpoczęciem 2. etapu nie ma jasności, jak uczestnicy wyścigu dotrą z Mataró do stolicy Katalonii.

Pierwotny plan na niedzielę zakładał start w należącym do pasa wybrzeża ciągnącego się na zachód od Barcelony Mataró, pętlę prowadzącą przez wzgórza okalające miasto od północy, z podjazdami pod Coll de Sant Bartomeu (6,6 km, śr. 4,5%), Coll d’Estenalles (12,1 km, śr. 3,9 %), i emocjonujący finał w Parku Montjuïc, w dużej mierze powielający przebieg rundy znanej z decydującego etapu Volta a Catalunya.

Końcówka ta została wykorzystana, kiedy Vuelta a España odwiedzała Barcelonę po raz ostatni w 2012 roku, a jej centralnym punktem jest mocno wchodząca w nogi wspinaczka pod Alto del Castell de Montjuïc (900 m, śr. 9,4%), którą od mety dzieli 3,6 kilometra. Na odcinek ten składa się 2-kilometrowy, szybki zjazd i ostatnie 1,6 kilometra trasy, na których szosa wznosi się w kierunku mety (średnio ok. 3,7%). Podczas wspomnianego etapu sprzed 11 lat, po licznych atakach, w okolicy szczytu finałowego podjazdu od grupy liderów oderwali się Joaquim Rodriguez i Philippe Gilbert, a Belg pokonał jadącego w koszulce lidera Katalończyka w dwójkowym sprincie.

Już teraz wiadomo, że po intensywnych nocnych deszczach, ulicami opadającymi w kierunku morza płyną rzeki, szczególnie w okolicach startowego Mataró, a prognozy na dalszą część dnia nie są optymistyczne: deszcz najprawdopodobniej nie ustanie do późnego popołudnia. Po kolosalnej wpadce, jaką była decyzja o zaplanowaniu drużynowej jazdy na czas na tak późną godzinę, nastroje w peletonie hiszpańskiego wielkiego touru nie są najlepsze, a organizatorzy nie mogą sobie pozwolić na dalsze igranie z bezpieczeństwem kolarzy. Jest więc możliwe, że zneutralizowana zostanie część niedzielnego etapu, lub zmieniony zostanie jego przebieg (szczególnie na odcinku pomiędzy Mataró a Barceloną), ale niespełna 3 godziny przed planowanym startem informacje na ten temat nie zostały jeszcze przekazane do mediów.

Oto, co na temat 2. etapu 78. edycji Vuelta a España napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 2, 27 sierpnia: Mataró > Barcelona (181,8 km)

Drugiego dnia peleton Vuelty pozostanie w Katalonii, a więc regionie, który w ostatnich latach regularnie pomijany był podczas planowania trasy wyścigu.

Nawiązań do kolarskich wydarzeń regularnie rozgrywających się na tamtejszych szosach jednak nie zabraknie. Niedzielny etap, liczący 181,8 kilometra i 2754 metry przewyższenia, prowadzi z Mataró do Barcelony, gdzie kolarze przejadą część rundy znanej z wiosennego Volta a Catalunya – łącznie ze wzgórzem Montjuïc.

W ramach tego odcinka pokonane zostaną pierwsze górskie premie tegorocznej edycji imprezy: Coll de Sant Bartomeu (6,6 km, śr. 4,5%), Coll d’Estenalles (12,1 km, śr. 3,9 %) i Alto del Castell de Montjuïc (900 m, śr. 9,4%). Szczyt ostatniego wzniesienia oddalony jest od linii mety (również zlokalizowanej na krótkim podjeździe) o 3,6 kilometra.

Pogoda

Temperatura do 20 stopni Celsjusza, intensywne opady deszczu i burze do ok. 17.00.

Faworyci

Choć kolarstwo znacząco zmieniło się od czasu, kiedy na Alto del Castell de Montjuïc skutecznie atakowali Rodriguez i Gilbert, zawodnicy o zbliżonej do nich charakterystyce cały czas pozostają faworytami do odniesienia zwycięstwa w niedzielnym odcinku (jeśli nie zostanie on drastycznie zmieniony lub okrojony).

Pierwszy na myśl przychodzi oczywiście Primoz Roglic (Jumbo-Visma), który znajduje się obecnie w wybornej dyspozycji i musi wykorzystywać odpowiadające mu sztywne i krótkie podjazdy, by nie tylko odrabiać wczesne straty do rywali, ale też umacniać swoją pozycję w hierarchii własnej drużyny. W scenariuszu zakładającym liczne ataki na finałowym podjeździe, prominentne role mogą odegrać również Remco Evenepoel (Soudal-Quick Step), Juan Ayuso (UAE Team Emirates), Oier Lazkano (Movistar), Romain Grégoire (Groupama-FDJ), Romain Bardet, Oscar Onley (dsm-firmenich), Hugo Page (Intermarche-Circus-Wanty), Samuele Battistella (Astana Qazaqstan), Sylvain Moniquet, Lennert van Eetvelt (Lotto Dstny), Filippo Zana (Jayco AlUla) czy Omar Fraile (INEOS Grenadiers).

Trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym kluczowa część rywalizacji w Parku Montjuïc nie wyeliminuje klasycznych sprinterów, ale senne tempo wymusić mogą trudne warunki na trasie. Odrzucając jednak taką ewentualność, ciągle można stawiać, że w rozgrywkę z najmocniejszymi puncheurami włączy się kilku z nich – przede wszystkim Marijn van der Berg (EF Education-EasyPost), który powinien być w stanie przetrwać większość ataków, poza tymi absolutnie atomowymi. Ivan Garcia Cortina (Movistar), Bryan Coquard (Cofidis) i Matevz Govekar (Bahrain Victorious) to inni zawodnicy w tym typie.

 

Vuelta a España 2023:

Poprzedni artykułGeraint Thomas: „Mam nadzieję, że organizatorzy mnie wysłuchają”
Następny artykułTour of Scandinavia 2023: Cecilie Uttrup Ludwig walczy do końca i zgarnia etap
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze