Po sobotniej wygranej w 1. edycji Copenhagen Sprint kilka bardzo nieprzychylnych słów w stronę Międzynarodowej Unii Kolarskiej wypowiedziała Lorena Wiebes. 26-letnia sprinterka Team SD Worx – Protime bez gryzienia się w język zarzuciła władzom, że zajmują się nie tym, co jest najważniejsze dla bezpieczeństwa kolarzy.
Za nami premierowa edycja Copenhagen Sprint. Trasa duńskiego wyścigu, choć bardzo malownicza, zawierała też niestety nieco mankamentów, a w oczy rzucał się zwłaszcza brak marshalli na wielu wysepkach ulokowanych na pokonywanych przez kobiecy peleton drogach. Nie umknęło to uwadze triumfatorki nowego wyścigu będącego częścią UCI Women’s World Touru, która w wywiadzie na mecie nie tylko tradycyjnie dla tego typu rozmów dziękowała drużynie i opowiadała o tym jak lubi wygrywać, ale i wbiła szpilkę włodarzom Międzynarodowej Unii Kolarskiej.
Jestem trochę zirytowana, że UCI chce robić różne rzeczy z kierownicami i tym podobnymi sprawami, ale nie myśli o naszym bezpieczeństwie w wyścigu. Nie zrozummy się też źle. To był piękny wyścig, ale czasami był też po prostu niebezpieczny. Dlatego takie słowa. Czasami było naprawdę niebezpiecznie, ponieważ nie było nikogo, kto by wskazał, gdzie są wysepki drogowe. Po jednej z kraks, które nie musiały się wydarzyć, straciłyśmy Blankę Vas. Mam tylko nadzieję, że UCI zwróci większą uwagę na nasze bezpieczeństwo następnym razem
— mówiła na gorąco Lorena Wiebes.
Bez wątpienia zmiany, jakie ostatnio proponuje Międzynarodowa Unia Kolarska, będą tematem głośnych dyskusji przez jeszcze wiele tygodni, jeśli nie miesięcy. Regulowanie coraz to kolejnych aspektów dotyczących m.in. sprzętu czy przebiegu tras ma poprawiać bezpieczeństwo w peletonie, ale wydaje się, że sami zawodnicy i zawodniczki nie zawsze widzą w tych działaniach drogę do realnego rozwiązania wielu problemów, które trapią dzisiejszy peleton.









