fot. AlUla Tour

Tim Merlier nie ukrywa rozczarowania układem trasy nadchodzącego Tour de France. Sprinter Soudal Quick-Step uważa, że w Wielkich Tourach planuje się coraz mniej etapów dla szybkich zawodników. Jego zdaniem byłoby „szkodą”, gdyby klasyczni sprinterzy mieli tak niewiele okazji do walki o zwycięstwa.

Hmm… Na papierze widzę około sześciu szans na sprint. Ale dopiero zobaczymy, czy faktycznie będzie ich aż tyle, czeka nas bardzo trudny wyścig. Zwłaszcza ostatni tydzień. I ten przedostatni etap

– stwierdza Merlier w rozmowie z Het Laatste Nieuws odnosząc się do jednego z dwóch etapów kończących się na Alpe d’Huez, prowadzącego przez Col de la Croix de Fer, Col du Télégraphe, Col du Galibier i Col de Sarenne.

Czy to wszystko naprawdę jest konieczne? W Wielkich Tourach dąży się do mniejszej liczby sprintów i większej widowiskowości. Ale przecież górale i zawodnicy walczący o klasyfikację generalną też się wyczerpują i potrzebują regeneracji, zwłaszcza w końcowej fazie wyścigu. Piękno trasy nie zawsze musi oznaczać większą trudność. Z drugiej strony, kim ja jestem? Wyścigu nie zmienię

– zastanawia się Merlier.

Merlier, który wygrał dwa etapy tegorocznego Tour de France, zauważa wyraźny spadek liczby okazji dla sprinterów.

W boksie zawodnicy wagi lekkiej nie rywalizują z ciężkimi. W kolarstwie tak jest, w jednym wyścigu spotykają się wszyscy. To nadaje tej dyscyplinie charakteru, ale w pewnym sensie jest nielogiczne. Czy naprawdę zmierzamy do sytuacji, w której przyszłość będą mieli tylko zawodnicy ważący 70 kg lub mniej, a typowi sprinterzy znikną? To byłaby szkoda

– przyznaje Belg.

Poprzedni artykułNaszosowe podsumowanie sezonu 2025: Kobieca „reszta świata”
Następny artykułTadej Pogačar woli różnorodność sukcesów niż sześć triumfów w Tour de France
Dawid Jodłowski
Pasjonat kolarstwa i wielu innych sportów takich jak koszykówka czy piłka nożna. W wolnym czasie uwielbia podróżować. Na co dzień student Uniwersytetu Jagiellońskiego.
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
qwqw
qwqw

sprinty to nuda

Hubert
Hubert

Wozidupcy po płaskim powinni mieć swoje wyścigi o dużo niższej kategorii.. ten klawisz co niby pobił Merckxa.. w czym niby on go pobił? 1/100 tego co zrobił Merckx, nie są warte tego jego „zwycięstwa”.

Out
Out

To przykre, że sprinty znikają z kalendarza kolarskiego, bo ludzie twierdzą, że są „nudne”. Absolutnie się z taką opinią nie zgadzam! Jest wręcz przeciwnie. Obecnie są to często jedne z bardziej emocjonujących etapów – do końca nie wiesz, kto wygra, bo raz, że nie ma absolutnego dominatora w tej dziedzinie, a dwa, że zawsze coś się może na tym finiszu wydarzyć (i nie mam tu na myśli kraks).

Zdecydowanie preferuję sprint z peletonu od sytuacji, kiedy jeden i ten sam gość odjeżdża wszystkim w każdym kolejnym wyścigu na 80 lub 100 km do mety – czym mam się wtedy ekscytować, skoro na dwie godziny przed końcem wiem, kto wygra. TO jest właśnie nudne – po co mam oglądać, skoro mogę włączyć powtórkę innego wyścigu, bo scenariusz, jaki się rozegra, będzie taki sam?

Kolarstwo potrzebuje różnorodności! Nie można utrudniać na siłę każdego etapu czy wyścigu. To wyjątkowy sport, bo mamy tu zarówno ciężkich sprinterów i specjalistów od jazdy na czas, jak i lekkich górali, i niech tak pozostanie. Nie róbmy z kolarstwa sportu dla wybranej elity, która miała to szczęście, by dostać od losu taką, a nie inną budowę ciała.

Paweł
Paweł

Sprint z peletonu to najnudniejsza rzecz w kolarstwie. Dno den, zupełna beznadzieja. Czy jakiś sprinter potrafi coś więcej, choćby zabrać się do małej ucieczki. Wozidoopy ktoś powiedział, nie sposób się nie zgodzić!