Autorem największej póki co niespodzianki w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026 został Ryan Gal. Holender wygrał jazdę indywidualną na czas w kategorii orlików, choć przed startem nie był uznawany za jednego z jej głównych faworytów. 21-latek sam nie potrafił uwierzyć w to, co osiągnął.
Gdy ruszał jako 27. od końca, nie pojechała za nim nawet kamera telewizyjna. Ryan Gal był na papierze jednym z wielu uczestników Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026, choć wywalczony w tym roku tytuł mistrza Holandii w jeździe indywidualnej na czas w kategorii do lat 23 sprawiał, że gdzieś mówiło się o 21-latku w kontekście wykręcenia dobrego czasu. Zawodnik ścigający się na co dzień dla rodzimej drużyny Metec – SOLARWATT p/b Mantel otworzył nieźle – 5. lokata na 1. pomiarze sprawiała, że zaczęto na niego bardziej zwracać uwagę, choć ten miał 11 sekund straty do faworyzowanego Hiszpana Héctora Álvareza. Następna kontrola wyników miała miejsce już za półmetkiem, a tam Ryan Gal przesunął się na 4. pozycję i nawet nieco odrobił, co sprawiło, że pojawiła się perspektywa na medal. Na niespełna 6 kilometrów przed metą Holender już prowadził, a na niej jego przewaga jeszcze tylko wzrosła. 21-latek widząc co się dzieje tylko łapał się za głowę, a gdy przyszło mu udzielić wywiadu, nie był w stanie w pierwszej chwili zebrać słów.
Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Nie wiem, co się stało. Na początku byłem po prostu zadowolony, że dostałem powołanie do reprezentacji. Niestety, zachorowałem w okresie poprzedzającym Mistrzostwa Świata, więc to był wyścig z czasem, żeby w ogóle wrócić do formy. Gdy zatem dotarłem do mety po prostu cieszyłem się, że udało mi się przejechać jazdę indywidualną na czas tak, jak sobie to wyobrażałem. Było jeszcze lepiej, gdy zobaczyłem, jak wyglądają międzyczasy. To było naprawdę niesamowite. Wiedziałem, że wykręcane przeze mnie liczby są dobre. Czułem się też dobrze i w końcowej fazie jazdy indywidualnej na czas byłem w stanie naprawdę mocno przycisnąć. Wiedziałem, że pojechałem dobrą jazdę indywidualną na czas, ale nie miałem pojęcia, że to wystarczy na złoto. Największą różnicę zrobiłem na ostatnim małym podjeździe. Na ostatnich kilometrach wciąż miałem z czego dokładać. Po prostu dałem z siebie wszystko
— mówił na gorąco Ryan Gal.
Kamery złapały jak Holender, który na gorącym krześle spędził niemal 40 minut, w pewnym momencie do kogoś zadzwonił. Jak się okazało było to połączenie z jego mamą, która wspiera go w jego kolarskiej drodze, która nieraz była dość wyboista – Ryan Gal kategorię juniora spędził w kuźni talentów Gepla-Watersley R+D Road Cycling Team (2022-23), później trafił do Development Team Picnic PostNL (2024-25), ale nie otworzyło mu to drzwi do UCI World Touru, przez co w tym sezonie ten reprezentuje barwy Metec – SOLARWATT p/b Mantel. Teraz jednak się to zmieni – holenderskie media donoszą, że po mistrza świata zgłosiło się już Alpecin-Premier Tech.
Dzwoniłem do mamy. Jest dla mnie ogromnym wsparciem, pomaga mi w trudnych momentach, choć gdy dzwoniłem to nie wiedziałem jeszcze, że zostanę mistrzem świata. Nadal nie mogę w to uwierzyć
— opowiadał Ryan Gal.
Nie tylko Holender najprawdopodobniej trafi pod skrzydła braci Roodhooft. Felicity Wilson-Haffenden, a zatem mistrzyni świata do lat 23 w jeździe indywidualnej na czas, ma bowiem zasilić Fenix-Premier Tech, z którym związała się 2-letnim kontraktem.
Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026:
- Zapowiedź całego czempionatu
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas elity kobiet
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas elity mężczyzn
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas orlików
- Skład reprezentacji Polski
- Klasyfikacja medalowa
- Wszystkie artykuły









