W sobotę w Pruszkowie odbędzie się Walny Zjazd Sprawozdawczo-Wyborczy Delegatów Polskiego Związku Kolarskiego, podczas którego zostanie wybrany nowy prezes instytucji odpowiedzialnej za polskie kolarstwo. Publikujemy naszą rozmowę z Rafałem Makowskim, który będzie ubiegał się o reelekcję.
Dlaczego zdecydował się pan na ponowne kandydowanie na stanowisko prezesa Polskiego Związku Kolarskiego?
Mnóstwo pracy zostało wykonanej i dokonaliśmy czegoś, co wydawało się niemożliwe. Najważniejsza sprawa, czyli sprawozdanie za rok 2017 zostało finalnie wykonane. To była olbrzymia praca, kilka tysięcy dokumentów, które zostały ponownie przejrzane i zaksięgowane, olbrzymi wkład kancelarii podatkowej Denarius z Poznania, także mój osobisty, członków zarządu, dyrektora sportowego i mecenasa reprezentującego PZKol jest nie do ocenienia. Na to sprawozdanie czekało całe środowisko i nasi partnerzy, w tym Ministerstwo Sportu. Jest to nowe otwarcie i zamykamy okres problemów administracyjno-księgowych, bo mimo, że jest to pierwsze sprawozdanie, to ono było kluczowe. Mamy wiedzę na temat problemów, zadłużenia i robimy kolejne sprawozdania. Poradzimy sobie z nimi szybko z tym zespołem, który został już zbudowany.
Czyli teraz ma być już z górki. Czy w takim razie, w przypadku kontynuacji kadencji, mam pan ustalony deadline wykonania kolejnych sprawozdań?
Maksymalnie w połowie przyszłego roku zatwierdzimy sprawozdanie dotyczące roku 2024. Jestem co do tego przekonany i chcę podkreślić zaangażowanie, rzetelność, drobiazgowość księgowania i wiedzę zdobytą w trakcie całego procesu przez cały zespół. Wszystko to sprawia, że zakładam, że sprawozdania z lat 2018-2023 powstaną i zostaną zbadane do połowy 2025 roku.
Rozumiem, że pańską 1,5-roczną kadencję należy oceniać właśnie z perspektywy tego sprawozdania i to jest największy sukces?
Chcę podkreślić, że sprawozdanie to nie jest kolarstwo. W kolarstwie chodzi o coś zupełnie innego − nie o sprawozdania, natomiast, jak wszędzie, ważna jest dokumentacja. Wystarczy sobie zadać pytania, czy klub może istnieć bez umów sponsorskich czy bez środków samorządowych? Nie może, żaden klub nie będzie bez tego istnieć. I mimo, że to nie jest praca kojarząca się ze sportem, to bez niej klubu prowadzić się nie da. Chciałbym, żeby ten sukces, który jest największym sukcesem tej kadencji, był rozpatrywany w charakterze sukcesu administracyjnego, bo przecież najważniejsze są sukcesy sportowe. Na pewno po stronie sukcesów można wymienić zmiany w systemie szkolenia – włączyliśmy do niego kadrę U17, która niestety nie podobała się prezesowi Wielkopolskiego Związku Kolarskiego Lucjuszowi Wasielewskiemu od samego początku. Odkąd mógł samodzielnie decydować o szkoleniu w ramach Programu Wspierania Kolarstwa, czyli od tego roku, to dopiął swego i tę kadrę zlikwidował. Nie jest to dobry ruch i ja w przyszłej kadencji zamierzam niezwłocznie przywrócić tę kadrę do planu szkolenia. Zaczęliśmy z dyrektorem Rutkiewiczem od 2023 roku reformę systemu szkolenia. Zauważyliśmy, że wiele środków na szkolenie było wydatkowanych w sposób nieoptymalny. Wypracowaliśmy system oparty na arkuszach kalkulacyjnych, który zakładał pełne przyjrzenie się efektywności wydatkowania środków. Niestety nawet dział szkolenia Polskiego Związku Kolarskiego tego nie rozumiał i o ile dokumentacja w przypadku kolarstwa szosowego była wypełniana wzorowo, to na dane dotyczące kadr torowych czy MTB w roku 2023 się nie doczekaliśmy. Nie wszyscy rozumieli potrzebę tej reformy, którą my już zaczęliśmy w 2023 roku i miała być kontynuowana. Niestety splot wydarzeń sprawił, że w tym roku za szkolenie odpowiadał Wielkopolski Związek Kolarski, więc proces ten nie mógł być kontynuowany.
Biorąc pod uwagę wykonane sprawozdanie za rok 2017, jaki jest w tym momencie największy problem Polskiego Związku Kolarskiego?
Największym problemem jest w tym momencie dług, który blokuje nam funkcjonowanie. Wcześniej największym problemem był bałagan i sprawy księgowo-rachunkowe, ale z tym sobie poradziliśmy w kwestii kluczowego 2017 roku, a z resztą sobie poradzimy w perspektywie czasu, o której wspominałem wcześniej. Zostanie do uregulowania dług, natomiast słyszałem od wszystkich ministrów sportu od 2017 roku, że PZKol musi poradzić sobie z problemami i wtedy będzie partnerem do rozmów. Ja na tym polegam. My już jesteśmy na tej ścieżce, a za parę miesięcy będziemy mieli zrobione wszystkie sprawozdania. Uważam, że to już jest moment, kiedy możemy siadać do rozmów z Ministerstwem Sportu w sprawie rozwiązania problemu, bo my już tę ścieżkę mamy zaczętą i mamy pierwsze sukcesy.
Tylko że pojawiały się problemy w komunikacji z ministerstwem. Czy uważa pan, że po wykonaniu sprawozdania to się zmieni, mimo że przy ewentualnym wyborze pana na stanowisko prezesa nie zmieni się ani prezes związku, ani minister?
Bardzo dobrze pamiętam słowa pana ministra sportu i turystyki Sławomira Nitrasa: „ogarnijcie się”. To było wezwanie skierowane do całego środowiska, żeby uporządkować nasze sprawy. My do tego wezwania się stosujemy i je realizujemy.
Przechodząc dalej do problemów Polskiego Związku Kolarskiego. Jednym z kluczowych jest wizerunek, a co za tym idzie problemy z pozyskiwaniem sponsorów. W jaki sposób można go poprawić?
W poprzedniej kadencji byliśmy w stanie przyciągnąć sponsorów i kolarze z tych środków korzystali. Mam natomiast świadomość, że PZKol ma cały czas problemy z pozyskiwaniem funduszy sponsorskich, bo jaki sponsor chciałby zainwestować swoje środki w instytucję, która od 7 lat nie ma sprawozdań finansowych, co dowodzi temu, że nie radzi sobie z polityką finansową? Uważam, że proces pozyskiwania sponsorów będzie teraz dużo łatwiejszy i naturalny w przypadku tak medalodajnej dyscypliny, z ponad 100-letnią historią, która jest taka nośna jeśli chodzi o sponsoring sportowy.
Jest coś, co zmieniłby pan w budowaniu wizerunku w porównaniu do tej kadencji? Choćby w kontaktach z mediami?
To jest pytanie ogólne o komunikację. Proszę pamiętać, że w ostatnim kwartale 2023 roku przygotowaliśmy media day i wiemy, jak ważne są kontakty z mediami. Chcemy wychodzić do mediów i stąd ten pomysł. Był na to konkretny plan, ale niestety przez to, że całe szkolenie zostało przekazane Wielkopolskiemu Związkowi Kolarskiemu, nie udało się go nam zrealizować. Nasze spotkania z trenerami i bieżące konsultacje były jednym z kilku elementów całej strategii. Na pewno chcemy to, z dodatkiem pozostałych elementów, zrobić w przyszłej kadencji.
Nawiązując jeszcze do tej kadencji. Wielokrotnie spotykał się pan z krytyką – czy to działaczy, czy zawodników. Były między innymi kwestie strojów dla zawodników, umów lojalnościowych, też mówiono o jednoosobowym zarządzaniu związkiem. Czy była to krytyka zasadna i czy zrobiłby pan coś inaczej z perspektywy czasu?
Zarząd Polskiego Związku Kolarskiego zbierał się częściej niż przewiduje statut, bo taka była potrzeba. Pracy było dużo, a posiedzenia były protokołowane. Kilka uchwał, których byłem pomysłodawcą, zostało odrzuconych i bardzo sobie to cenię. Cenię sobie, że w zarządzie były osoby o odmiennym punkcie widzenia, które w niektórych kwestiach były w stanie skorygować moje pomysły. Zarząd nie był jednoosobowy, działał jako kolektyw, zbierał się i dyskutował. Komunikacja była częsta. Mam dostęp do sprawozdań z lat poprzednich i różnica jakościowa jest olbrzymia. Nawet wykaz uchwał na stronie PZKol-u pokazuje, jak działał zarząd tej kadencji, a jak działały zarządy poprzednie. W tej kwestii nie mam sobie nic do zarzucenia.
W kwestii umów o zachowaniu poufności danych. Dla mnie, jako informatyka, który uzyskuje dostęp do infrastruktury klienta, są to umowy całkowicie naturalne. Jak mam podpisać umowę na 100 lat, to ją podpisuję. Mając dostęp do infrastruktury, wiedząc jakie są jej podatności, mam świadomość, że nie mogę tego ujawniać, bo grożą mi konsekwencje. Nie rozumiem, dlaczego ta sprawa przybrała takiego rozmiaru, gdyż jest to normalna praktyka biznesowa.
Jeśli chodzi o stroje, to w tym roku zamawiał je Wielkopolski Związek Kolarski. Kiedy dowiedzieliśmy się o problemach, to oczywiście zarząd Polskiego Związku Kolarskiego zareagował. Łatwo jest krytykować PZKol nie znając szczegółów. To nie my realizowaliśmy szkolenie w tym roku, a jako prezes czy zarząd jesteśmy stawiani w sytuacji odpowiedzialnych przez ludzi, którzy nie wiedzą, jaka była organizacja w tym roku.
Jeśli chodzi o szkolenie. W jaki sposób można przygotować zawodników lepiej do kolejnych igrzysk czy imprez mistrzowskich? Trzeba pamiętać, że pomimo medalu Darii Pikulik w Paryżu, sytuacja w tym roku pod kątem liczby miejsc na szosie wśród mężczyzn nie była kolorowa, a na torze w wielu konkurencjach nie było naszych reprezentantów.
Jestem po rozmowach z częścią trenerów kadrowych i my już myślimy o Los Angeles 2028. Mamy bardzo dobrych trenerów, świetnych zawodników – nawet widać to po tych, którzy walczą w kategorii U17. By stworzyć im odpowiednie warunki, trzeba dyskutować o kształcie szkolenia w PZKol-u w szerokim gronie z trenerami, których chcę powołać do rady trenerów. Chcę, żeby było to ciało, które zbiera się na bieżąco, opiniuje, koryguje kurs, daje pewne wskazówki. Chcę, żeby trenerzy kadrowi czuli wsparcie środowiska i na odwrót. Żeby środowisko było na bieżąco informowane. Wiem, że jest wiele nieprawidłowości w funkcjonowaniu niektórych grup szkoleniowych. Miało się to zmienić w 2024 roku, ale nie mieliśmy ku temu sposobności Trzeba wykorzystać potencjał tych, którzy już zdobywają medale, nastawmy ich kurs na Los Angeles i zróbmy to w sposób zaplanowany, a nie z doskoku.
W jaki sposób można uniknąć powtórki sytuacji z tego roku z problemami z finansowaniem wyjazdu na imprezy mistrzowskie?
Czekamy na nowelizację ustawy o sporcie. Zgodnie z nią, podmiotem, który będzie uprawniony do finansowania szkolenia będzie Instytut Sportu − Polski Instytut Badawczy. Kiedy ta nowelizacja zostanie przyjęta, to wszystkie akcje szkoleniowe i wyjazdy na imprezy mistrzowskie będą finansowane ze środków z programu dofinansowania. Liczymy na to, że odbicie się od problemów z przeszłości pozwoli na powrót sponsorów do kolarstwa, co nam pomoże w organizowaniu akcji.
Rozumiem. Czy myśli pan wraz z zarządem i dyrektorem sportowym o większej selekcji w przypadku drogich wyjazdów i wysłaniu na taką imprezę na przykład tylko części zawodników, prezentujących europejski bądź światowy poziom?
Tu wracam ponownie do systemu oceny jakości szkolenia i osiąganych wyników, który stworzyliśmy razem z dyrektorem sportowych i wiceprezes ds. sportowych. Wracam myślami do mistrzostw Europy w Belgii i mistrzostw świata w Zurychu, które organizowaliśmy przy użyciu niewielkich środków. Wykorzystaliśmy bardzo niewiele środków i zakładaliśmy wysłanie tylko topowych zawodników. Uważam, że to jest normalna procedura w przypadku elity – musimy wysyłać zespół specjalistów na daną trasę i warunki, który poradzi sobie jak najlepiej. Nie musimy wysyłać pełnego składu, jeżeli nie mamy pewności, że dani zawodnicy będą pomocni liderowi.
W przypadku szosy problemem jest też coraz mniejsza liczba wyścigów rangi Międzynarodowej Unii Kolarskiej. Czy jest jakiś pomysł, by to zmienić?
Podchodzę do tego z zupełnym zrozumieniem, bo sam organizowałem wyścigi szosowe, przełajowe czy MTB i wiem dokładnie, jakie to jest przedsięwzięcie. Nie dziwię się, że ubywa imprez przy zaostrzających się wytycznych odnośnie ich organizacji. Na pewno będzie nam przybywało imprez gravelowych, które są niezwykle ciekawe, blisko natury, a jednocześnie są łatwiejsze do zabezpieczenia, więc użycie dróg publicznych jest ograniczone. Organizatorzy muszą być beneficjentami korzyści związkowych. Część potencjalnych środków sponsorskich musi być dzielona z organizatorami, bo to oni współtworzą to kolarstwo. My jako związek pilnujemy też spraw związanych z konkursami ministerialnymi, bo trzeba pamiętać, że Minister Sportu przyznaje na międzynarodowe imprezy w Polsce dodatkowe fundusze. My tych konkursów pilnujemy i organizatorom imprez UCI o nich przypominamy.
Podsumowując, dlaczego delegaci powinni oddać głos właśnie na pana?
Ze względu na wiedzę, zaangażowanie i dokończenie rozpoczętych trudnych spraw. Także to, jak Polski Związek Kolarski się zmieniał i może dalej funkcjonować.
Z Rafałem Makowskim rozmawiał Kacper Krawczyk









