Foto: LaPresse / Milano-Torino

Tom Pidcock (Pinarello-Q36.5 Pro Cycling Team) przyznał niedawno, że chciałby zakończyć swoją karierę po igrzyskach olimpijskich w 2036 roku. Wielkimi krokami zbliża się jednak ważny cel na sezon 2026 – Tour de France. Brytyjczyk stanie na starcie bez większej presji i oczekiwań, co ma się przełożyć na dobry wynik.

Brytyjski kolarz celuje w zdobycie kolejnych trzech medali olimpijskich (do tej pory zdobył 2 złote medale w kolarstwie górskim – 2020 i 2024), a do tego wspominał niedawno, iż chciałby zostać mistrzem świata w kolarstwie szosowym (jest już mistrzem świata w kolarstwie górskim i przełajowym). W sferze jego marzeń pozostają również takie cele, jak: zdobycie tytułu mistrza świata w kolarstwie gravelowym i wygranie monumentu. Oczywiście ewentualny sukces w wielkim tourze również przyjąłby z wielką radością, ale nie jest to dla niego priorytet. W sezonie 2025 Pidcock uplasował się na 3. pozycji w hiszpańskiej Vuelcie, co rozbudziło apetyty wśród jego kibiców. Teraz kolarz Pinarello-Q36.5 Pro Cycling Team przygotowuje się do występu w Tour de France 2026, ale wystartuje tam bez presji, o czym opowiedział w podcaście Frodeno Going Mental.

Tour jest bardzo intensywny. Uwaga mediów, presja i liczne pytania… Czujesz się dobrze, a potem możesz być bezwartościowy. Możesz też czuć się naprawdę źle, a ludzie będą się zastanawiać, czy jesteś jednym z faworytów tego dnia. Kiedy coś idzie nie tak, jest okropnie. Nie jest to wtedy przyjemne miejsce, ale Tour pozostaje największym wyścigiem kolarskim na świecie. To też najfajniejszy wyścig, jaki istnieje. To wyścig, przy którym dorastałem. Kiedy idzie dobrze, nie ma lepszego miejsca, by pokazać się z jak najlepszej strony. W tym roku jadę na Tour bez oczekiwań. Chcę się ścigać i dobrze bawić. Reszta przyjdzie naturalnie. Jeśli nie będę myśleć: chcę wygrać etap, stanąć na podium, skończyć w pierwszej piątce, itd., to nie ma nic, w czym mógłbym zawieść. Muszę się dobrze bawić, żeby móc się pokazać. Nie jestem osobą, która potrafi osiągać wyniki, kierując się gniewem. Utrzymanie koncentracji przez trzy tygodnie nie jest łatwym zadaniem. Zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja. Potrzebuję ciągłych bodźców. Z tego względu zeszłoroczna Vuelta była dla mnie tak ważna. Być może na papierze nie było to moje największe osiągnięcie, ale fakt, że przez trzy tygodnie mogłem jeździć w tak wysokim skupieniu sprawia, że jest to ogromne osiągnięcie

– uważa Tom Pidcock.

Jak na razie brytyjski zawodnik sięgnął po jedno zwycięstwo etapowe na trasie Tour de France. Miało to miejsce w 2022 roku. Czy w tym sezonie Pidcock poprawi swój dorobek? Czy powalczy o wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej? Jak widzimy Brytyjczyk nie nakłada na siebie dużej presji, więc wszystkiego dowiemy się dopiero w lipcu. Na razie musimy uzbroić się w cierpliwość.

Poprzedni artykułMatej Mohorič: „Giro było niemal bajką. Mamy nadzieję, że na Tourze również odniesiemy sukces”
Następny artykułTour Auvergne – Rhône-Alpes 2026: Visma | Lease a Bike wygrywa jazdę na czas
Mateusz Gruszeczka
Pasjonat biegania i podróżowania. Ulubiony kierunek? Czarnogóra. Miłośnik wszelkich wyścigów - również tych mniejszych i nieco mniej znanych. W wolnej chwili copywriter.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Ricky
Ricky

Gdyby tylko to było takie proste… to wszyscy by jeździli bez wielkich oczekiwań 😉