Remco Evenepoel będzie jednym z liderów Red Bull-BORA-hansgrohe na tegoroczną edycję Tour de France (od 4 lipca). Belg przygotowywał się do tej imprezy z dala od rytmu wyścigowego, więc trudno prognozować w jakiej jest formie, ale on sam uważa, że dopiero teraz znalazł właściwą równowagę i jest gotowy na „Wielką Pętlę”.
Belgijski kolarz emanuje pewnością siebie oraz spokojem, co w obliczu zbliżającego się Tour de France jest dobrym znakiem. Oczywiście wszystko rozstrzygnie się na trasie, gdzie Evenepoel na pewno nie będzie miał łatwej przeprawy – nie tylko z rywalami z innych zespołów, ale też w walce o pozycję głównego lidera w niemieckiej formacji (jest przecież jeszcze Florian Lipowitz). Jak to się zakończy? Tego nie wiemy, ale Belg opowiedział o swoich odczuciach w rozmowie ze Sporzą.
Mogę przygotowywać się na treningach, niekoniecznie potrzebuję wyścigów, by być gotowym. Tym razem będę odpowiednio zregenerowany i w równowadze. Do kwestii redukcji wagi podeszliśmy mądrze. Masa ciała spadła, ale generowana moc pozostała na tym samym poziomie. Treningi przebiegły bez zakłóceń. Tym razem udało mi się zrealizować cały plan, nawet w ekstremalnym upale. Jestem bardzo zadowolony z poczynionych postępów. Na starcie stanę z zupełnie innym nastawieniem
– zapewnia Remco Evenepoel.
Czy rzeczywiście jest tak dobrze, jak opowiada Belg? Już niedługo będziemy mogli się o tym przekonać, ponieważ Tour de France startuje 4 lipca. Czy belgijskiego zawodnika zobaczymy na końcowym podium? Na pewno jest kilku zawodników, którzy mogą mu zagrozić w realizacji tego celu, ale przy dobrej formie i odrobinie szczęścia, stać go na walkę o najwyższe trofea.










Znowu będzie płacz … 😂
Remas, byle to nastawienie przed pozostało w trakcie touru. Może na zwycięstwo szansy nie masz 😉, ale powalczyć o pudło jesteś w stanie.
To nie jest tylko „odchudzony Remco”.
Z dostępnych informacji wynika, że jego obóz przygotował kompletny reset podejścia, którego nie chcieli ujawniać przed TdF.
Długie bloki treningowe, kontrolowana redukcja masy bez utraty mocy, obciążenia, żeby podnieć próg zmęczenia, które w poprzednich latach kończyło się kryzysem w górach…no i nie ma niczego do stracenia.
Nie jest faworytem, nie ma presji nawet w swoim teamie…moim zdaniem, może być sensacją.
Remuś pierwsza czasówka jest twoja. Albo i niekoniecznie.
Dajesz Remas, niech to „Anty rigcz” płacze przez najbliższe lata w komentarzach (jak do dziś robi po Kigali) a nie Ty :).
Przegra z Lipowitzem, nie mówiąc o Tadeju i Jonasie… Znowu będzie płacz że rower zły…
Walka idzie o wygraną, jak to ktoś ostatnio napisał, „wśród ludzi” a nie z przekoksowanymi terminatorami. A tutaj pudło (czyli tak naprawdę „moralne” zwycięstwo) jest jak najbardziej w zasięgu, choć konkurencja jest spora (ale nie sądzę, żeby przereklamowany Lipowic się w nią włączył).