Francuscy mocno kibice wierzyli, że w Dniu Bastylii zwycięstwo odniesie ich rodak. W ucieczkę zabrało się sporo Trójkolorowych, a prym wiódł w niej, przynajmniej w pierwszej połowie trasy, Lenny Martinez (Bahrain – Victorious). I choć odpadł z ucieczki w decydującej fazie wyścigu, udało mu się zdobyć koszulkę dla najlepszego górala, dzięki wygraniu czterech z ośmiu zaplanowanych na etap premii górskich.
Choć Martinez nie zdobył upragnionego zwycięstwa etapowego, zgłosił chęć walki o koszulkę w grochy, której w drugim tygodniu przyjdzie mu bronić w Pirenejach. Francuza wiąże z tą koszulką symboliczna więź – jednym z triumfatorów klasyfikacji dla najlepszego górala jest jego dziadek – Mariano Martinez, który wygrał ją w 1978 roku.
Nie chciałem wracać z niczym, więc skoncentrowałem się na sprintach na podjazdach, aby zbierać punkty. Oczywiście, dziwnie jest nosić tę koszulkę w grochy, którą mój dziadek zdobył tak dawno temu. Jestem pewien, że musi być ze mnie dumny. Teraz postaram się ją utrzymać jak najdłużej, a może nawet do Paryża, ale z Tadejem Pogačarem będzie to trudne. W każdym razie to daje mi piękny cel
– zapowiedział kolarz drużyny Bahrain – Victorious.
Martinez przyznał, że początkowo chciał też walczyć o zwycięstwo na etapie, jednak szybko musiał zweryfikować plany.
Wyruszając w ucieczkę, myślałem zarówno o etapie, jak i o koszulce w grochy. Ale szybko poczułem, że będzie to zbyt mało, aby walczyć o etap, inni byli dziś po prostu o wiele silniejsi ode mnie. Wykonałem kilka sprintów po punkty na szczytach, ale nie sądzę, żeby to mnie zbytnio obciążyło przed finałem. Zakończyłem etap chyba ponad 4 minuty z tyłu, więc nie ma czego żałować
– przyznał kolarz.
Nowy właściel koszulki w grochy finiszował z głównymi faworytami całego wyścigu – Tadejem Pogačarem i Jonasem Vingegaardem i przyznał, że choć nie walczył o czas, to zależało mu by utrzymać się za byłymi triumfatorami Tour de France.
To prawda, że w finale jechałem z Pogačarem i Vingegaardem, ale to tylko dlatego, że chciałem zakończyć w Top 10. Po tak pięknym dniu nie chciałem być na przykład 20.
– zakończył kolega klubowy Kamila Gradka.









