fot. Strade Bianche

Veni, vidi, vici” – Tadej Pogačar przybył na 19. edycję Strade Bianche, zobaczył rywali i mimo groźnie wyglądającej kraksy mającej miejsce na 50 kilometrów przed metą nie pozostawił im złudzeń sięgając po kolejne zwycięstwo w tym wyścigu. Dla mistrza świata to 3. triumf na białych drogach, a to oznacza wyrównanie rekordu Fabiana Cancellary i otrzymanie sektora szutru nazwanego własnym imieniem. 2. metę przeciął najdłużej towarzyszący Słoweńcowi Tom Pidcock, 3. był zaś Tim Wellens.

Na trasę 19. edycji Strade Bianche składało się 213 kilometrów, spośród których aż 82 kilometry kolarze musieli pokonać po białych szutrach. 16 sektorów nieco mniej utwardzonej nawierzchni stanowiło zatem aż 38,5% trasy, a szczególnie w środkowej części zmagań przez długie kilometry kolarze mogli tylko marzyć o asfalcie – mowa tu o piątym (11,9 km) i szóstym (8,0 km) sektorze, które dzielił zaledwie 1 km asfaltu, a po których kolarze pokonali nowy na trasie wyścigu Serravalle (9,3 km), który prowadzi bezpośrednio do następnego segmentu szutrowego – San Martino in Grania (9,4 km). Po pokonaniu Monte Sante Marie (11,5 km) kolejne sektory białych dróg były już nieco krótsze, trasa za to będzie zawierała dużo więcej odcinków poprowadzonych nieprzerwanie w górę i w dół, często o chwilowo bardzo wysokich nachyleniach – np. na ostatnim La Tolfe (1100 m) to osiąga aż do 18%. Na zakończenie na kolarzy czekał ikoniczny finał ze wspinaczką pod Via Santa Caterina w Sienie (500 m, śr. 12,4%, max. 16%).

Tuż przed startem otrzymaliśmy informację, że nieobecny na nim będzie Matej Mohorič (Bahrain – Victorious). W obliczu tego 174 kolarzy reprezentujących 25 drużyn przystąpiło do rywalizacji w pełnym słońcu, w bezwietrznych warunkach i przy około 17 stopniach Celsjusza.

Po około 10 kilometrach wyścigu od peletonu oderwał się 10-osobowy odjazd w składzie Stan Dewulf (Decathlon AG2R La Mondiale Team), Albert Withen Philipsen (Lidl-Trek), Lewis Askey (Groupama-FDJ), Connor Swift (INEOS Grenadiers), Simone Petilli (Intermarché – Wanty), Pepijn Reinderink (Soudal Quick-Step), Johan Price-Pejtersen (Alpecin – Deceuninck), Anders Foldager (Team Jayco AlUla), Mark Donovan (Q36.5 Pro Cycling Team) oraz Fabian Weiss (Tudor Pro Cycling Team). Grupka zyskała maksymalnie 5 minut przewagi nad peletonem prowadzonym przez kolarzy UAE Team Emirates – XRG, którzy bezpiecznie przeprowadzali Tadeja Pogačara przez kolejne długie sektory szutrów.

Img thumb

Niestety podobnie jak i w przypadku wyścigu pań (link do relacji tutaj), tak i w męskim wyścigu kamery dołączyły do kolarzy dopiero po najdłuższych sektorach białych dróg, toteż nie do końca wiadomo jak wyglądało na nich ściganie. Transmisja rozpoczęła się na 95 kilometrów przed metą – pod koniec San Martino in Grania (9,4 km), na którym to odcinku w peletonie znajdowało się jedynie około 40 zawodników.

UAE Team Emirates – XRG zrobiło dziś dokładnie to samo co rok temu – mocno pociągnęli kolejno Florian Vermeersch, Isaac del Toro i Tim Wellens, a w efekcie ich pracy na kole Tadeja Pogačara podczas pokonywania Monte Sante Marie (11,5 km) pozostali już tylko Tom Pidcock (Q36.5 Pro Cycling Team), Roger Adrià (Red Bull – BORA – hansgrohe) oraz Ben Healy (EF Education – EasyPost). Niestety chwilę wcześniej przed kraksą ratować musiał się Michał Kwiatkowski (INEOS Grenadiers), który w momencie przyspieszenia jechał przez to na dalszej pozycji.

79 kilometrów przed metą zaatakował Tom Pidcock, ale bez najmniejszego trudu dopadł go, a następnie także i przypuścił kontratak Tadej Pogačar. Słoweniec i Brytyjczyk dogonili w ten sposób ostatnich uciekinierów dnia i chwilę później jechali już sami na czele wyścigu, a ich przewaga z kilometra na kilometr bardzo dynamicznie rosła.

Pod koniec Monte Sante Marie do Tadeja Pogačara i Toma Pidcocka zaskakująco dołączył uciekinier dnia Connor Swift. Druga grupka, również złożona z harcowników, traciła pół minuty, pozostali faworyci jadący w kilkunastoosobowym peletonie tracili zaś niemal minutę. Niedługo później grupy kręcące za plecami czołowej trójki połączyły się, a różnice tylko wzrosły.

65 kilometrów przed metą na kontratak zdecydowali się Pello Bilbao (Bahrain-Victorious), Roger Adrià (Red Bull – BORA – hansgrohe) i Gianni Vermeersch (Alpecin-Deceuninck). Po 10 kilometrach do tej trójki dołączyli Tim Wellens (UAE Team Emirates – XRG), Ben Healy i Michael Valgren (EF Education – EasyPost), Lennert Van Eetvelt (Lotto) oraz Magnus Cort (Uno-X Mobility). Ósemka miała wówczas około 1:20 straty do prowadzącej trójki.

50 kilometrów przed metą Tadej Pogačar zaliczył uślizg na jednym z zakrętów i upadł szorując długo po asfalcie, a następnie wpadając w kolczaste zarośla. Słoweniec po tym zdarzeniu dwukrotnie zmieniał rower i musiał gonić Toma Pidcocka, który został samotnie na czele – również i Connor Swift wypadł z tamtego zakrętu, ale zebrał się szybciej i zawisł między Brytyjczykiem a Słoweńcem.

Po kilku kilometrach Tom Pidcock obejrzał się i zobaczył, że Tadej Pogačar odrobił pół minuty straty. Słoweniec był jednak potężnie poszlifowany, obolały i zakrwawiony, a na jego twarzy było widać wyraźny grymas bólu. Mimo takich okoliczności mistrz świata i Brytyjczyk cały czas współpracowali utrzymując swoją przewagę nad kolejną grupą, która około 35 kilometrów przed metą dogoniła mocno wymęczonego Connora Swifta.

Niestety w międzyczasie pojawiła się także informacja o wycofaniu się z wyścigu Michała Kwiatkowskiego – Polak z INEOS Grenadiers upadł dokładnie w tym samym zakręcie co Tadej Pogačar.

Kolejne kilometry mijały bardzo spokojnie – Tom Pidcock i Tadej Pogačar powoli tracili swoją przewagę, ale na 21 kilometrów przed metą cały czas mieli minutę zapasu nad piątką w składzie Tim Wellens (UAE), Pello Bilbao (Bahrain), Roger Adrià (Red Bull), Ben Healy (EF) oraz Connor Swift (INEOS). Kolejna grupa traciła w tym miejscu przeszło 2 minuty.

Na przedostatnim sektorze bruku, prowadzącym w sporej części pod górę Colle Pinzuto (2400 m) mocno pociągnął Tadej Pogačar, który nie wstając z siodełka zdołał zerwać z koła Toma Pidcocka. Z tyłu w tym samym miejscu po 3. miejsce ruszył Tim Wellens, na którego atak nikt nie zdołał odpowiedzieć.

10 kilometrów przed metą Tadej Pogačar miał już minutę przewagi nad Tomem Pidcockiem, do którego mocno zbliżał się Tim Wellens. Ten miał wówczas tylko 40 sekund straty do Brytyjczyka i niemal minutę nad grupą, od której odskoczył – wydawało się, że jeśli tylko nie dojdzie do jakichś defektów bądź kraks to skład podium był już znany, a otwarta pozostawała tylko kwestia walki o 2. lokatę.

Za plecami najlepszych po 4. miejsce ruszył Ben Healy, o 5. pozycję walczyli z kolei Pello Bilbao i Roger Adrià. Różnice, które powstały dziś na trasie były naprawdę spore, a po twarzach kolarzy było widać jak wielkim wyzwaniem jest ten wyścig.

Tadej Pogačar na ulicach Sieny mógł celebrować swój wielki triumf – Słoweniec po raz trzeci w karierze wygrał Strade Bianche jako drugi kolarz w historii, a pierwszy któremu udało się zwyciężyć w dwóch edycjach z rzędu. Wyższość mistrza świata uznać musiał Tom Pidcock, a podium uzupełnił kolega klubowy triumfatora, czyli Tim Wellens z UAE Team Emirates – XRG.

Wyniki 19. edycji Strade Bianche:

Wyniki dostarcza FirstCycling.com

Poprzedni artykułMatteo Jorgenson: „Nie mogę się doczekać, aby znów ścigać się z Jonasem”
Następny artykułStrade Bianche 2025: Ogromny pech polskich kolarzy. Kraksy Niewiadomej i Kwiatkowskiego
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Wirgil
Wirgil

Żelazne płuca, skóra jak krokodyl.
Mistrz!

Alek
Alek

No i pidcock miał jaja żeby jednak jechać z pogacarem, a nje jak w innych wyścigach wszyscy uszy po sobie.
Widać że pogacar też robi błędy, jak nie ma super komfortowej sytuacji (Jak tdf 2022) więc jest to nadzieja i nauka dla innych.

Czy na pewno zmieniał 2 razy rower? Wydaje mi się że po krasie wsiadł na swój rower na którym upadł i dopiero po chwili zmienił jednak na inny.

Jacek
Jacek

Tadek miał wielkie szczęście, że w locie nie spotkał niczego twardego … I chwała Bogu! Oby wylizał się szybko, podobnie Kasia nasza kochana, i Kwiato.

reko
reko

Po pierwsze mozna skorygować opis we fragmencie mówiącym o tym gdzie Tadej zaatakował Toma…”na przedostatnim sektorze bruku”….też się nie mogę doczekać Piekła, ale jeszcze jesteśmy na pięknych szutrach. Po drugie calosciowo bardzo fajny skrót z najważniejszych wydarzeń, po trzecie…jazda Tadeja to uczta dla oczu mimo że niemal dominuje wszystko co jedzie.

Adolf Hitman
Adolf Hitman

Pan Tadeusz wyjaśnił wszystkich przepotężnie.