Thibau Nys zachowuje stuprocentową skuteczność na etapach Tour de Pologne ze startu wspólnego. W Dusznikach-Zdroju, podobnie jak dwa dni wcześniej w Karpaczu, znów okazał się najlepszy.
Wtorek nie był najlepszym dniem dla belgijskiego kolarza, ale nie było to żadne zaskoczenie. W końcu zapowiadał wcześniej: – Na razie jestem zbyt słaby na czas, by w tym momencie walczyć o klasyfikacje generalne takich wyścigów, jak tegoroczne Tour de Pologne.
Miał rację. Na 15-kilometrowej trasie z Mysłakowic do Karpacza stracił 3 minuty i 33 sekundy, niemal całkowicie pozbawiając się tym samym na zajęcie wysokiego miejsca w “generalce” tegorocznego Wyścigu Dookoła Polski. Jego zapowiedzi spowodowały jednak, że przyczyn słabego występu nikt nie szukał w nagłej obniżce dyspozycji czy zjadającym go stresie. Dzisiejsze zwycięstwo nie było zatem żadnym odrodzeniem. Nys po prostu potwierdził dobrą formę. I poszło mu łatwiej niż zakładał przed etapem.
– Najdłuższe podjazdy były pokonywane w większej grupie, na większych prędkościach, niż myślałem, więc mogłem skorzystać z cienia aerodynamicznego. To spowodowało, że pokonywało się je łatwiej niż się spodziewałem. Przede wszystkim jednak miałem dobre nogi, a zespół wykonał perfekcyjną pracę, by utrzymać mnie z przodu. Znów dałem radę.
– mówił w mixed zonie.
Znów nie oznacza tu jednak tylko “po raz drugi podczas tegorocznego Tour de Pologne”, ale też “po raz ósmy w tym sezonie”, bo Nys kolekcjonuje w tym roku zwycięstwa z zadziwiającą łatwością.
Jeśli liczyć tylko zawodowe triumfy (wyścigi kat. 2.1 i wyższej) osiągnięte w tym roku, to zajmuje pod tym względem 6. miejsce. Przed nim są tylko wielkie gwiazdy kolarstwa – Pogaar, Vingegaard, Evenepoel, Merlier i jego zespołowy kolega – Mads Pedersen (również obecny w Polsce), a za nim m.in. Jasper Philipsen, Biniam Girmay czy Jonathan Milan. Zapytany o najtrudniejsze zwycięstwo wskazał na etap… którego nie wygrał.
– Myślę, że najtrudniejszy był ostatni etap Tour de Hongrie, choć on chyba się nie łapie, bo go nie wygrałem. Próbowałem tam jedynie utrzymać koszulkę lidera i się udało. To zawsze jest trudne, gdy wjeżdżasz na ostatni kilometr. Wiesz, że musisz utrzymać kontrolę nad etapem, cieszysz się na to, ale wiesz, że będziesz cierpiał. Musisz jednak być ponad to. Musisz pamiętać, że inni też cierpią.
Dziś też tak było – Nie, wcale nie bawiłem się dziś dobrze na ostatnim kilometrze – mówił, i trudno mu się dziwić. Ostatni kilometr w Dusznikach-Zdroju był bardzo trudny – jego średnie nachylenie przekraczało 8%, a momentami było zdecydowanie większe. Nys jednak radość ze ścigania odzyskał jeszcze przed metą – Zaczęło być fajnie gdzieś na 100 metrów przed metą, gdy wiedziałem już, że wygram – tłumaczył.
Thibau Nys wygrał drugi etap ze startu wspólnego z rzędu, ale nic nie trwa wiecznie. Na dwóch kolejnych etapach będzie bowiem musiał oddać pola sprinterom. Jego miejsce w Prudniku i Katowicach będzie mógł jednak zająć, o ile doszedł do siebie po nieudanym lipcu, Mads Pedersen. Na szczęście dla Nysa, trudności podczas tego Tour de Pologne nie kończą się na Dusznikach – w sobotę, na trasie kończącej się w Bukowinie Tatrzańskiej, znów będzie miał, już po raz ostatni, okazję, by pokazać swój potencjał.
Z Dusznik-Zdroju, Bartek Kozyra









