Jeśli ktoś miałby wytłumaczyć zdefiniować takie uczucie jak déjà vu, to z pewnością idealną osobą do tego byłaby Malwina Mul. Kolarka Cofidis Women Team kończy tegoroczne Mistrzostwa Polski z dokładnie identycznym bilansem jak przed rokiem, tj. srebrem na czas wśród orliczek, złotem w tej kategorii w wyścigu ze startu wspólnego, a także 4. lokatą w elicie w tym drugim.
Po jeździe indywidualnej na czas, w której Malwina Mul drugi rok z rzędu wywalczyła srebrny medal wśród orliczek, miałem okazję zamienić z 22-latką kilka słów, a wśród tematów były i plany na wyścig ze startu wspólnego. Kolarka Cofidis Women Team z jednej strony wydawała się być dobrze przygotowana do obrony tytułu wśród pań do lat 23, z drugiej było też jednak czuć, że 4. lokata w elicie sprzed roku jest czymś, co ta chciałaby poprawić i sięgnąć po swój pierwszy w życiu krążek w „głównej” kategorii wiekowej. Cóż, czas pokazał, że w tym roku było na to jeszcze odrobinę za wcześnie, a Malwina Mul kończy tegoroczne Mistrzostwa Polski z uczuciem déjà vu po dokładnie takich samych wynikach, jak rok temu. Jak to smakuje?
Szczerze? Dobrze, jest dobrze. Troszkę nie wiedziałam czego się spodziewać po tym wyścigu ze startu wspólnego. W tamtym roku miałyśmy naprawdę ciężką trasę, więc paradoksalnie było trochę łatwiej po prostu pojechać swoje, ale w tym roku wcale nie było lżej – Dominika nas po prostu ugotowała. Starałam się walczyć do samego końca, dogoniłam Martę i Agę, ale dużo mnie to kosztowało. Praktycznie przez cały dojazd do mety czułam, że będzie ciężko. Przyjechałam z naszej grupki trzecia, więc w elicie jestem ponownie czwarta… Szkoda trochę, bo wiadomo, że każdy by chciał walczyć o medal, ale nie byłam w stanie wyciągnąć z tego wyścigu więcej. Nie było w moich nogach tego czegoś, więc cieszę się z tego wyniku. Uważam, że dałam z siebie więcej niż mogłam [śmiech]
— obszernie odpowiedziała Malwina Mul.
Analizując przebieg wyścigu od końca musiałem zapytać jak wyglądała współpraca w trójce jadącej za plecami Dominiki Włodarczyk. Kolarce Cofidis Women Team na ostatnich przeszło 20 kilometrach towarzyszyły Marta Lach (Team SD Worx – Protime) i Agnieszka Skalniak-Sójka (CANYON//SRAM). Grupa ta przejechała bowiem ostatni fragment trasy razem, jakby czekając na finisz. Czy faktycznie tak było?
Nie było żadnych prób ataku w naszej grupie, jechałyśmy po prostu po zmianach. Czułam, że Marta jest bardzo mocna, bo moim zdaniem dawała najmocniejsze zmiany. A ja? Nie czułam dobrych nóg, miałam wrażenie, że jak tylko zaatakuję, to poprawią mi i tyle z tego będzie – miałam pewność, że nie zostanę odpuszczona. Trochę liczyłam, że uda mi się wejść z pierwszej pozycji w ostatni zakręt, bo to było najważniejsze na finiszu, ale niestety to się nie powiodło, a tak jak pokonałyśmy ten wiraż, tak wjechałyśmy na metę. To było na dzisiaj wszystko, co mogłam pokazać na tej trasie
— kontynuowała 4. w elicie, ale złota wśród orliczek Malwina Mul.
Wiemy zatem jak wyglądała końcówka, ale warto też było pomówić o tym, co do niej doprowadziło. Początek wyścigu kobiet był bowiem bardzo spokojny, a pierwsza godzina została przejechana ze średnią niewiele przekraczającą 33 km/h. Czy nie pojawiały się zatem w głowie pozbawionej klubowych koleżanek w stawce tego wyścigu Malwiny Mul myśli o tym, że może to się wszystko skończy finiszem z dużej grupy, w którym szanse na sukces byłyby zapewne mniejsze?
Wiedziałam, że w stawce są takie dziewczyny, które ten wyścig po prostu rozbiją w drobny mak. Liczyłam, że Dominika będzie trochę szaleć, ale koniec końców tak poszalała, że mnie też odczepiła [śmiech]. A tak na poważnie – możemy mówić o przestoju czy odpuszczeniu pierwszej ucieczki gdy mamy 100 kilometrów do mety, bo wiadomo było, że wszystko jest jeszcze pod kontrolą i nadal wiele się może wydarzyć. Na szczęście potwierdziło się to, a później zgodnie z przewidywaniami zaczęły się ataki i można było walczyć na całego
— mówiła kolarka Cofidis Women Team, która sama również należała do grona zawodniczek rozkręcających ten wyścig na dobre.
Szczególnie na ostatniej rundzie, gdy dziewczyny zaczęły mi odjeżdżać – najpierw pojechała Dominika, a potem Marta i Aga, stwierdziłam, że muszę coś zrobić i odskoczyłam z grupy, w której jechałam, próbując gonić tą, która formowała się z przodu. Gdy jednak zaczął się podjazd, to widziałam tylko z przodu jak Dominika poprawia. W mojej głowie było takie „o nie”, ale szłam va banque pod górę, dojechałam do Agi i Marty, a co było później to już wiadomo. Także tak – atakowałam na przestrzeni wyścigu, ale głównie były to jednak odpowiedzi na ataki moich konkurentek
— opowiadała Malwina Mul.
Powtórzenie zeszłorocznych wyników nie musi jednocześnie oznaczać, że w karierze 22-letniej wychowanki KLKS Azalii Brzóza Królewska mamy stagnację – jest bowiem wręcz przeciwnie. Po wynikach czy jeździe wciąż młodej zawodniczki, która ostatniej zimy przeszła z MAT Atom Deweloper Wrocław do Cofidis Women Team, widać, że ta cały czas się rozwija, a jej kariera zmierza w dobrym kierunku. Czy i sama zainteresowana odczuwa swój progres?
Oj jest, jest ten progres. Myślę, że rok temu taki wyścig byłby dużo trudniejszy dla mnie, nie wiem czy dałabym radę to wszystko przetrzymać. W tym roku jest zdecydowanie lepiej, co więcej mogę powiedzieć? [śmiech]
— mówiła nasza najlepsza orliczka, którą postanowiłem zatem dopytać jak ta odnajduje się we francuskim zespole. Czy wyjazd na zachód wymagał nauki języka francuskiego? Jak przebiegała aklimatyzacja w nowych warunkach?
W zespole mówimy po angielsku, także nie jest źle. Staff mamy co prawda cały francuski i oni między sobą mówią po francusku, ale z nami rozmawiają po angielsku, także nie mam żadnych problemów, nikt nie ciśnie tematu języka
— jasno odpowiedziała Malwina Mul.
Po czasówce 22-latka zapytana o to, czego jej życzyć odpowiadała, że siły i chłodu na sobotę. Postanowiłem zatem ponowić pytanie o życzenia, tym razem jednak w kontekście kolejnych tygodni, miesięcy i lat w wykonaniu naszej najlepszej orliczki w tegorocznych Mistrzostwach Polski.
Teraz przyda mi się trochę odpoczynku, a czego życzyć na potem? Chyba po prostu sukcesów [śmiech]. Fajnie by było pokazać się, bo czuję, że noga jest dobra i chciałabym to wykorzystać. Za to trzymajcie kciuki
— mówiła Malwina Mul, która na koniec otrzymała przestrzeń dla osób, bez których nie byłoby tego kolejnego w karierze sukcesu.
Komu bym chciała podziękować? Wszystkim [śmiech]. Kurczę, to by musiała być taka długa lista… [tu padło, że w sumie to mamy czas – przyp. red.] To tak – dziękuję rodzicom, drużynie, ekipie, która jest tutaj ze mną na mistrzostwach z Dorianem na czele, który był takim głównym dyrektorem-mechanikiem. Hmm… No wszystkim, przyjaciołom, rodzinie… Ciężko wymienić wszystkich z imienia i nazwiska, by nikogo nie pominąć, ale mam nadzieję, że te osoby wiedzą, o kim teraz myślę
— zakończyła Malwina Mul.

W Lubawie wywiad ze złotą medalistką przeprowadził Jakub Jarosz.
Wszystko o Mistrzostwach Polski w kolarstwie szosowym 2026:
- Ogólna zapowiedź całego czempionatu
- Relacja z wyścigu ze startu wspólnego elity kobiet i orliczek
- Wszystkie artykuły




![Sowiogórski Tour 2026: Relacja tekstowa z 2. dnia rywalizacji [na żywo]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2026/08/Peleton-kobiet-1-e1786650646349-218x150.jpeg)




