fot. Astana Qazaqstan Team / Sprint Cycling Agency

Mark Cavendish (Astana Qazaqstan Team) po kraksie na 8. etapie tegorocznej edycji wyścigu zmuszony był wycofać się z dalszej rywalizacji. Tym sposobem Brytyjczyk urodzony na Wyspie Man zakończył swój ostatni udział w Wielkiej Pętli.

38-letni kolarz zapowiedział zamknięcie swojej wspaniałej kariery wraz z końcem sezonu 2023. Tegoroczny Tour de France miał stanowić ostatnią próbę pobicia przez niego rekordu etapowych zwycięstw w La Grande Boucle, który dzieli wraz z legendarnym Eddy Merckx’em, obaj zatrzymali się na 34 etapowych triumfach. Cavendish był blisko złamania rekordu na wczorajszym odcinku, gdzie silniejszy od niego okazał się jedynie Jasper Philipsen (Alpecin-Deceuninck).


Na przestrzeni całej swej przygody z kolarstwem Mark zdobył dwie zielone koszulki, w 2011 oraz 2021 roku, a także ponad 40 razy plasował się na etapowych podiach. Zwycięstwa kolekcjonował od 2008 do 2021 roku, czym na zawsze zapisał się w annałach kolarskiej historii. Cavendish pechowo upadł 60 kilometrów przed metą 8. etapu w Limoges, a kraksa okazała się na tyle poważna, że topowy sprinter ostatnich lat zmuszony był opuścić zmagania w karetce.

Jak poinformowała ekipa Astana Qazaqstan Team, na skutek kraksy Brytyjczyk złamał obojczyk. Dodatkowo, upadek spowodował poluzowanie się śruby w stawie barkowo-obojczykowym, którą wstawiono po kraksie w Tour de France 2017.

Poprzedni artykułGiro d’Italia Donne 2023: Świetny finisz i zwycięstwo Blanki Vas w Sassari
Następny artykułVisegrad 4 Bicycle Race – GP Węgier 2023: Adam Toupalik przed Maciejem Paterskim i Szymonem Traczem
Oskar Sasak
Student III roku prawa Uniwersytety Łódzkiego. Były kandydat na kolarza z przeszłością w kategoriach juniorskich, obecnie kolarz - amator, pasjonujący się kolarskimi zmaganiami na wszystkich poziomach, od juniorów po World Tour.
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Virgil
Virgil

Dobrze, że nie pobił rekordu Eddy’ego.
Nie ten rozmiar kapelusza.

zip
zip

Masz kolego chyba coś z rozumem

Darek
Darek

Nawet bardzo dobrze

Hubert
Hubert

Nie cieszę się z powodu upadku, kraksy etc ale również się cieszę, że już tam nie fika. Ciekawe czy ten koleś przejechał w swojej karierze chociaż 1 000 km z przodu xD

Salazar
Salazar

Mark Cavendishsprinter wszech czasów
 
Nikt tego nie zmieni, choćby wysuwał nie wiem jakie argumenty.
Podobnej klasy sprinter: Mario Cipolini, który jako jedyny mógłby rywalizować z Cav:
 
Mario Cipolini: 161 zwycięstw w karierze, 12 na Tour de France
Mark Cavendish: 162 zwycięstw w karierze, 34 na Tour de France.
 
Za Cav-em kiedyś nie przepadałem, a to dlatego, że wygrywał jak chciał, wystrzelał z peletonu, mijał innych sprinterów jak słupki na slalomie i wygrywał. To było godne uznania, bo bywali sprinterzy, którzy wygrywali, wystawiali koło, wyskakiwali o pół koła w ostatniej chwili, ale te slalomy Cav, to były majstersztyki, które pamięta się latami. Nawet teraz, gdy Cav ma 38 lat, ktoś pisał, że jako jedyny na finiszu przekraczał 70 km/h, miewał największe prędkości chwilowe spośród dziś wszystkich. Pomimo tylu lat ma jeszcze taki power.
 
Polubiłem Cav-a, gdy wszyscy skazywali go na emeryturę, gdy przygnębiony, odtrącony, zmarginalizowany powiedział niezauważony dziennikarzowi, że to chyba jego ostatni wyścig był. Ale odrodził się, tak jak wielcy sportowcy potrafią: wygrywał etapy na Tour of Turkey, wreszcie 4 etapy Tour de France, zrównał się ilością zwycięstw z Eddy Merckx-em w Tour de France, powrócił stary dobry Cav, a wszyscy płakali…. Jeden z piękniejszych powrotów w historii kolarstwa.
 
Gdy pozbyłem się uprzedzeń zauważyłem, że ten facet ma jakąś pogodę ducha w sobie, dobrze mu z oczu patrzy.
Jest naturalny, widzimy jak on potrafi się cieszyć – po każdym sukcesie dziękuje kolegom, ściska ich i rywali, widać jak autentycznie potrafi się cieszyć – coś co u mało kogo dziś się zdarza, bo coraz częściej jesteśmy jak roboty, coraz rzadziej jesteśmy uśmiechnięci, coraz mniej rzeczy nas porywa fascynuje, zadziwia…..

A on jakby na przekór temu: na większości zdjęć „w cywilu” Cav jest uśmiechnięty, tak jak wiecznie uśmiechnięty Esteban Chaves zjednywał swoim uśmiechem i jakoś pogodniej patrzyło się na świat. Tak Cav na mnie robi podobne wrażenie, zachęca do walki o siebie o pokonywanie samego siebie, swoich ograniczeń, niemożności, gdy już się wydaje, że swój szczyt masz za sobą i teraz będzie już tylko gorzej. Takie osoby jak Cav robią wielką pracę społeczną dla innych, w sposób często niezauważalny dają pozytywny impuls wielkiej rzeszy ludzi, którzy tym przykładem pociągnięci wychodzą ze swego marazmu i jeszcze raz zaczynają walczyć o siebie.
 
Marku: szkoda, że los dziś w taki sposób wyeliminował Cię z wyścigu, który Ty uczyniłeś legendą. Chwilowe łzy są tylko przejściowe, ale tak czy inaczej pozostawiasz piękne wspomnienia, rekordowe osiągnięcia, do których zapewne mało kto się zbliży. Ale jesteś przede wszystkim dla nas pogodnym choć stanowczym człowiekiem, który w sposób godny podziwu daje nam przykład przezwyciężania słabości i realizowania swoich marzeń.
Pamiętam jak w podobnym nastroju żegnaliśmy Aleksandra Winokurow-a, który wypadł z trasy do lasu i wydawało się, że tak zakończy karierę. Tymczasem zawalczył jeszcze i zdobył mistrzostwo olimpijskie. Życzę Ci Marku podobnego uwieńczenia Twojej kariery i żywię nadzieję, że może jednak jeszcze raz zobaczymy Cię na trasie Tour de France.