fot. Giro d'Italia

Miało być inaczej. UAE Team Emirates chciało przedłużyć poniedziałkowy dzień przerwy, jednak paradoksalnie nic nie poszło po ich myśli. Najpierw skrócenie etapu, co zdecydowanie utrudniło sprawę ucieczce, a następnie pogoń Movistar Team za niewielkim odjazdem. Taką sytuację Tadej Pogačar musiał wykorzystać.

Pierwszy etap trzeciego tygodnia Giro d’Italia rozpoczął się zamieszaniem związanym z neutralizacją pierwszej części odcinka i podjazdu pod Umbrailpass. Ostatecznie zawodnicy ścigali się na dynamicznej, 120-kilometrowej trasie prowadzącej pod Monte Pana.

Nie sprzyjało to ucieczce, jednak harcownicy nie zamierzali odpuszczać. Na czoło wysforowało się czterech kolarzy, którzy cały czas byli kontrolowani przez Movistar Team, liczący na etapowe zwycięstwo. Plany podopiecznych Eusebio Unzue spaliły na panewce, jednak przewaga utrzymującego się na czele atakującego z peletonu Giulio Pellizzariego, była na tyle mała, że jadący spokojnie zawodnicy UAE Team Emirates zdecydowali się powalczyć o etap.

– Dzisiaj nie chcieliśmy jechać po etap, ale inne drużyny goniły i stwierdziliśmy, że czemu nie, możemy spróbować. Na ostatnim podjeździe jechaliśmy szybko, zobaczyłem, że na moim kole był tylko Tadej i było po wszystkim. Tadej chciał, żebym to ja wygrał, ale czułem się trochę zmęczony i powiedziałem, żeby jechał i wygrał kolejny etap. Chapeau bas. Ale naprawdę nie chcieliśmy dzisiaj jechać po etap

– powiedział Rafał Majka w rozmowie z Eurosportem.

Polak urwał dziś wszystkich rywali Słoweńca, tak, że ten nie musiał nawet podnosić się z siodełka. Po prostu wyprzedził swojego zespołowego kolegę i pognał do przodu. Niedługo później przegonił też walecznego Włocha z VF Group Bardiani-CSF Faizane, który przed rokiem przedstawił się polskiej publiczności, zajmując 2. miejsce w Karpackim Wyścigu Kurierów.

Dzisiejszy etap po raz kolejny pokazał znakomitą współpracę duetu Majka-Pogačar. Niedawne doniesienia dotyczące przyszłości Polaka w UAE Team Emirates nie mogą więc zaskakiwać.

– Być może widzę Rafała Majkę częściej niż moją dziewczynę, a na pewno częściej niż rodzinę. W wyścigach dobrze nam się współpracuje i jestem bardzo szczęśliwy, że mam go u swojego boku

– mówił lider Giro d’Italia podczas wczorajszej konferencji prasowej.

Jak przyznał Majka, Pogačar chciał dać mu dziś szansę na etapowy triumf. Być może na kolejnych etapach Słoweniec również będzie chciał odwdzięczyć się Polakowi. Tymczasem sięgnął po piąty skalp w tegorocznej edycji Giro d’Italia.

– Dla nas była to dobra ucieczka i chcieliśmy się zrelaksować, ale Movistar naciskał i utrzymywał małą różnicę. Na przedostatnim podjeździe było naprawdę szybko, później staraliśmy się kontrolować, potem Rafał powiedział, żebyśmy naciskali i spróbowali zyskać przewagę. Myślałem, że Pellizzari wygra. Był blisko i cieszy mnie, że to on dojechał drugi

– komplementował Włocha Pogačar.

– Muszę powiedzieć, że podziwiam go w tym Giro. Wysłał mi nasze zdjęcie z 2019 ze Strade Bianche, byliśmy wtedy młodymi chłopakami, teraz jest tutaj i radzi sobie bardzo dobrze. Być może wygra nawet etap w tym tygodniu

– mówił Słoweniec.

Po mecie młody Pellizzari podczas wzruszającej rozmowy z Pogačarem otrzymał od niego okulary i różową koszulkę. Być może kiedyś sam ją wywalczy…

Giulio Pellizzari – Nasze spotkania ze wschodzącą gwiazdą

 

Poprzedni artykułWygrał etap Tour de France w 1989 roku. Teraz 60-latek stanął na starcie wyścigu UCI
Następny artykułDecathlon jedzie z Tour de Pologne
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Grzegorz
Grzegorz

Można Tadka lubić albo nie, można mu zarzucać jazdę na soku, ale tak po ludzku to fajny, sympatyczny i cieszący się życiem młody facet.
Wnosi coś pozytywnego do kolarstwa, jakiś taki romantyzm, jazdę bez kalkulacji.
Chapeau.

Adam
Adam

Grzegorz nie znasz go i tak piszesz xD

Krzysztof
Krzysztof

Adam, to jak z nim jest?

Waldi
Waldi

A kto z world tour nie jest na soku? Jeżdżąc 21 etapów w dzień w dzień to nie jest normalne. Teraz niby kolarstwo czyste a peleton jeździ dużo szybciej jak w 2005. Jak by kolarze jeździli bez lekarstw to Giro Tour by trwało max 5 dni z jednym etapem w górach moze dwoma. Ale jak jednego dnia moze sprinter paść na twarz pod górę na metę. Następnego dnia rozkręca po kolejnych 200km finisch na 70km/h …na creatynie? 😂 Ludzie wierzycie w mikolaja dalej? Tylko w PL nikt tego nie oglada sport nie jest wpajany dzieciom do głów dlatego wszyscy sportowcy uciekają na zachód jak chcą spróbować sił i na tym zarabiać.