Przed miesiącem informowaliśmy, że Maxim Van Gils (Red Bull – BORA – hansgrohe), który doznał złamania miednicy i części barku podczas lutowego Clasica Jaen, ma wrócić do rywalizacji w czerwcu. Plany te nie uległy zmianom, a sam zawodnik postanowił przekazać nowe informacje na temat swojej obecnej sytuacji.
Maxim Van Gils zaliczył w tym sezonie jedynie 2 dni startowe. Podczas trzeciego, którym był start w Clasica Jaen, doznał poważnych urazów barku, nadgarstka i miednicy. W ich wyniku nie mógł wsiąść na rower przez 5 tygodni, ale jak sam zapewnia, wszystko zmierza w dobrym kierunku.
Wszystko idzie dobrze. Od końca marca znów jeżdżę na rowerze na świeżym powietrzu. Wciąż mam sporo do nadrobienia. Musiałem obejść się bez roweru przez 5 tygodni. To tak, jakbym znowu zaczął jeździć na rowerze w listopadzie
— stwierdził 26-latek. Van Gils w dalszej części rozmowy otworzył się na to, jak obecnie wygląda jego dyspozycja i co było najtrudniejsze w sytuacji, w jakiej się znalazł.
Jeśli trenuję dłużej niż 4 godziny, jestem kompletnie wyczerpany. Z każdym kolejnym treningiem jest coraz lepiej. Miednica właściwie już mi nie dokucza. Tylko ramię nadal trochę boli, gdy długo jeżdżę na rowerze. Dzisiaj jest o wiele lepiej, ale najtrudniejszy moment nastąpił, gdy znów zacząłem jeździć na rowerze. Wtedy zrozumiałem, jak wiele pracy jest przede mną
— przekazał belgijski kolarz. Jak się okazuje, nie porzucił planów o starcie w Tour de France u boku Remco Evenepoela i Floriana Lipowitza, z którymi zamierza trenować podczas majowego obozu wysokościowego.
Plan zakłada dołączenie do obozu treningowego drużyny w Sierra Nevada na początku maja. Żeby tam pojechać, muszę jeszcze zrobić kilka kroków. Zobaczymy, jak to się rozwinie
— zakończył.









