Pauline Ferrand-Prévot (Team Visma | Lease a Bike) zdominowała dziś rywalki na podjeździe i, jak przyznała, spełniła dziś jedno ze swoich dziecięcych marzeń, wygrywając na Col de la Madeleine. Przygotowaliśmy dla Was przegląd wypowiedzi zawodniczek znajdujących się obecnie na podium wyścigu.
Francuzka odniosła dziś przekonujące zwycięstwo, jednak jak sama przyznała, przed etapem nie była pewna czy jest w stanie walczyć z najsilniejszymi rywalkami. Mimo to zareagowała w momencie ataku Sary Gigangte (AG Insurance – Soudal Team), a później wykorzystała doświadczenie z wyścigów kolarstwa górskiego. Nowa liderka wyścigu doceniła też pracę swoich koleżanek.
To niesamowite. Nie wiedziałam, jak będę się czuła w porównaniu do Demi (Vollering), Kasi (Niewiadomej), Sarah (Gigante). Kiedy zobaczyłam, że Sarah rusza, pomyślałam sobie, że jeszcze czuję się dobrze, więc spróbuję za nią pojechać. Wiedziałam, że potem muszę rozłożyć ten wysiłek na 1h20-1h30. To trochę jak w kolarstwie górskim, gdzie trzeba wejść na granice 'czerwonej strefy’ i jej nie przekraczać. Wiem, że potrafię dobrze zarządzać takim wysiłkiem. Wcześniej wysłaliśmy Marion (Bunel) na czoło, zaczekała na mnie, żeby nadawać tempo na podjeździe. W tym momencie mogłam trochę odpocząć, a to posłużyło mi jako trampolina, by potem odjechać samej. To wspaniałe, bo to praca całej drużyny przez cały tydzień, a takie zakończenie jest także dla nich. Nie mogę się doczekać, żeby je zobaczyć
Nowa liderka wyścigu nie kryła na mecie swojego wzruszenia. Podkreślała, że zdobycie żółtej koszulki to spełnienie jej dziecięcych marzeń i to właśnie w tym celu wróciła do ścigania na szosie. Zawodniczka Visma | Lease a Bike odniosła się również do sytuacji gdy na 5. kilometrów przed metą rodzice podali jej bidon.
Wiem, że to jeszcze nie jest wygrane, jutro jest jeszcze jeden etap i wtedy trzeba dokończyć dzieła. To też będzie trudny etap, ale muszę się cieszyć z tego, co zrobiłam dzisiaj. Nie jestem typem osoby, która potrafi się cieszyć, ale muszę się do tego zmusić. Rok po igrzyskach (gdzie zdobyła złoto olimpijskie w kolarstwie górskim), wrócić na szosę i wygrać tutaj na tej mitycznej przełęczy, to jest po prostu niesamowite. Potrafię stawiać sobie wyzwania i motywować się, by im podołać. To właśnie uwielbiam w moim sporcie – dawać z siebie wszystko, żeby w Dniu D być gotową i wiedzieć, że zrobiłam wszystko, by odnieść sukces. To jest marzenie małej dziewczynki (żółta koszulka – przyp. tłum.), więc będzie mnóstwo emocji. Chyba będę płakać, bo to wiele dla mnie znaczy. To wszystko dla mojej rodziny, taty i mamy, którzy podali mi ostatni bidon na pięć kilometrów przed metą. Kiedy go brałam, nie chciałam na nich patrzeć, bo wiedziałam, że zacznę płakać. To był bardzo silny moment, rodzina jest dla mnie wszystkim. To zwycięstwo jest dzisiaj również dla nich. Dziękuję Francji, która wspierała mnie przez cały tydzień. Cieszę się, że mogłam wygrać dzisiaj dla was
– zakończyła szczęśliwa Ferrand-Prévot.
O zwycięstwie na legendarnym podjeździe marzyła też druga dziś Sarah Gigante. Australijka wyraziła podziw dla triumfatorki etapu, a także podziękowała dotychczasowej liderce wyścigu, swojej koleżance z drużyny Kim Le Court Pienaar, która dziś pracowała na rzecz Sary.
Marzyłam o wygraniu tego etapu. Mój zespół pracował tak ciężko. Ale mam ogromny szacunek dla Pauline [Ferrand-Prévôt], dzisiaj to ona była najsilniejsza. Przejechałyśmy wspaniały etap, moje rywalki próbowały wywrzeć na mnie presję na zjeździe, ale dzięki moim koleżankom z zespołu udało mi się wrócić na dobrą pozycję. Na początku podjazdu czułam się świeżo. Kiedy zobaczyłam, że posiadaczka żółtej koszulki poświęca się dla mnie, pomyślałam, że nie mogę tego zepsuć. To była decyzja Kim [Le Court], żeby dzisiaj jechać dla mnie. Rano plan był taki, że ona pojedzie swój etap i będzie bronić żółtej koszulki, ale to ona postanowiła zmienić plan i pracować na mnie. Mimo że się przewróciła, zdołała wrócić, zaczekała na mnie na zjeździe. To naprawdę wyjątkowe. Jestem bardzo szczęśliwa z tego drugiego miejsca, to wręcz surrealistyczne. Justine [Ghekiere] również mi pomogła – co za praca zespołowa! To naprawdę najlepsza drużyna, tak bardzo je kocham. Jeszcze kilka miesięcy temu nie mogłam nawet wsiąść na rower, byłam kontuzjowana, ale zespół przywrócił mi wiarę w siebie. Oczywiście, wciąż muszę pracować nad zjazdami, ale robię postępy
– nie kryła wzruszenia nowa wiceliderka wyścigu.
Dopiero czwarta, ze startą 3 minut i 3 sekund do zwyciężczyni, finiszowała dziś jedna z głównych faworytek wyścigu Demi Vollering (FDJ – Suez). Holenderce udało się jednak odjechać Katarzynie Niewiadomej (CANYON//SRAM zondacrypto), dzięki czemu awansowała na podium wyścigu. Zawodniczka nie szukała po etapie wymówek, stwierdzając, że była dziś po prostu słabsza od rywalek.
Nie czuję się sobą. Brakuje mi siły w nogach. Serce i płuca pracowały dobrze, ale moje nogi były dzisiaj po prostu wyczerpane. Tak naprawdę czułam się dobrze na początku, ale nie miałam odpowiedzi na atak Sarah Gigante. Normalnie powinnam być w stanie za nią pojechać, ale jestem oczywiście bardzo rozczarowana. Po prostu nie byłam w stanie utrzymać tempa. To takie proste. Kolarstwo czasem bywa bardzo proste
– podsumowała rozgoryczona Holenderka.










I niby mam uwierzyć, że ta Pani w tym wieku była w stanie tak zniszczyć rywalki bez żadnego wspomagania?