Biniam Girmay stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w Erytrei, która wprost oszalała na punkcie kolarstwa. Ma to swoje zalety, ale i wady – 24-latek skarży się, że musi ukrywać się by móc wyjść na trening, a i wówczas bywa bardzo ciężko.
Erytrejski gwiazdor Biniam Girmay opowiedział ostatnio nieco więcej o tym jak mu się żyje w ojczyźnie. 24-latek z Intermarché – Wanty musi ją odwiedzać bardzo regularnie, albowiem jako obywatel Erytrei może liczyć na maksymalnie 3-miesięczne wizy do państw, w których odbywają się najważniejsze wyścigi kolarskie. W związku z tym Biniam Girmay regularnie wraca w rodzinne strony, gdzie trenuje w oczekiwaniu na kolejny powrót do Europy.
Tymczasem uznawana za drugi najmniej wolny kraj świata po Korei Północnej Erytrea, a właściwie jej włodarze potrzebują osób, w blasku których mogą ocieplać swój wizerunek. W obliczu boomu na kolarstwo w państwie i sukcesów m.in. Daniela Teklehaimanota, Natnaela Berhane, Merhawiego Kudusa czy teraz właśnie Biniama Girmaya sport ten stał się czymś na kształt religii w Erytrei, a ostatni z wymienionych postanowił się nieco w żartach poskarżyć, że utrudnia mu to życie codzienne.
Wyjście na zewnątrz na filiżankę kawy jest już prawie niemożliwe. Wszędzie są ludzie, którzy czegoś ode mnie chcą. Trening w moim stroju drużynowym jest po prostu niereallny. Jeśli pojadę na godzinę na rowerze w stroju ekipy to zostanę poproszony o zdjęcie 200 razy. Próbowałem przerobić koszulkę na mniej wyrazistą, ale to też nie zadziałało. To wyjątkowe mieć tak wielu fanów, którzy mnie wspierają, ale szczerze mówiąc, czasem jest to też spora wada. Teraz zostaje mi czarna koszula, czarny rower… W zasadzie wszystko w kolorze czarnym, ale i to nie zawsze pomaga
— opowiadał Biniam Girmay.
Zważywszy na to, że nie zanosi się by Erytrea miała zaliczyć jakąkolwiek transformację polityczną kwestia wiz będzie ciążyła 24-latkowi przez całą karierę. Konieczność powrotów do ojczyzny, w której kolarz Intermarché – Wanty jest jednym z bohaterów narodowych będzie wiązała się zatem z tym by na różne sposoby utrzymywać „anonimowość” i móc kontynuować treningi, które są niezbędne do zachowania formy pozwalającej na odnoszenie kolejnych wielkich sukcesów.









Adoptować i zrobić z niego naszego , przynajmniej będzie jakiś kolarz na poziomie 🙂
Jak się raz przejedzie po dróziach dla pedałów albo spotka polskiego trzymacza kierownisi to się cofnie z pocałowaniem ręki do Afganistanu.