Tom Pidcock zajął kilka wysokich miejsc etapowych podczas tegorocznej edycji Giro d’Italia, ale nie był w stanie realnie zagrozić czołówce. Brytyjczyk sam przyznaje, że jego forma nie była optymalna, a główną przyczyną, jego zdaniem, było późne przyznanie dzikiej karty dla jego zespołu, Q36.5 Pro Cycling Team.
Brytyjczyk Giro d’Italia zakończył na 16. miejscu w klasyfikacji generalnej, tracąc niemal 45 minut do zwycięzcy, Simona Yatesa. Najlepszymi wynikami etapowymi były trzecie, czwarte i piąte miejsce. O zwycięstwach czy walce o generalkę nie było jednak mowy.
Nie byłem tak naprawdę przygotowany. Nie miałem żadnego obozu wysokogórskiego ani specjalnego przygotowania. Przyjechałem prosto z wyścigów klasycznych w Ardenach… To było zupełnie inne podejście niż u kolarzy walczących o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej
– powiedział Tom Pidcock w rozmowie z The Times.
Pidcock zwrócił uwagę, że jego zespół Q36.5 Pro Cycling Team otrzymał dziką kartę na Giro dopiero pod koniec marca, na zaledwie kilka tygodni przed rozpoczęciem wyścigu. Zazwyczaj zaproszenia dla ekip z dywizji prokontynentalnej są przyznawane dużo wcześniej, jednak w tym roku proces przeciągał się z powodu dyskusji na temat przyznawania dodatkowych dzikich kart w sezonie 2025. Choć ostatecznie zgodzono się na ten krok, decyzja zapadła, gdy Giro było już tuż za rogiem.
Dowiedzieliśmy się o starcie dopiero na kilka tygodni przed wyścigiem. To nie dawało nam najlepszych szans, ale mogę powiedzieć, że dałem z siebie wszystko. Szczerze mówiąc, to był bardzo długi blok. Motywacja na początku sezonu była ogromna, co zaowocowało zwycięstwem w AlUla Tour. Nawet na styczniowym obozie byłem już w bardzo dobrej formie. Ale utrzymanie tego poziomu aż do Giro było naprawdę trudne. Kiedy jednak dostajesz szansę startu w takim wyścigu, nawet jeśli informacja przychodzi późno, chcesz z niej skorzystać w pełni
– dodał Tom Pidcock.
Po Giro Brytyjczyk planuje chwilę odpoczynku. Nie zobaczymy go w nadchodzącym Tour de France, Q36.5 Pro Cycling Team nie otrzymało zaproszenia na ten wyścig. Zespół pojawi się za to jesienią na trasie Vuelta a España, a Pidcock ma już zagwarantowane miejsce w składzie. Tym razem ma jednak wystarczająco dużo czasu na odpowiednie przygotowania. Do rozpoczęcia hiszpańskiego Grand Touru w Turynie pozostało jeszcze dwa i pół miesiąca.



![Tour de France 2026: Szczęśliwy Schmid, umiarkowanie zadowolony Tejada i mieszane uczucia Pidcocka [wypowiedzi]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2026/07/Mauro-Schmid-Tour-de-France-13-218x150.jpg)


![Tour de France 2026: Van der Poel odetchnął z ulgą, Pidcock rozczarowany [wypowiedzi]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2026/07/Mathieu-van-der-Poel-Tour-de-France-2026-1-218x150.jpg)



Kwestią przygotowania to jedno. Kwestia przejechania anonimowego wyścigu to drugie. Jak dobrze pamiętam, to Pidcock zapowiadał walkę o etapy. I szans dla ucieczek było wystarczająco dużo, żeby w którejś się znalazł i powalczył o zwycięstwo. Ale nie chcę się nad nim przesadnie znęcać, bo miał dobrą wiosnę i wydaje się, że transfer do Q36.5 mu posłużył.
Zaryzykuje jednak inną tezę. Mianowicie wspomniana drużyna Q36.5 pokazała, że, zapraszanie dodatkowych drużyn na Grand Toury poprzez rozdawanie dodatkowych dzikich kart nie ma najmniejszego sensu. Dlaczego? A no dlatego, że stawka jest i tak bardzo wysoka, liczba gwiazd na starcie również i dodatkowa drużyna nijak na to nie wpływa. Czy Pidcock walczący o top 15 w generalce albo dodatkowy sprinter w postaci Moschettiego był jakąkolwiek wartością dodaną? No chyba każdy widzi, że nie. I to samo będzie na Tourze. Alexander Kristoff i Tobias Haland Johannesen nie sprawią, że wyścig będzie ciekawszy. Podobnie Alaphilipe, który na etapach ściankowych będzie oglądał z daleka plecy Pogacara.
A jakbym już musiał wybierać, to dałbym taką dodatkową dziką kartą drużynie Euskaltel albo Wagner Bazin. Przynajmniej znalazłby się ktoś, kto miałby ochotę się pokazać i uciekać na płaskiej etapach, co w efekcie powodowałoby, że te byłyby szybsze. To chyba jedyna wartość, jaką może wnieść zaproszenie 23-ej drużyny na wyścig.
@Andrzej Gucwa
za to Jonas Abrahamsen może sprawić, że wyścig będzie ciekawszy. 😉
A co do samego tematu – tak naciskali, żeby wydali mi dodatkową dziką kartę a teraz marudzenie, że za to wszystko za późno. No nie dogodzisz.