Po powrocie do domu z Giro d’Italia żona Primoža Rogliča podzieliła się z mediami przykrą historią. Słowenka, która wspierała swojego partnera kiedy ten jeszcze walczył o wygraną we włoskiej trzytygodniówce, została okradziona przez nieznanych sprawców.
To nie było Giro d’Italia marzeń dla Primoža Rogliča. Słoweniec z Red Bull – BORA – hansgrohe co prawda dwukrotnie zakładał koszulkę lidera klasyfikacji generalnej, ale w następstwie kraks i gorszej dyspozycji najpierw poniósł straty do rywali, a finalnie nie ukończył rywalizacji. Jak się jednak okazuje nie tylko sportowo wyjazd do Włoch był pechowy dla 35-latka i jego rodziny, albowiem ta została jeszcze okradziona. Nieznani sprawy dostali się do kampera Słoweńca i wynieśli z niego sporo kosztowności.
Wybili okno i ukradli komputer ukryty w łóżku, telefon komórkowy, który Primož dał mi podczas igrzysk olimpijskich w Tokio, pieniądze i dwa pierścionki
— powiedziała Lora Roglič-Klinc w rozmowie dla serwisu SIOL.
Do incydentu doszło 20 maja podczas etapu jazdy indywidualnej na czas. Na ten moment nie udało się ustalić sprawców czy odzyskać jakiejkolwiek części spośród skradzionych dób materialnych.









Dobrze, że nie podczas tour de pologne bo skowyt zakompleksionych tutejszych byłby nie do zniesienia. A kolejna podobna sprawa, do której dochodzi na zachodzie, nie wywołuje emocji wśród których wytresowanych do walenia we własne gniazdo. Oczywiście szkoda mi ich, nie dość, że sportowo wiatr w oczy to jeszcze…
Zapewne inżynierzy z bliskiego wschodu sprawdzali sprawność i wytrzymałość kampera. Przy okazji zabrali kilka przedmiotów:)
Panowie powyżej: proponuję zostać przy kolarstwie :). Niech chociaż ten portal będzie wolny od takich treści…
A polskie gangusy prężą się na jutjubie i przekonują, że odsiedzenie śmiesznych parę lat skutecznie pozwala im na powrót do społeczeństwa. Wykluczenie ze społeczeństwa winno być dożywotnie.
Dobrze, że Roglic nie jest Polakiem. Doniesienie o kradzieży od razu uczyniło by go konfidentem, 60tką i w ogóle tym złym…
Czytając powyższe komentarze musiałem się upewnić, czy przypadkiem nie wszedłem na jakieś weszło…