Podczas gdy jedni mogą świętować po 9. etapie Giro d’Italia, inni nie mają powodów do zadowolenia. Do tego drugiego grona należy Primož Roglič, który metę w Sienie przeciął na 19. miejscu ze stratą 2:22 do zwycięzcy. Słoweniec wciąż jednak stara się zachowywać optymizm.
Pech nie przestaje prześladować ekipy Red Bull – BORA – hansgrohe. Najpierw niemiecka formacja straciła w wyniku upadku będącego w świetnej formie Jaia Hindleya, teraz szutrowy etap Giro d’Italia okazał się być pechowym dla lidera tej drużyny, czyli Primoža Rogliča. Słoweniec w kluczowym momencie był zamieszany w kraksę, a podczas pogoni zatrzymał go defekt, w wyniku którego 35-latek został z jednej z dalszych grup. Ostatecznie ten stracił aż 2:22 do zwycięzcy i 1:15 do Juana Ayuso spadając na 10. miejsce w klasyfikacji generalnej.
Było ciężko. Tempo było niesamowicie wysokie i na pewno nie czułem się najsilniejszym kolarzem na trasie. Powstały różnice i musimy to zaakceptować. Etap już się skończył. Teraz zobaczymy, jak możemy jechać dalej wygrać to Giro. Dziś straciliśmy, ale potrafimy też zyskiwać. Giro d’Italia dopiero się rozkręca. Teraz muszę zadbać o moje poszlifowane ciało, a potem zobaczymy
— powiedział Primož Roglič w krótkim wywiadzie po etapie.
Pierwsza okazja do odrabiania strat dla Słoweńca przyjdzie już we wtorek. Na kolarzy czeka wówczas niemal 30-kilometrowa jazda indywidualna na czas. W pierwszej tego typu próbie 35-latek z Red Bull – BORA – hansgrohe zajął 2. miejsce przegrywając tylko z Joshuą Tarlingiem. Czy i tym razem Primož Roglič zdoła zyskać coś nad rywalami? Dowiemy się już jutro.
Wszystko o 108. Giro d’Italia:
- Relacja z 9. etapu
- Zapowiedź trasy
- Oficjalna lista startowa
- Plan transmisji telewizyjnych
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Przegląd klasyfikacji pobocznych
- Wszystkie artykuły








