Kiedy Bas Tietema zakładał swój zespół, wielu traktowało to jako marketingową ciekawostkę napędzaną zasięgami w mediach społecznościowych. Jednak w 2026 roku nikt już się nie śmieje. Zespół Unibet Rose Rockets, obecnie zarejestrowany na francuskiej licencji, wyrasta na jednego z najpoważniejszych graczy drugiej dywizji. Dzięki potężnemu wsparciu finansowemu i transferowym hitom, ekipa Tietemy nie tylko marzy o Tour de France, ale realnie zbroi się, by rzucić wyzwanie gigantom WorldTouru.
Zimą w zespole doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi. Do ekipy dołączyło aż 15 nowych zawodników, w tym takie postacie jak Wout Poels czy Victor Lafay. Jednak to nie tylko nazwiska na liście startowej mają świadczyć o sile „Rakiet”, ale profesjonalizacja zaplecza technicznego.
Zrobiliśmy gigantyczny krok naprzód. Dołączyliśmy nie tylko wielu kolarzy, ale też mnóstwo osób do pionu technicznego. To, co udało nam się wypracować w ostatnich tygodniach i sposób, w jaki ewoluowaliśmy jako organizacja, daje mi ogromny spokój i pewność siebie przed startem nowego sezonu
Największym magnesem dla kibiców i mediów jest postać Dylana Groenewegena. Holenderski sprinter, mający na koncie 77 zawodowych zwycięstw, ma odzyskać blask pod okiem Marcela Kittela, jednej z legend tej specjalności. Niemiec objął funkcję doradcy technicznego, co dla samego założyciela zespołu jest sytuacją niemal nierealną.
Dla mnie to wciąż brzmi surrealistycznie. Współpracuję z kimś, kto w przeszłości dominował w sprintach na Tour de France, a teraz opiekuje się głównym sprinterem mojej własnej drużyny. Musimy wycisnąć z tego układu absolutne maksimum. Dylan ma za sobą trudniejszy rok w barwach Jayco-AlUla, ale z wiedzą Kittela i pełnym zaangażowaniem kolegów z rozprowadzenia, wierzę, że nasz pociąg odniesie sukces
Zmiana licencji na francuską to strategiczny ruch, który ma ułatwić zespołowi otrzymanie zaproszenia na Tour de France 2026. Choć konkurencja wśród ekip ProTeam jest ogromna, Tietema podkreśla, że sam fakt brania ich pod uwagę przy przyznawaniu dzikich kart jest już ogromnym sukcesem projektu.
Od pierwszego dnia powtarzaliśmy, że Tour de France to nasz ostateczny cel. To punkt, w który celujemy od samego początku istnienia projektu. Uważam jednak, że sam fakt, iż wymienia się nas dziś w gronie kandydatów do otrzymania zaproszenia, jest dla nas gigantycznym komplementem. Nawet jeśli w tym roku go nie dostaniemy, w naszym kalendarzu wciąż jest mnóstwo prestiżowych startów, w tym kluczowe klasyki wiosenne
Bas Tietema, mimo wizerunku showmana, twardo stąpa po ziemi w kwestiach finansowych i regulaminowych. Dobrze wie, że w nowoczesnym kolarstwie o przetrwaniu i prestiżu decydują punkty zdobywane w rankingach.
Trudno oceniać sezon wyłącznie przez pryzmat emocji. Na co patrzeć? Na liczbę zwycięstw czy może na to, jak zaprezentowaliśmy się w najważniejszych momentach? Dla mnie punkty UCI są najbardziej obiektywnym miernikiem progresu. W poprzednich latach regularnie podwajaliśmy nasz dorobek punktowy. Jeśli w 2026 roku uda nam się utrzymać to tempo wzrostu, będę mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że za nami genialny sezon









