Michael Matthews z Team Jayco AlUla, wraca do dyspozycji po walce o swoje zdrowie. W czerwcu 2025 roku, podczas obozu w Livigno przed Tour de France, zator płucny postawił karierę Australijczyka pod znakiem zapytania. „Nie wiedziałem, czy umrę tej nocy, czy przeżyję. Lekarze powiedzieli, że jeszcze dwa dni treningu i bym nie przeżył” – wspomina w szczerym wywiadzie dla CyclingNews. Przedłużenie kontraktu do 2027 dało mu „drugą młodość”, a Mediolan-San Remo to jego cel numer jeden na 2026 rok.
Wszystko zaczęło się w czerwcu na wysokości Livigno. Matthews trenował do TdF 2025, gdy skrzepy zablokowały płuca. Szpital w Szwajcarii, trzy miesiące antykoagulantów i zakaz ścigania.
To była jedna z najbardziej przerażających rzeczy, z którymi musiałem się zmierzyć w życiu. Nagle znalazłem się w szpitalu – nie wiedziałem, czy umrę tej nocy, czy przeżyję. Lekarze powiedzieli, że gdybym kontynuował treningi, zabiłoby mnie to w dwa dni
– opowiedział Matthews.
Po powrocie do ścigania w sierpniu 2025 roku Australijczyk spisywał się bardzo dobrze. Zajmował miejsca w pierwszej dziesiątce w Bretagne Classic, GP Québec i Gran Piemonte. Jak sam przyznaje, powrót do zdrowia i dobrej dyspozycji to dla niego nowe narodziny.
Problemy zdrowotne, które miałem w tym roku, bardzo mnie przestraszyły. Jednocześnie dały mi drugą szansę w kolarstwie. Czuję się, jakbym przeżywał nowe narodziny mojej kariery. Czuję się, jakbym miał jeszcze 25 lat i cieszę się moją drugą młodością
Matthews przyznaje, że mimo 35 nie myśli jeszcze o emeryturze, a przedłużenie umowy dodatkowo go motywuje na nadchodzący sezon.
Nowy kontrakt daje mi dodatkową motywację. Szczerze mówiąc, czuję, że coś jeszcze większego nadchodzi. Nie chcę ustalać daty końca mojej kariery. Może nadejść w dowolnym momencie. Teraz po prostu cieszę się jazdą na rowerze, towarzystwem kolegów z zespołu, ściganiem i rywalizacją. Szczerze mówiąc, nawet nie myślałem o mojej emeryturze. Mam drugą szansę, by pokazać, na co naprawdę mnie stać. To właśnie o tym myślałem, wracając do treningów
Zawodnik Jayco AlUla wyznaczył sobie również główny cel sezon 2026, którym ma być Mediolan-San Remo, wyścig, w którym Australijczyk zdobywał 2. miejsce w 2024 roku, dwukrotnie stawał na najniższym stopniu podium – w 2015 i 2020, a także regularanie meldował się w ostatnich sezonach w TOP10.
Mam chyba relację miłość-nienawiść z Mediolan-San Remo. Oczywiście to wyścig pasujący do mojej charakterystyki i w którym dobrze mi szło w przeszłości, ale był też wobec mnie okrutny. Trzeba, by karty ułożyły się po twojej stronie, to trochę loteria, ale nigdy nie ułożyły się po mojej. W ostatnich latach Primavera stała się bardziej wyścigiem ataków, podczas gdy wcześniej sprinterzy mieli więcej szans. Ale nic na to nie poradzę. Muszę być pewien, że będę gotowy, gdy ruszą ataki, zareagować na sytuację i może jakoś dokończyć dzieła. To z pewnością mój pierwszy wielki cel na 2026 rok
– zakończył Australijczyk.








