Na najniższym stopniu podium podczas 123. edycji Paryż-Roubaix stanął Jasper Stuyven. Dla 33-letniego Belga, obecnie kolarza Soudal Quick-Step, to było dopiero 2. w karierze top3 monumentu, a pierwszy taki sukces w wyścigu poprowadzonym po brukach. Nie może zatem dziwić, że ten nie krył na mecie swojej radości.
Dyskusje przy okazji 123. edycji Paryż-Roubaix zostały całkowicie zdominowane przez największe nazwiska – przez wszystkie możliwe przypadki odmieniano przede wszystkim Mathieu van der Poela i Tadeja Pogačara, aczkolwiek sporo czasu antenowego i przestrzeni medialnej otrzymywali też Wout van Aert i Mads Pedersen. Reszta stawki, co naturalne, znalazła się nieco w cieniu gwiazd, aczkolwiek podczas niedzielnego wyścigu zawodnicy ci po prostu robili swoje. Z grona tych, o których nie mówiło się tak głośno, najlepiej z trasą Piekła Północy poradził sobie Jasper Stuyven – kolarz Soudal Quick-Step w finale odskoczył nieco od grupy jadącej za plecami Wouta van Aerta i Tadeja Pogačara, co dało mu drugie podium monumentu w karierze.
Przez długi czas czułem, że za moment padnę, na każdym odcinku walczyłem o życie, ale w końcu udało mi się przez to przebrnąć i zauważyć, że nie tylko ja tak się czuję. Kiedy Wout zaatakował Orchies, miałem dosyć wszystkiego, a potem to była już kwestia przetrwania. Ja znalazłem się w grupie, gdzie najmocniej ciągnął Mathieu van der Poel, aczkolwiek każdy z nas w niej obecny dawał z siebie wszystko i cały czas nie traciliśmy wiele. Cichym bohaterem dnia był Christophe Laporte, który perfekcyjnie rozbijał nam pogoń. Wielkie brawa dla niego. To, jak potrafił delikatnie wybijać nas z rytmu z pewnością miało wpływ na to, dlaczego nie udało nam się odrobić strat. Nie robił tego w irytujący sposób, ale dokładnie tak, jak postępowałby każdy z nas. Gdy tylko po zmianach wychodziło, że znajdował się na czele, odpuszczał, a to powodowało rozpadanie się pogoni. Koniec końców zwycięstwo nam odjechało, ale wykorzystałem właściwy moment i ruszyłem. Choć bałem się, że zostanę wyprzedzony, dowiozłem podium, a to coś bardzo miłego. 3. miejsce, w porównaniu z 4. czy 5., to duża różnica. To świetna wiadomość dla mnie osobiście i dobra dla naszego zespołu
— mówił po wyścigu Jasper Stuyven przed kamerą Sporzy.
Nie jest to rzecz jasna największy sukces w karierze 33-letniego Belga, który w swoim dorobku ma 9 zawodowych zwycięstw, w tym triumfy w Mediolan-San Remo, Omloop Het Nieuwsblad czy Kuurne-Bruksela-Kuurne. Bez wątpienia jest to jednak wynik, który smakuje szczególnie, gdy spojrzymy na fakt, że kolarz Soudal Quick-Step przejechał w swojej karierze aż 32 monumenty, podczas których aż 11-krotnie plasował się na miejscach 4-10. Do podium zatem wielokrotnie brakowało mu naprawdę niewiele, a teraz to, drugie w karierze, jest pięknym dowodem na to, że nigdy nie warto się poddawać. Dla belgijskiej ekipy tymczasem to pierwsze podium Paryż-Roubaix od 2019 roku i zwycięstwa Philippe’a Gilberta – aż ciężko w to uwierzyć, że tak utytułowana formacja zaliczyła aż 7-letnią przerwę od obecności w najlepszej trójce Piekła Północy.









