fot. VeloBank Ślęża Tour Dolny Śląsk / Dominik Stuchlik

Przez niebo, do piekła, by znów wrócić do nieba – tegoroczny VeloBank Ślęża Tour Dolny Śląsk jest dla Mikołaja Legiecia prawdziwym rollercoasterem emocjonalnym. 18-letni Polak najpierw triumfował wraz z kolegami w drużynowej jeździe na czas, by dzień później stracić koszulkę lidera. Dziś zawodnik Cannibal B Victorious ustrzelił wraz z klubowym kolegą dublet na etapie z metą w Strzelinie i powrócił do walki o klasyfikację generalną polskiego wyścigu UCI.

Za nami 3. etap VeloBank Ślęża Tour Dolny Śląsk. Po czwartkowym zwycięstwie kolarzy Cannibal B Victorious w drużynowej jeździe na czas i piątkowej porażce, bo tak trzeba nazwać odpuszczenie ucieczki i utratę koszulki lidera z przeszło 3-minutową stratą do Adama Drozdowskiego, dziś faworyzowana formacja ponownie pokazała kto tu rządzi. Na mecie w Strzelinie wspólnie zwycięstwo celebrować mogli Mikołaj Legieć i Matas Kubilius, a dublet kolarzy Cannibal B Victorious był o tyle cenniejszy, że pozwolił obu powrócić do czołowej „10” klasyfikacji generalnej. Jakie to było uczucie dla polskiego zwycięzcy by sięgnąć po triumf na ulicach Strzelina?

Bardzo się cieszę, że się udało, bo chcieliśmy dziś odrobić straty po wczorajszym nieudanym etapie dla nas. Myślę, że osiągnęliśmy swoje, odrobiliśmy część strat, zostało nam około minuty do nadrobienia. Jutro też jest dzień, start rano, wszyscy będą zmęczeni, więc myślę, że wszystko jest jeszcze możliwe i będziemy o to walczyć

— zaczął Mikołaj Legieć.

18-letni Polak, prawdopodobnie najszybszy z naszych juniorów, był w sobotę faworytem etapu pod kątem finiszu z dużej grupy. Ten jednak nie czekał na takowy, a ruszył do przodu. Czy to wynikało z chęci odrobienia strat i planu taktycznego, czy też jednak była to po prostu reakcja na wydarzenia na trasie?

Tak, taki mieliśmy plan. Z początku chcieliśmy pokazać na tym etapie, że nie mamy zamiaru dziś pracować. Dużo ekip po prostu jechało, poszła ucieczka, nikt nie miał zamiaru jej gonić, co było po naszej myśli. Potem, kiedy przyszedł cięższy odcinek, trudniejsze drogi, trochę wiatru, chcieliśmy napsuć trochę krwi chłopakom z Copernicusa i myślę, że to nam się udało. Musieli gonić, pracować jeden za drugim, a gdy ktoś puścił to odjechał najpierw mój kolega, a potem zrobiłem to i ja. Dzisiaj nasza taktyka była lepsza niż mojego trenera i dyrektora sportowego Błażeja Janiaczyka. Jutro ostatni dzień, na razie jest 1:1, choć to oni są nieco na prowadzeniu, to jeszcze wszystko można zmienić

— kontynuował Mikołaj Legieć.

Zaczepki w stronę UKS Copernicus Toruń CCC nie są przypadkowe, albowiem 18-latek od 2025 roku jest także reprezentantem właśnie toruńskiej formacji, w barwach której zostawał rok temu m.in. wicemistrzem Polski w jeździe indywidualnej na czas. Mamy tu zatem do czynienia z pewnym wewnętrznym pojedynkiem, w którym tym razem Mikołaj Legieć utarł nosa swoim kolegom z polskiego zespołu. Sukces ten był zresztą bardzo okazały, albowiem na rynek w Strzelinie zawodnicy Cannibal B Victorious wjechali we dwóch. Jak wyglądało ustalanie kto ma sięgnąć po zwycięstwo?

Kolega jest pierwszorocznym juniorem i dał mi wygrać, bo jesteśmy w Polsce, jest tu ze mną cała moja rodzina, więc gdzieś taki jest zwyczaj, ale i tak bardzo mu dziękuję, bo pracował dzielnie, jest mega mocny. To on był pierwszy w ucieczce, ja do niego doskoczyłem, bardzo fajnie było móc tak to wykończyć. Dzisiejsza trasa nam odpowiadała, była w takim belgijskim stylu, pogoda też nie była najlepsza, na co trochę liczyliśmy, bo zawsze wtedy jest ciekawiej, więc teraz zobaczymy co będzie jutro

— opowiadał zwycięzca 3. etapu VeloBank Ślęża Tour Dolny Śląsk.

fot. VeloBank Ślęża Tour Dolny Śląsk / Dominik Stuchlik

Dzisiejszy etap zakończył się happy endem dla Mikołaja Legiecia, ale nasz czołowy junior nie zawsze mógł być pewny swojego sukcesu. W radiu wyścigu niejednokrotnie pojawiał się komunikat o defekcie 18-latka, zatem postanowiłem go dopytać co tam się działo z jego rowerem.

W momencie, w którym dosłownie dojechałem do ucieczki, wjechałem w dziurę i moje siodełko poszło na dół. Wezwałem auto, powiedziałem, że chcę zmienić rower, zrobiłem to, a gdy naprawiono mój podstawowy, to zmieniliśmy ponownie, stąd ta informacja o dwóch defektach. Chłopaki w odjeździe czekali na mnie, więc nie było tam żadnej nerwówki ani nic

— jasno zdradzał Mikołaj Legieć.

18-latek z czasem mógł być już pewny, że stoczy dziś bój o etapowy triumf, albowiem odjazd bardzo długo utrzymywał około 2 minut przewagi i jasnym stało się, że peleton nie zdoła odrobić tej straty. Początkowo czołówka była nieco większa, z czasem jednak odpadł Šimon Lazur (Rexonix Kovo Praha), a kolarze Cannibal B Victorious stanęli przed zadaniem pokonania w pojedynku dwóch na jednego Juliusa Tange (Team IMPROV-Giant Store-CEC). Co ciekawe Mikołaj Legieć nie czekał na finisz, tylko zdecydował się na ataki już na kilka kilometrów przed metą.

Plan był taki, że jeden z nas skoczy i zobaczymy. Chcieliśmy wygrać, ale zależało nam też na czasie, a Duńczyk pod koniec już nieco mniej pracował. Skoczyłem ja 2 razy, on mnie gonił, wtedy Matas poprawił, odjechał, ja do niego dołączyłem, wjechaliśmy na metę we dwójkę, zawsze dzięki temu będziemy mieli lepsze zdjęcia i wspomnienia [śmiech]. A tak poważnie to Duńczyk też był bardzo mocny, zgodnie z nami współpracował, ale że był troszkę wyżej ode mnie w generalce, bo traciłem do niego około 10 sekund, to trzeba było spróbować to nadrobić i myślę, że to nam się udało

— powiedział Mikołaj Legieć.

Wciąż czekamy na oficjalne wyniki, ale zanosi się, że do ostatniego etapu poprowadzonego na rundach wokół Sobótki, 18-latek przystąpi ze stratą minuty i 5 sekund do prowadzącego w wyścigu Adama Drozdowskiego. Czy te pętle dają szansę na to, iż zawodnik Cannibal B Victorious odrobi straty do swojego konkurenta i sięgnie po zwycięstwo w klasyfikacji generalnej? Czy runda jest wystarczająco trudna, by podzielić stawkę?

Ta runda jest taka. Może i nie wygląda, ale wiele na niej można zdziałać. Znam ją bardzo dobrze, pamiętam jak dzisiaj, jak jako drugoroczny żak wygrywałem tam na solo po odjeździe, więc myślę, że będzie dobrze. Trzymajmy się tego i zobaczymy co wyjdzie

— z dużą pewnością siebie zakończył Mikołaj Legieć.

Już jutro ostatni etap rywalizacji w ramach 32. edycji VeloBank Ślęża Tour Dolny Śląsk. Start niedzielnego odcinka zaplanowano bardzo wcześnie, bo na 9:30, a zawodnicy będą mieli do pokonania 94 kilometry na rundach wokół Sobótki. Transmisja wideo na żywo z całego przebiegu zmagań dostępna będzie za pośrednictwem platformy Youtube na kanale WenaSportLive.


Wszystko o VeloBank Ślęża Tour Dolny Śląsk 2026:
Poprzedni artykułErlend Blikra ścigał się na trasie Giro d’Italia 2026 z kilkoma złamaniami
Następny artykułBo jak nie my, to kto? – zapowiedź Giro d’Italia Next Gen 2026
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze