Od kilku dni na ustach wszystkich w kolarskich świecie znajduje się Maxim Van Gils, który wywołał niemałe poruszenie swoim zerwaniem umowy z Lotto Dstny. Belg zdecydował się wypowiedzieć po raz pierwszy oraz spodziewa się rozwiązania sprawy na przełomie listopada i grudnia.
Przypomnijmy, że utalentowany Belg był związany umową ze swoją aktualną (lub też nie?) drużyną do końca 2026 roku. W tym tygodniu jednak zdecydował się przedwcześnie opuścić szeregi Lotto Dstny i jak sam tłumaczy są ku temu powody:
Myślę, że tak wyjdzie lepiej dla wszystkich. Straciłem poczucie powiązania z kulturą i projektem Lotto już jakiś czas temu. Potrzebuję innego środowiska. Dużo się wydarzyło pomiędzy podpisaniem nowego kontraktu, a tym jak jest teraz.
– opowiada na łamach WielerFlits Maxim Van Gils.
Niejasne wciąż jest gdzie w przyszłym roku będzie startował trzeci zawodnik tegorocznej Strzały Walońskiej. Co ciekawe, na stole wciąż jest opcja jego powrotu do belgijskiej drużyny:
W tej chwili nic nie jest pewne. Być może nawet będę się ścigał dla Lotto w przyszłym sezonie, szczerze to sam nie jestem tego pewien. Jakbym miał wybierać jednak sam, wolałbym odejść. Co oczywiste, wybór nie należy tylko do mnie
– tłumaczy 24-letni Belg.
W obliczu takiego rozwoju sytuacji nie mamy tutaj do czynienia z klasycznym transferem do innej drużyny czy zapłacenia klauzuli odstępnego. Ruch, który wykonał Van Gils, jest o tyle ryzykowny, że w przypadku, gdyby nie doszedł do porozumienia z kierownictwem Lotto Dstny, sprawa może przeistoczyć się w proces sądowy. Jak wiemy, takie rozwiązanie może raczej nie pasować kolarzowi, z uwagi na dość długi okres czasu, przez który mogłaby trwać batalia prawna:
Moi menadżerowie powiedzieli mi, że prawdopodobnie nie mógłbym się ścigać, gdybyśmy nie doszli do porozumienia z drużyną. Myślę, że Alex (Carrera, agent kolarza – przyp. red.) poukłada wszystko do kupy i obydwoje jesteśmy w dobrej pozycji. Nie ma powodu, aby panikować
– wyjaśnia Maxim Van Gils.
Co ciekawe, sam proces negocjacji ma póki co przebiegać w dobrych nastrojach, z czego usatysfakcjonowany jest sam zawodnik:
Rozmowy z Lotto przebiegają na chwilę obecną bardzo dobrze. Nikt na nikogo się nie złości, a to już sporo! Decyzja musi zapaść względnie szybko. Najlepiej na przełomie listopada i grudnia. To dosyć istotne zarówno dla mnie, jak i dla drużyny, żeby jak najszybciej to załatwić i bardzo wierzę w takie rozwiązanie sprawy. Wszystko póki co przebiega po mojej myśli
– rozwija kolarz.
Nic dziwnego, że skoro nagle na rynku pojawia się zawodnik takiej klasy, pojawiło się wokół niego dużo zainteresowanych. Póki co, w mediach najwięcej słyszy się o zakusach ze strony Astany Qazaqstan i Red Bull – Bora – hansgrohe. Sam Van Gils jednak nie dzieli skóry na niedźwiedziu i nabrał wody w usta odnośnie ewentualnej nowej drużyny, z uwagi na trwający proces negocjacji z jego aktualnym pracodawcą:
Póki co jestem zawodnikiem Lotto Dstny i nie mogę rozmawiać z innymi drużynami, bo nic nie jest pewne. Myślę, że najbliższe 10 dni będzie kluczowe. Jedyne co wiem, to fakt, że wciąż jestem młody, więc powinienem dołączyć do jakiegoś interesującego sportowego projektu
– opowiada Maxim Van Gils
Zawodnik uchylił również rąbka tajemnicy odnośnie swojego programu startów w przyszłym roku. Z jego wypowiedzi zdaje się, że nie zajdzie w nim zbyt wiele zmian względem zeszłego sezonu:
Chciałbym przejechać podobny program startów, jak w zeszłym roku. Może nawet nieco lepszy. To na pewno byłoby trudne, bo już teraz był on dosyć ambitny. Myślę jednak, że jest w stanie być jeszcze lepszy i mam tu na myśli zwycięstwo w jakimś wielkim wyścigu, takie jak np. Strade Bianche czy Strzała Walońska. Wymieniłbym za to wszystkie moje dotychczasowe osiągnięcia
– kwituje 24-letni zawodnik.










Myślę, że wciska kit i już jest dogadany z jakąś bogatą ekipą.