Wielu z nas, rowerzystów, traktuje rower jako symbol wolności; jeżdżąc w ciuchach, utkanych z kolarskich marzeń, robimy to, co daje nam coś więcej, niż tylko zmęczenie.
Nie każda jednak przejażdżka, nawet w szczytnym, charytatywnym celu, dobrze się kończy. Były zwycięzca jednego z etapów Tour de France w 1999 roku – Ludo Dierckxsens – zmarł w wieku 60 lat w czasie takiego właśnie, charytatywnego rajdu.
Dendemorde – miejscowość znana z trasy Ronde van Vlaanderen – tam właśnie zasłabł Ludo; mimo akcji resuscytacyjnej nie udało się go odratować. Tysiąc kilometrowy rajd dla chorych na nowotwór okazał się być ostatnim w rowerowej karierze Belga.
Ludo, który był uczestnikiem rajdów Stand Up for Cancer od pierwszej edycji, zmarł mimo szybkiej rekcji służb ratunkowych, zmieniając dzień solidarności z chorymi na dzień żalu…
Dierckxens był kolarzem zawodowym między 1994 a 2005 roku, wchodząc do tego sportu jako dość zaawansowany wiekowo zawodnik (29 lat); wychwycony został po zajęciu drugiego miejsca w amatorskim Tour od Flanders – przystąpił wtedy jako stażysta do ekipy Willy’ego Naessensa. Już po roku dostał angaż w Saxon-Selle Italia, a przełomem był rok 1996, kiedy to podpisał kontrakt z Tönissteiner-Saxon.
Później w swoim palmares zapisał kilka sukcesów; zwycięstwo w GP de Denain, miejsce na podium w Rund um Köln, Flèche Ardennaise i Paris-Bourges, sprawiły, że zaczął ścigać się u boku Andreia Tchmila w Lotto. W roku 1999 podpisał kontrakt z Lampre, i tam osiągnął swój największy sukces – zwycięstwo po samotnym rajdzie w TdF, jadąc w koszulce mistrza Belgii.
Niestety, był też zawieszony za zażyty po etapie kortykosteroid po kontuzji (nigdy nie uzyskał pozytywnego wyniku testu), ale by uniknąć wątpliwości, drużyna wycofała go z wyścigu po 14 etapie.
Na kolarską emeryturę przeszedł w 2005 roku, pozostając nadal w kolarstwie (prowadził sklep rowerowy i stworzył nową markę rowerów).
Gdy ruszał na trasę rajdu, miał w oczach spokój – robił to, co kochał przez całe życie – i nikt nie przypuszczał, że to będzie jego ostatnia jazda na rowerze. Jego serce przestało bić tam, gdzie czuł się najsilniejszy i najpotrzebniejszy; na trasie, wśród innych kolarzy, jadąc dla sprawy większej, niż on sam.





Pamiętam ten wygrany etap TdF. Szmat czasu już minął…No i dzisiaj taka historia już się nie wydarzy, żeby w wieku 29 lat przejść na zawodowstwo i jeździć z sukcesami w drużynie WT.