Sprinterski pojedynek, nawet jeśli poprzedzony skomplikowaną końcówką, nie jest najbardziej typową propozycją Giro d’Italia na zakończenie weekendu. Podobnie jak jeszcze kilka lat temu nie był nią Neapol, który dziś ugości włoski wielki tour po raz trzeci z rzędu. Będzie szybko i gorąco.
Dziewiąty dzień rywalizacji oznacza, że kolarze marzą już o dniu przerwy, jednak dzieli ich od niego 214 kilometrów pomiędzy Avezzano a Neapolem.
W pierwszej części trasa wiedzie przez Abruzję i Lacjum, a jej jedynym urozmaiceniem są dwa nieklasyfikowane podjazdy. Ciekawiej zrobi się na finałowych 100 kilometrach etapu, kiedy peleton Giro d’Italia znajdzie się nad Morzem Tyrreńskim, gdzie rozegrane zostaną lotne premie w Mondragone (132,2 km) i Bacoli (181,4 km) oraz premia Intergiro w Giugliano in Campania (158,5 km).
1574 metry przewyższenia rozciągnięte na dystansie aż 214 kilometrów sugerują finisz całego peletonu na ulicach Neapolu, ale uwagę zwraca wykorzystana nie po raz pierwszy końcówka, prowadząca przez płonące głęboko pod stopami Pola Flegrejskie. Monte di Procida (4,1 km, śr. 3,0%) jest łagodnym podjazdem, ale nachylenie ścianki nieopodal Lago Lucrino sięga 14%, a ewentualną pogoń peletonu komplikować będą typowe dla tego obszaru wąskie i kręte drogi.
Pomiędzy Pozzuoli a Posillipo uczestnicy wyścigu pokonają jeszcze dwa nieklasyfikowane wzniesienia, ale sam finisz w stolicy Kampanii jest zupełnie płaski. Meta zlokalizowana została na biegnącym wzdłuż zatoki bulwarze, tuż za flamme rouge znajduje się bardzo ciasny nawrót.
Oto, co na temat 9. etapu 107. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:
Etap 9, 12 maja: Avezzano > Neapol (214 km | 1574 m)
W poprzednich dekadach ścieżki Giro d’Italia i Neapolu przecinały się niezwykle rzadko, ale od kilku lat ten wyścig i to miasto po prostu nie mogą bez siebie żyć. Na tle etapów z metą w stolicy Kampanii rozgrywanych w poprzednich sezonach, tegoroczny odcinek nie obfituje w fajerwerki, choć peleton kolejny raz przejedzie przez skrywające jeden z najgroźniejszych superwulkanów Campi Flegrei.
Dystans 214 kilometrów czyni niedzielny etap drugim najdłuższym tej edycji włoskiego wielkiego touru, podczas gdy przewyższenie o wartości 1574 metrów wskazuje na finisz z dużego peletonu.





Pogoda
Kolejny słoneczny dzień z temperaturą do 23 stopni Celsjusza. Wiatr od strony morza oznacza, że na najbardziej zapalnym odcinku trasy będzie on pomagał atakującym, a utrudniał życie próbującym minimalizować straty zawodnikom.
Faworyci
Jeśli sprint, to Jonathan Milan (Lidl-Trek), Tim Merlier (Soudal-Quick Step), Olav Kooij (Visma | Lease a Bike) i Kaden Groves (Alpecin-Deceuninck). Jeśli końcówka będzie naprawdę szybka, na co wskazuje układ terenu i kierunek wiatru, a nawrót w finale wywoła trochę zamieszania, w takim scenariuszu powinien się również bardzo dobrze odnaleźć Phil Bauhaus (Bahrain-Victorious).
Atakować podczas przejazdu przez Pola Flegrejskie powinni Maximilian Schachmann (Bora-hansgrohe), Andrea Vendrame (Decathlon AG2R La Mondiale), Laurence Pithie (Groupama-FDJ), Quinten Hermans (Alpecin-Deceuninck), Pelayo Sanchez (Movistar), Benjamin Thomas (Cofidis), Mikkel Honore czy Andrea Piccolo (EF Education-EasyPost), ale nikt nie zagwarantuje, że nie ruszą za nimi Jhonatan Narvaez (INEOS Grenadiers) i Tadej Pogacar (UAE Team Emirates).









