Foto: Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team

Tom Pidcock (Pinarello–Q36.5 Pro Cycling Team) nie krył zadowolenia po zwycięstwie na trasie Mediolan-Turyn. Brytyjczyk wyczekał na odpowiedni moment i wyprowadził na ostatnim kilometrze atak, który przyniósł 2. zwycięstwo w sezonie 2026.

Debiutujący we włoskim wyścigu Brytyjczyk przyznaje, że choć zwycięstwo potwierdziło jego dobrą dyspozycję, nie uważa się za kandydata do triumfu w sobotnim Mediolan-San Remo.

To zwycięstwo pokazało, że jestem w dobrej formie, ale w zeszłym roku także w takiej byłem, ale rozbiłem się u podnóża Cipressy. Na pewno nie jestem w gronie głównych faworytów do zwycięstwa w sobotę

— mówił krótko o swoich szansach w sobotnim wyścigu 26-latek, wspominając,  że jego szanse rok temu przekreśliła kraksa na słynnym podjeździe, przez którą został za plecami rywali i nie mógł włączyć się do walki o najwyższe cele. Mimo wysokiej dyspozycji dnia Pidcock przyznał, że przez cały dzień ciężko mu się jechało.

To był dziwny dzień. Czułem się niemal tak, jakby to był pierwszy wyścig w sezonie. Przy takim tempie wyścigu i wszystkich przyspieszeniach przez cały dzień, czułem się trochę ciężko na nogach. Na szczęście pod koniec znalazłem dość siły i udało mi się wyprowadzić atak

— przyznał brytyjski kolarz, który potwierdził, że nie planował długiej akcji podczas wyścigu i plan jego dyrektorów sportowych zakładał wyczekanie na odpowiedni moment.

Primož Roglić zaatakował naprawdę mocno, ale wiedziałem, że to długi dystans do mety. Nie chciałem nawet przez moment zostać z tyłu, dlatego reagowałem na bieżąco, czekając na swój moment, który nadszedł 600 metrów przed metą. Taki był nasz plan, który udało się nam wykonać

— zakończył Tom Pidcock.

Poprzedni artykułJonathan Milan nie wystartuje w Mediolan-San Remo 2026
Następny artykułTour de Taiwan 2026: Etap dla Lucasa Carstensena, wyścig dla Matysa Grisela
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze