fot. INEOS Grenadiers

Kolarze INEOS Grenadiers, pominąwszy kraksy i defekty, byli sprawcami największego zamieszania na trasie 9. etapu Giro d’Italia. To ich śmiała akcja porwała stawkę, przyczyniła się do powstania różnic czasowych między faworytami, a także zmiany lidera wyścigu. Finalnie brytyjska grupa nie skorzystała na tym tak jak się zanosiło, ale Egan Bernal i Thymen Arensman nie narzekają na końcowe wyniki.

50 kilometrów przed metą na jednym z szutrowych odcinków uślizg koła zaliczył jeden z pracujących na czele niewielkiego peletonu kolarzy INEOS Grenadiers. Za jego plecami, choć bez bezpośredniego kontaktu, w tym samym miejscu po chwili leżeli także m.in. Primož Roglič (Red Bull – BORA – hansgrohe) i Juan Ayuso (UAE Team Emirates – XRG). Brytyjska grupa jednak nie miała zamiaru czekać i po chwili za sprawą pracy ich kolarzy uformowała się 7-osobowa czołówka, w której kręciło aż 3 przedstawicieli INEOSu. Konkretnie byli to liderzy tej formacji, czyli Egan Bernal i Thymen Arensman, a także wykonujący tytaniczną pracę na ich rzecz Brandon Smith Rivera. Holender szybko jednak został z tyłu na skutek defektu, co mocno pokrzyżowało plany tej drużyny.

Co za dzień!. Jestem bardzo rozczarowany, że łańcuch mi się zakleszczył tak, że nie dało się go ponownie założyć i musiałem zaczekać na grupę z tyłu, a następnie dokończyć etap na rowerze Bena Turnera. To takie rozczarowujące, bo jestem pewien, że miałem dość sił, żeby być obok Egana aż do finału i powalczyć o coś wielkiego. Szkoda, ale tak czy inaczej, Giro jest nadal długie i zaoferuje nam wiele możliwości

— mówił 8. na mecie w Sienie Thymen Arensman.

Odpadnięcie Holendra, a później także koniec pracy Brandona Smitha Rivery sprawił, że w pewnym momencie Egan Bernal na czele pozostał tylko w towarzystwie Isaaca del Toro, Wouta van Aerta oraz Mathiasa Vacka. Żaden z nich nie miał specjalnego interesu we współpracy z groźnym w klasyfikacji generalnej Kolumbijczykiem, toteż nastąpił krótki przestój, po którym na atak zdecydował się Meksykanin z UAE Team Emirates – XRG. Egan Bernal tymczasem był już wyraźnie zmęczony i z czasem spłynął do 2. grupy kończąc zmagania na 9. miejscu ze stratą 1:10 do zwycięzcy.

Nie sądzę, żeby nasza strategia była zaskakująca. Ważne było, żeby zacząć pierwszy odcinek szutru na dobrej pozycji, a potem po prostu jechać na maksa aż do mety. To jak piniata – trzeba było uderzać, aż wszystko się rozbije. Dzisiaj naprawdę trzeba było być na czele i spróbować ukończyć odcinki szutru bez żadnych problemów. Udało nam się to zrobić, więc możemy być zadowoleni. Dobrze przeszliśmy przez etap i to jest najważniejsze. Szkoda, że nie wytrzymałem z Del Toro, ale on jest naprawdę mocnym kolarzem i bardzo podoba mi się jego sposób ścigania. Jest superinteligentny, łatwo odnajduje się w peletonie, dobrze zjeżdża i zawsze jest na czele gdy tego potrzeba. Jest jednym z najlepszych kolarzy w tym Giro. Zdecydowanie może wygrać ten wyścig

— opowiedział dziennikarzom Egan Bernal.

Kolumbijczyk zajmuje obecnie 7. miejsce w klasyfikacji generalnej ze stratą 1:57 do liderującego Isaaca del Toro. Thymen Arensman na skutek strat z pierwszych etapów jest nieco dalej – plasuje się na 13. pozycji, a jego strata to 3:21.


Wszystko o 108. Giro d’Italia:
Poprzedni artykułPrimož Roglič: „Powstały różnice i musimy to zaakceptować”
Następny artykułSzlakami Jury 2025: Marcin Włodarski wygrywa juniorską rywalizację
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze