Pora na tę niedzielę, na którą czeka prawdopodobnie największa część kibiców kolarskich na świecie. Paryż-Roubaix to wyścig jedyny w swoim rodzaju, nietuzinkowy, wykraczający poza ramy kolarstwa szosowego, a przy tym będący najprawdopodobniej jego największą ikoną spośród wszystkich klasyków. Piekło Północy to wyścig, który wciąż ma w sobie tę cząstkę pierwotnego kolarstwa sprzed przeszło stulecia, a kurz, błoto, bruk, krew, pot i łzy tworzą jego legendę. Przed nami 122. edycja Paryż-Roubaix – wyścigu, o którym można by pisać godzinami, choć nie trzeba go nikomu reklamować.
Oto ten dzień w roku, na który czeka się przez 365 dni. Przed nami Paryż-Roubaix, wyścig kolarski będący ikoną tego sportu, choć różny od wszystkich pozostałych z racji na to, że prowadzi po drogach, które w każdej innej imprezie byłyby tematem krytyki. Ten jeden raz w roku tak pierwotne i brutalne kocie łby, ten kurz wpadający kolarzom do nozdrzy, ta masa kraks i defektów, to wszystko ma w sobie tę magię, której nie sposób ująć w prostych słowach. Ta w tym roku jest jeszcze większa, bowiem na przeciwko siebie staną herosi naszego ukochanego sportu, a swój wyczekiwany przez wielu debiut w Piekle Północy zaliczy Tadej Pogačar. Mistrz świata będzie tylko jednym z uczestników, powalczy o zwycięstwo, a może stanie mu się krzywda, przez którą nie wróci tu już nigdy w obawie o rozsypanie sobie sezonu?
Niezależnie od odpowiedzi na ostatnie pytanie dochodzę do wniosku, że przed ekrany podczas Paryż-Roubaix przyciąga nas to, że chyba jako ludzkość po prostu kochamy brutalność. Nie wiem bowiem jak inaczej nazwać to, że mimo ewolucji kolarstwa, walki o bezpieczeństwo sportowców, uciekania od nierównych asfaltów i masy innych zabiegów jednocześnie z takim zamiłowaniem siadamy przed ekranami bądź udajemy się na pobocze trasy, która została wyciosana w pewnej części przeszło stulecie temu, pełnej niebezpiecznych kamieni ułożonych tak, że nieraz w szparach między nimi bezproblemowo mieści się cienka opona roweru szosowego. Wierzymy śledząc zmagania herosów kolarstwa, że naszych ulubieńców ominą kraksy i defekty, choć z tyłu głowy wiemy, że to jeden z tych wyścigów, po których pytanie brzmi „jak wielu” a nie czy komuś stała się krzywda.
Kończąc ten przydługi wstęp życzę wszystkim tak jako ogółowi, jak i każdemu z osobna, żeby jutrzejsze widowisko spełniło Wasze oczekiwania. Chłońcie każdy kilometr tej wyjątkowej trasy, wyścigu, który stanowi idealne przejście między flamandzką zimą i początkiem wiosny a tryptykiem ardeńskim i okresem, w którym coraz bardziej będziemy spoglądali w stronę wielkich tourów. Taki wyścig jak Paryż-Roubaix jest w końcu tylko raz w roku.
Historia
1896 rok, stolica Francji. Zapewne nikt ze zgromadzonych na starcie 1. edycji Paryż-Roubaix nie był świadomy, że właśnie zaczyna się pisać wielka historia. 280 kilometrów później pochodzący z Niemiec Josef Fischer z wielką przewagą sięgnie po triumf, który przeszło stulecie później wciąż będzie wspominany przez ludzi z całego świata. 31-letni wówczas kolarz miał w swoim dorobku także triumfy w Wiedeń-Berlin, Mediolan-Monachium czy Bordeaux-Paryż, ale to ten jeden właśnie stworzył jego legendę.
Przez kolejne dekady swoje wielkie chwile miało wielu kolarzy. Jeszcze przed I Wojną Światową, która na trasie odcisnęła wielkie piętno i stworzyła jego przydomek „Piekło Północy”, po 3 wygrane z rzędu sięgnął Octave Lapize. Wyczyn ten w historii powtórzył już tylko Francesco Moser (1978-80), acz ani Francuz, ani Włoch nie mają najwięcej triumfów spośród wszystkich zawodników – po 4 takowe przy swoim nazwisku zapisali Roger De Vlaeminck i Tom Boonen. Spośród aktywnych zawodników tylko jeden ma na swoim koncie 2 zwycięstwa w tym wyścigu – to Mathieu van der Poel, który staje przed szansą na dołączenie do Octave’a Lapize’a i Francesco Mosera, a zdaniem większości to Holender jest głównym faworytem niedzielnych zmagań.
Na napisanie swojej historii w Paryż-Roubaix wciąż czeka Polska. Owszem, co roku słyszymy piękną historię Jeana Stablińskiego, ale jeśli chodzi o kolarzy występujących z biało-czerwoną flagą przy nazwisku to najwyżej na 14. miejscu metę przecinali w historii Joachim Halupczok (1990) i Zbigniew Spruch (1999). Ten drugi był także dwukrotnie piętnasty, a trzecim najlepszym rezultatem.jest zeszłoroczna 18. lokata Kamila Małeckiego. Zdecydowanie czekamy na jakiś wiekopomny wynik, a w tym roku powalczy o niego 2 śmiałków znad Wisły.
Trasa
Trasa Paryż-Roubaix co roku przechodzi lekkie zmiany związane z pracami konserwacyjnymi na sektorach brukowanych, ale te w tym roku nie są istotne – zmienił się bowiem układ początkowych odcinków, a część z nich będzie pokonywana w odwrotną stronę niż przed rokiem, ale począwszy od 22. od końca sektora Quérénaing à Maing wszystko będzie wyglądało dokładnie tak samo jak przed rokiem.
Na kolarzy czeka 259,2 kilometra z podparyskiego Compiègne do Roubaix, na prawdopodobnie najbardziej znany kolarski welodrom na świecie. Pierwsza trudność w postaci sektora bruku czeka na zawodników po 96 kilometrach jazdy, a następnie do pokonania będzie aż 30 takich odcinków, których sumaryczna długość wynosi 55300 metrów. 17 ostatnich sektorów można będzie zobaczyć (bądź zobaczyliśmy – zależnie od godziny czytania tego tekstu) podczas sobotniego wyścigu kobiet.
Ciężko wybrać jeden kluczowy punkt tej trasy, ale w skali trudności, którą przygotowali organizatorzy, na pięć gwiazdek zasłużyły trzy potencjalnie najcięższe fragmenty trasy. Mowa o Trouee d’Arenberg, czyli po polsku Lasku Arenberg, który po zeszłorocznym, kontrowersyjnym i raczej nieudanym eksperymencie z szykaną przed wjazdem, która miała spowolnić peleton, a tylko wywołała ogromne zamieszanie i potencjał na nowe kraksy została w tym roku zastąpiona przejazdem równoległą uliczką, a zatem czterema 90-stopniowymi zakrętami pokonywanymi niedługo przed wjazdem na ten sektor. Można być pewnym, że podczas transmisji w każdym języku świata padnie legendarny zwrot, że w tym miejscu jeszcze nie można wygrać wyścigu, ale z pewnością da się go tu przegrać.
Następnie spośród pięciogwiazdkowych sektorów na kolarzy czeka Mons-en-Pevele, który pokonywany 48,6 kilometra od linii mety. Na „koniec” zaś mamy Carrefour de l’Arbre – ten odcinek o długości 2100 metrów od welodromu w Roubaix dzieli zaledwie 17 kilometrów i trzy łatwiejsze sektory bruku, co sprawia, że to właśnie tu często miały miejsce ostateczne rozstrzygnięcia między faworytami. Poniżej znajdą Państwo pełną listę odcinków brukowanych wraz z ich ulokowaniem, długością oraz trudnością określoną przez organizatorów w 5-gwiazdowej skali.

Pogoda
Choć przez ostatni tydzień w północno-wschodniej Francji nie spadła nawet jedna kropla deszczu to niedzielne zmagania mogą stać pod znakiem nie kurzu, a błota – na noc z soboty na niedzielę zapowiadane są bowiem dość obfite opady deszczu. Warto jednak mieć na uwadze, że jeszcze niedawno prognozowano rzęsisty deszcz na całej długości trasy, obecnie zaś mówi się raczej o mżawce, która ma ustać około 14:00. Poza tym będzie pochmurnie, temperatura wyniesie około 14-16 stopni Celsjusza, a także może być dość wietrznie – kolarze mają otrzymywać wsparcie w plecy o prędkości około 15-20 km/h w porywach do nawet 40 km/h. Tam, gdzie po zakręcie powieje z boku to może sprzyjać rantom, zaś w ogólności są to przyjemne okoliczności do solowej akcji, albowiem zasadniczo wiatr będzie pchał stawkę ku mecie.
Faworyci
Listę startową 122. Paryż-Roubaix otwierają kolarze Alpecin-Deceuninck i nie ma co się temu dziwić – ostatnie dwie edycje kończyły się nie tylko zwycięstwem kolarza z tej drużyny, ale dubletami belgijskiej formacji! Zarówno w 2023, jak i w 2024 roku na welodromie w Roubaix pierwszy kreskę samotnie przecinał Mathieu van der Poel, a finisz o 2. miejsce wygrywał Jasper Philipsen. 30-letni Holender jest w tym roku w naprawdę świetnej formie – jeśli chodzi o przejechane przez niego klasyki to wygrywał kolejno Ename Samyn Classic, Mediolan-San Remo i E3 Saxo Classic, a tylko w Ronde van Vlaanderen musiał uznać czyjąkolwiek wyższość, albowiem zajął tam 3. miejsce. Wydaje się jednak, że na trasie pozbawionej podjazdów to geniusz przełajów, król bruków… długo mógłbym wymieniać takie przydomki, ale idąc do celu Mathieu van der Poel po prostu jest głównym faworytem niedzielnej rywalizacji. Jasper Philipsen? Cóż, 2025 rok póki co jest dla niego słodko-gorzki, ale 2. lokata w środowym Scheldeprijs pokazała, że 27-letni Belg też jest obecnie w dobrej formie, a jeśli tylko ponownie dojedzie w czołówce na welodrom w Roubaix to tam jest już nie do zatrzymania. Warto też wspomnieć, że przed rokiem 6. w tym wyścigu był kluczowy pomocnik obu panów, jakim jest Gianni Vermeersch, a 7 lat temu na 2. stopniu podium stał inny ze wspierających swoich liderów – obecnie bardzo doświadczony, 34-letni Silvan Dillier.
Na zeszłorocznym podium tym trzecim był Mads Pedersen (Lidl-Trek) i bez wątpienia 29-letniego Duńczyka stać na co najmniej powtórzenie tamtego wyniku, a kto wie, może i jego poprawienie. Były mistrz świata jest w ostatnich latach niezwykle regularny – na ostatnie 10 monumentów, które ukończył, aż 8-krotnie plasował się w czołowej „8”. Z drugiej jednak strony Mads Pedersen jeszcze nigdy nie wygrał żadnego pomnika kolarstwa – czy i w niedzielę ponownie mu czegoś zabraknie? Siłą Lidl-Treka, podobnie jak opisanego wcześniej Alpecin-Deceuninck, będzie też drużyna jako całość. Spośród 27 kolarzy obecnych na starcie 122. Paryż-Roubaix, którzy w przeszłości meldowali się w czołowej „10” choć jednej z edycji Piekła Północy aż trzech reprezentuje Lidl-Trek, albowiem oprócz Madsa Pedersena są to startujący w tym wyścigu po raz 10. Belgowie – Jasper Stuyven i Edward Theuns. Dotychczas ani razu mety nie osiągnął z kolei Jonathan Milan, ale rosły Włoch od lat odgraża się, że ten klasyk jest w jego kręgu zainteresowań.
Choć ciężko w to uwierzyć to na starcie 122. Paryż-Roubaix zamelduje się zaledwie dwóch byłych zwycięzców tego wyścigu. Niemal wszyscy triumfatorzy patrząc od 2021 wstecz zakończyli już bowiem kariery – w peletonie widujemy już tylko kontuzjowanego obecnie Johna Degenkolba, zatem obok Mathieu van der Poela kolarzem znającym uczucie wzniesienia kostki brukowej nad głowę na welodromie w Roubaix jest tylko zwycięzca z 2022 roku, czyli Dylan van Baarle (Team Visma | Lease a Bike). Kariera 32-letniego Holendra po tamtym triumfie potoczyła się jednak nie tak jak ten by sobie wymarzył, a ostatnie 2 lata są dla niego praktycznie do zapomnienia. W związku z tym wydaje się, że jedynym liderem żółto-czarnych powinien być trzeci przed dwoma laty Wout van Aert, który powalczy o swoje 3. podium Paryż-Roubaix w karierze. Ostatnie wyścigi pokazały, że 30-letni Belg potrafi na powrót generować moc, a jednocześnie miejmy nadzieję, że wybiły mu z głowy czekanie na finisz – to już nie jest ten sam eksplozywny Wout van Aert co kiedyś. A może na welodromie w Roubaix zobaczymy powrót kolarza, który w karierze m.in. wygrywał klasyfikację punktową Tour de France?
Tadej Pogačar. Nie wiem jak mam zacząć akapit o kolarzu, który do Paryż-Roubaix pasuje jak pięść do nosa. Słoweniec wspina się na podjazdy zarówno te długie, jak i krótkie, acz strome jak nikt inny na świecie, potrafi zafiniszować z małej grupki czy świetnie przejechać czasówkę, ale to wszystko nic nie znaczy w takim wyścigu jak Piekło Północy. Oczywiście – to jaką moc generuje aktualny mistrz świata sprawia, że mimo tak odmiennej charakterystyki świat kolarstwa poważnie zastanawia się nad tym czy ten nie włączy się do walki o zwycięstwo, ale jednocześnie niezwykle ciężko przewidzieć na co stać 26-letniego Słoweńca z UAE Team Emirates – XRG. To dla niego debiut w „dorosłym” Paryż-Roubaix – dotychczas bruki te przejechał tylko w edycjach juniorskich kiedy to zajmował 30. miejsce w 2015 roku (5. wtedy był Szymon Sajnok…) czy 13. lokatę w 2016 roku. Co zatem osiągnie Tadej Pogačar? Ta zagadka z pewnością ściągnie przed odbiorniki wielu widzów, a także podniesie i tak szalenie wysoki poziom emocji do niewyobrażalnego poziomu. Przyjrzyjmy się jednocześnie także kolegom klubowym Słoweńca, ci bowiem nie są pierwszymi lepszymi kolarzami z łapanki. Przybocznym mistrza świata będzie m.in. 31-letni Nils Politt, dla którego to będzie 9. Piekło Północy w karierze. Co ważne Niemiec nie tylko brał udział w tym wyścigu, ale i w nim walczył – był w przeszłości m.in. 2. (2019), 4. (2024) i 7. (2018). Na podium stawał także Florian Vermeersch – 2. zawodnik deszczowej edycji z 2021 roku.
Mamy w stawce dwóch byłych zwycięzców, tyleż samo jest także i zawodników, którzy co najmniej 4-krotnie meldowali się w czołowej „10”. Oprócz Mathieu van der Poela drugim takim kolarzem jest Yves Lampaert (Soudal Quick-Step), który będzie bronił honoru niegdyś dominującej w tym wyścigu belgijskiej formacji. Do grona weteranów bruków, na których wciąż warto zwrócić uwagę zalicza się także Stefan Küng (Groupama-FDJ), który w tegorocznych klasykach nie wypada praktycznie z czołowej „10”, niepozorny Adrien Petit (Intermarché – Wanty), który potrafi przez całe sezony być kolarzem anonimowym by nagle podczas Piekła Północy zaskoczyć – 34-latek był już 3-krotnie w top10 Paryż-Roubaix, Alexander Kristoff (Uno-X Mobility), dla którego to prawdopodobnie pożegnalna edycja tego wyścigu, Mike Teunissen (XDS Astana Team), który będzie liderem zaskakująco mocniej w tym roku kazachskiej grupy, a także Marco Haller (Tudor Pro Cycling Team), który jest jednym z zaledwie piątki uczestników mogących się pochwalić dwucyfrową liczbą występów w Paryż-Roubaix.
Jeśli chodzi o nieco młodszych kolarzy to szalenie ciekawy skład wystawiła drużyna Red Bull – BORA – hansgrohe. Przed rokiem 7. metę przeciął reprezentujący od tego roku tę formację Laurence Pithie, zaś w kolejnej grupie na dwóch czołowych lokatach finiszowali Tim van Dijke i Jordi Meeus. Tego pierwszego finalnie relegowano z 8. lokaty na 16. za zjechanie na dół welodromu. Dodatkowo 19. zmagania ukończył Mick van Dijke – co by nie mówić niemiecka ekipa ma kilka naprawdę ciekawych opcji i nie zdziwię się jak to jej kolarze będą inicjowali akcje na długo przed metą.
Wielkie ambicje związane z tegorocznym wyścigiem ma także Filippo Ganna (INEOS Grenadiers). Włoch przed dwoma laty był już 6. w Paryż-Roubaix, a w tym sezonie jego forma jest naprawdę wybitna. 28-latek był m.in. 2. w Mediolan-San Remo, 3. w E3 Saxo Classic czy 8. w Ronde van Vlaanderen, a zatem wydaje się, że i tutaj powinniśmy go zobaczyć w ścisłej czołówce. Pewną zagadką jest z kolei 21-letni Joshua Tarling – to dla niego trzecie Piekło Północy, a w dwóch poprzednich jego wyniki to przekroczenie limitu czasu oraz dyskwalifikacja za jazdę na zderzaku. Czy tym razem młody Brytyjczyk włączy się do walki?
Innymi kolarzami, na jakich warto zwrócić uwagę w tym wyścigu są Madis Mihkels (EF Education – EasyPost), Yevgeniy Fedorov (XDS Astana Team), Matej Mohorič (Bahrain-Victorious), Jenthe Biermans (Arkéa – B&B Hotels), Tom Van Asbroeck (Israel-Premier Tech), Max Walscheid (Team Jayco AlUla) i Lukáš Kubiš (Unibet Tietema Rockets).
Polacy
W stawce zobaczymy dwóch biało-czerwonych – po raz 4. w karierze w Piekłem Północy zmierzy się 41. przed rokiem Kamil Gradek (Bahrain-Victorious), zaś po raz 3. na starcie zobaczymy 46. przed trzema laty Stanisława Aniołkowskiego (Cofidis). Trzymamy kciuki za poprawę życiówek!
Transmisja
122. edycja Paryż-Roubaix będzie pokazywana na antenie Eurosportu 1 od startu do mety, a właściwie to od przygotowań do takowego aż do ceremonii dekoracji. Relacja zaczyna się bowiem już o 10:30, start zaplanowano na 11:25, kolarze metę osiągną około 16:45-17:00, zaś kamery będą im towarzyszyły aż do 17:45. Zmagania skomentują Dariusz Baranowski i Tomasz Jaroński.
Lista startowa 122. Paryż-Roubaix:
Dane dostarcza FirstCycling.com









Bardzo ładnie ujęte. Chapeau bas
W tekście pojawił się błąd – trzeci najlepszy wynik to 18 miejsce Kamila Małeckiego przed rokiem.
Kamil Małecki w zeszłym roku też było wysoko ?
Rok temu Kamil Małecki był 18, więc to on jest na podium polskich wyników w PR.
Mała poprawka odnośnie wyników Polaków. Trzecim rezultatem było zeszłoroczne 18. miejsce Kamila Małeckiego
Piękny tekst. I aż nie chce się uwierzyć, że w Przeglądzie Sportowym – „największej gazecie sportowej w kraju” o wyścigu cisza…